Tuszowanie Niepożądanych Odczynów Poszczepiennych – Deborah Conrad

 

Del Bigtree: Wróćmy do tematu bazy VAERS. Pozwólcie mi nieco ochłonąć, jestem naprawdę podirytowany prezydentem Stanów Zjednoczonych. Żaden inny prezydent tego kraju za mojego życia nie zawiódł mnie bardziej. Przy bliższym przyjrzeniu się bazie VAERS, a wiemy, że statystyki tam zgromadzone są kompletnie niedoszacowane, pytanie, jakie należy sobie teraz zadać, kiedy informuje się nas, że te liczby są tak wysokie, 14 mln, 8 mln czy do ilu jesteśmy gotowi się przyznać, że statystyki te są tak wysokie, ponieważ po prostu mamy większą świadomość konieczności zgłaszania tych przypadków, mamy zwyczajnie świadomość funkcjonowania bazy VAERS dzięki eksperymentalnemu charakterowi tej szczepionki.

Proszę zadajcie sobie szczere pytanie, byście zastanowili się mocno, wyciszyli się i mocno zastanowili, ja sam zadaje sobie to pytanie, czy liczba rejestrowanych przypadków raczej powinna wzrastać czy maleć, gdy prezydent Stanów Zjednoczonych przemawia do całego narodu namawiając obywateli do zaszczepienia się, gdy Anthony Fauci, albo dyrektor NIH głosi, że szczepionka jest bezpieczna i skuteczna i każdy powinien ją przyjąć, włącznie z dziećmi, a prezydent mu wtóruje i również nawołuje do szczepienia dzieci, a CDC i FDA, choć nie udało nam się pokazać tego nagłówka, gdzie FDA odcina się od tego stanowiska, to nam niestety umknęło. Ale pielęgniarki i lekarze, kiedy na całym świecie jest presja na szczepienia i wszystkie korporacje medialne promują szczepionki jako jedyną drogę wyjścia z pandemii, czy szpitale raczej będą starałyby się dokładać wszelkich starań, by zgłaszać każdy przypadek do VAERS, a przecież, co jasne to szpitale są miejscem, gdzie takie przypadki są wyłapywane, bo pamiętajmy, że kontrolowane badania kliniczne zostały de facto zawieszone po 2 tygodniach po zakończeniu testów 2. Dawki szczepionki Moderny i Pfizera. W ramach tych testów porównywano osoby zaszczepione i niezaszczepione w kontrolowanym środowisku, ale zrezygnowano z badań przed ich zakończeniem, gdyż szczepionka została dopuszczona warunkowo z powodu silnej presji na start z programem szczepień.

[Jakby tego było mało, to jeszcze zaszczepiono większość uczestników z grupy kontrolnej]

Szczepionkę udostępniono ponad 100 mln Amerykanów. Jaki będzie skutek? Gdy 100 mln Amerykanów podaje się eksperymentalny preparat, kto będzie nas informował o skutkach ubocznych? Że powoduje wzmożoną liczbę ataków serca, udarów, przyczynia się do zwiększonej liczby przypadków małopłytkowości, wstrząsów anafilaktycznych. Która instytucja byłaby odpowiedzialna za zgłaszanie takich przypadków? Szpitale, prawda? Ale czy sądzicie, że wywiązują się z tego obowiązku? W sytuacji, gdy propaganda jest tak nachalna, kiedy szpitale dostają dodatkowe fundusze za pacjentów covidowych. Mając to wszystko na uwadze, czy uważacie, że szpitale mówią nam prawdę? Czy może jest wręcz odwrotnie? Czy sądzicie, że być może idą w dokładnie odwrotnym kierunku, kreując obraz jakoby pandemia dotykała najbardziej osoby niezaszczepione, choć wcale tak nie jest, by zachęcić nas do zaszczepienia się? Jeśli szpitale koncentrują swoje działania na promowaniu szczepionek, to czy mają interes w raportowaniu wad tych szczepionek? Upubliczniono nagranie pewnej rozmowy na platformie Zoom, pomiędzy jeśli się nie mylę doradcą prawnym czy finansowym a kierownikiem działu kadr pewnego szpitala.

Nagranie wydostało się na zewnątrz. Moim zdaniem to nam daje wgląd jak być może wygląda sytuacja w naszych szpitalach, które jawią nam się jako dobroczynne instytucje ratujące ludziom życie. Oto, o czym rozmawiają nasi zbawcy, gdy pacjenci nie słuchają.

 

Carolyn Fisher, dyrektorka ds. marketingu, NHRMC: Problemem było znalezienie sposobu dotarcia do społeczności, jeśli chodzi o przekazywanie konkretnych statystyk. Wybraliśmy cotygodniowe raportowanie, które dostępne są na naszej stronie internetowej oraz rozpowszechniane w mediach społecznościowych. Zwłaszcza grafiki pokazujące liczbę pacjentów i odsetek tych, którzy są niezaszczepieni, odsetek niezaszczepionych na oddziale intensywnej terapii oraz zgonów. Te statystyki upubliczniamy bez wchodzenie w szczegóły odnośnie oddziałów.

Dr Mary Rudyk: Tak.

Carolyn Fisher: …inne statystyki też są dostępne.

Dr Mary Rudyk, była dyrektorka ds. organizacyjno-personalnych, NHRMC: Moim zdaniem w obecnej sytuacji być może powinniśmy bardziej wzbudzać strach wśród opinii publicznej. Kolejna sugestia, z którą się zgadzam, odnosi się do tego, że wielu pacjentów po przechorowaniu COVID-19, ale nie uwzględnia się ich w statystykach. W jaki sposób zatem uwzględniać takie przypadki w statystykach dotyczących pacjentów obecnie znajdujących się w szpitalu.

Carolyn Fisher: Mam rozumieć, że chodzi o wszystkie osoby, które rejestrowano od początku pandemii?

Dr Mary Rudyk: Chodzi o osoby wciąż w szpitalu przebywające. To są moim zdaniem ważne liczby, osoby wciąż przebywające w szpitalu, które zostały zdjęte z oddziału covidowego, ale wciąż przebywają w szpitalu z takiego czy innego powodu.

Pacjentów takich klasyfikujemy jako ozdrowieńców. Pacjenci ci są określani jako ozdrowieńcy, na listingu Novant widnieją oni jako ozdrowieńcy. Ale moim zdaniem, z naszego punktu widzenia nadal traktujmy ich jako pacjenci covidowi, gdyż wciąż są chorzy.

Dr Mary Rudyk: Tak. Dlatego uważam, że należy te osoby także uwzględnić. Ponieważ gdy wychodzą z kwarantanny są wyłączeni ze statystyk covidowych, to się zgadza.

– Porozmawiajmy na ten temat off-line,

Dr Mary Rudyk: Tak.

– …bo to temat na dłuższą rozmowę.

Dr Mary Rudyk: Tak, chciałam tylko zasugerować, że powinniśmy być bardziej agresywni i perswazyjni, przekazywać komunikat w stylu: „jeśli się nie zaszczepisz, to umrzesz”.

 

Del Bigtree: Co za obrzydliwość! Istny Don Corleone szpitala sieci Novant Health. Nasza „matka chrzestna” sugeruje, by wyciągać statystyki z innych oddziałów, gdzie są pacjenci, którzy przeszli już COVID-19, by podbić sobie liczby i straszyć tym ludzi. Pomysł straszenia ludzi poprzez… Dla mnie osobiście fascynujące są takie przypadki, ponieważ pokazują one nasze skomplikowane człowieczeństwo, czym się kierują ludzie. Gdy rozmawiam z ludzi, zawsze staram się przekonywać, że nie wszyscy tam są złymi osobami. To musi być dziwne doświadczenie, gdy musisz nawigować wśród współpracowników bezustannie sondując, kto jest po Twojej stronie, a kto nie.

W tym przypadku mamy 3 osoby, jedna to istna „matka chrzestna” ala Don Corleone, która pragnie wyłącznie wzbudzać lęk wśród ludzi nawet jeśli trzeba będzie fałszować statystyki, przedstawić je tak, by wzbudzić strach. Wmawiać ludziom, że bez szczepionki czeka ich śmierć. Druga osoba to pracownica działu marketingu, która nieśmiało i z niedowierzaniem pyta, czy faktycznie oczekuje się od niej sięgnięcie do statystyk innych oddziałów, gdzie przebywają osoby chore na serce czy inne przypadłości i wrzucenie ich od jednego worka z osobami zakażonymi. Wydaje się być ona dobrą osobą i zdaje się zaskoczona, gdy sugeruje się jej stosowanie takich praktyk. Trzecia osoba pełni rolę szeptacza, który wyciąga ją z zakłopotania i bierze to na siebie.

Mówi, że pacjentów tych oficjalnie klasyfikuje się jako ozdrowieńcy i sugeruje dokończenie tej rozmowy off-line, gdyż zdaje się nasza cnotliwa Marysia ma pewne opory. Ona należy do tych dobrych, ma sumienie, ale ja nie, więc pomogę ci i zrobimy, co trzeba. Jestem prawie że pewien, iż podobne sytuacje mają miejsce w szpitalach na całym świecie. Mówi ona, że trzeba wzbudzać skuteczniej lęk i wmawiać ludziom, że bez szczepionki umrą. Jasno to powiedziała. W tym oto szpitalu będzie się każdemu pacjentów wmawiać, że jeśli nie przyjmą szczepionki, to umrą. Chciałem przywołać pracę Johna Ioannidisa, który przeanalizował różne zgromadzone dane, którą podsumował w sposób prosty i zwięzły w tłicie – oto nagłówek:

„Osoby szczepione i nieszczepione wykazują takie samo miano wirusa…”

O, nie ten materiał miałem na myśli – nie ważne. O, teraz. Miałem wykorzystać ten slajd jakieś 20 minut temu, więc nieco zaskoczyłem reżyserkę. Oto wnioski z pracy dr Ioannidisa, faktyczne dane. Jeśli nie przyjmiesz szczepionki, to umrzesz? Nieprawda.

W przypadku grupy wiekowej 0-19 lat szansa przeżycia infekcji wynosi 99,9973 proc. Prawdopodobieństwo zgonu wynosi 0,0027 proc. Osoby niezaszczepione z grupy 0-19 lat wcale nie umierają, co więcej, zdaje się że jest wręcz przeciwnie. W grupie 20-29 szansa przeżycia infekcji wynosi 99,986 proc. tak więc nasza „matka chrzestna” także tutaj się myli. Grupa 30-39 lat, szansa przeżycia wynosi 99,969 proc. W grupie 50-59 lat szansa przeżycia wynosi 99,73 proc. czyli ryzyko zgonu wynosi zaledwie 0,27 proc., czyli około ćwierć procenta prawdopodobieństwa zgonu z powodu tego wirusa. W grupie 60-69 lat prawdopodobieństwo wynosi 99,41 proc., wciąż nie przekroczyliśmy granicy 99 proc. A teraz najlepsze. W przypadku osób 70+, jeśli cierpią one na choroby współistniejące, to odsetek nieco maleje, ale zdrowy 70-latek bez problemu załapie się do przedziału 50-59 lat.

WSKAŹNIK PRZEŻYCIA INFEKCJI COVID

Tyle mówią liczby. Nie umrzesz, jeśli nie przyjmiesz szczepionki, a mimo to wspomniany szpital zamierza promować nieprawdę. Należy zadać sobie pytanie, że skoro szpital jest w stanie posunąć się do straszenia śmiercią w przypadku nieprzyjęcia szczepionki, czy są w stanie sumiennie zgłaszać powikłania poszczepienne do bazy VAERS? Zapewne nie. Zgaduję, że gdy w raporcie Harvard Medical School jeszcze przed epidemią wykazano, że zgłasza się mniej 1 proc. takich przypadków, to wcale nie zdziwiłoby mnie, że teraz ten odsetek wynosi mniej niż 0,5 proc. Nawet jeśli odsetek ten wynosiłby 10 proc., oznaczałoby to, że do tej pory mieliśmy szacunkowo 140 tys. zgonów z powodu szczepionki przeciwko COVID-19 w ciągu ostatnich 8 miesięcy. Na dzień dzisiejszy jest to najwyższa odnotowana liczba zgonów. Co więcej, jest to liczba przekraczająca statystykę zgonów każdej innej szczepionki wyprodukowanej w Stanach Zjednoczonych przez ostatnie 20 lat, których suma nigdy nie przekroczyła liczby odnotowanych zgonów dla tej szczepionki przez te ostanie 8 miesięcy. W jaki sposób dowiedzieć się, jak naprawdę wygląda ta sytuacja w szpitalach? Tutaj potrzeba nam sygnalisty. Osobę z pierwszej linii frontu, która gotowa jest zaryzykować i pokazać światu, jak wygląda sytuacja w szpitalach, która przestawi dowody i nie boi się konsekwencji. Taką osobą jest mój kolejny gość. Oto Debrah i jej historia.

Deborah Conrad o Tuszowaniu Niepożądanych Odczynów Poszczepiennych

Deborah Conrad: Nazywam się Deborah Conrad, pracuję jako asystentka lekarska, w lokalnym szpitalu miejskim. W szpitalu tym pracuję już ok. 15 lat, jako asystentka lekarska zajmuję się pacjentami przyjętymi do szpitala. Jeśli pacjent zgłasza się na oddział ratunkowy i wymagana jest hospitalizacja, to moją rolą jest rejestracja takiego pacjenta, opieka podczas jego pobytu i ostatecznie wypis z placówki, gdy pacjent wróci do zdrowia. Kocham swoją pracę, naprawdę ją kocham. Jako pracownik medyczny świetnie zdaję sobie sprawę, jak szalenie istotne jest dokładanie wszelkich starań, by zapewnić pacjentowi bezpieczeństwo. To jest sprawa priorytetowa.

Styczeń, luty, wtedy zaczęły docierać do nas informacje odnośnie pandemii Do dziś pamiętam ten dzień, gdy zamknięto kościoły i szkoły. „Boiska są puste, place zabaw opuszczone”. Wtedy właśnie do mnie dotarło i uświadomiłam sobie, że epidemia zmierza także do nas i trzeba się na nią przygotować. Wysłano mnie na delegację do większego szpitala w celu zdobycia wiedzy i umiejętności radzenia sobie w sytuacjach o charakterze klęski. Wielu z nas odczuwało potężny niepokój, że być może przeniesiemy wirusa na nasze rodziny. Część z nas została oddelegowana na kurs reagowania w sytuacjach masowych ofiar śmiertelnych w ramach przygotowań do takiego skrajnego scenariusza. Nie da się ukryć, że taka wizja mnie przerażała i mocno się to na mnie odcisnęło.

Akcja szczepień w naszym szpitalu przebiegła bardzo sprawnie. Nigdy wcześniej nie przyszło mi doświadczyć warunkowego użycia szczepionek czy właściwie użycia czegokolwiek w takim trybie. Jestem zwolenniczką szczepień, moje dzieci są zaszczepione. W pierwszej fazie zaszczepiono grupy pracowników priorytetowych [niezbędnych/kluczowych]. Wielu z nas z entuzjazmem przyjęło program szczepień, gdyż wszyscy oczekiwaliśmy wyjścia z tego kryzysu. Gdy program wszedł w fazę szczepienia populacyjnego, zaczynając od osób starszych, w domach seniora, do szpitala zaczęły zgłaszać się osoby starsze chore na COVID-19. Wydało mi się to zastanawiające. Sprawa była o tyle dziwna, że były to osoby, które otrzymały 1-szą szczepionkę zaledwie ok. tygodnia wcześniej, a u których wynik testu na COVID-19 dał wynik pozytywny. Po jakimś czasie zaczęli do nas zgłaszać się pacjenci, którzy na tydzień po otrzymaniu szczepionki zachorowali na zapalenie płuc. Jestem przekonana, że rok 2021 będzie rokiem zapalenia płuc, pomijając nawet przypadki wywołane przez COVID-19. Nigdy wcześniej w mojej karierze nie miałam do czynienia z taką ilością przypadków zapalenia płuc, sepsy. Nawet w środku lata do szpitala zgłaszały się głównie osoby z zapaleniem płuc.

Leczenie sepsy witaminą C – dr Paul Marik

Po starcie programu szczepień odnotowałam wzrost przypadków ataku serca, udarów mózgu, zakrzepów, krwawienia z układu pokarmowego, zaburzenia układu pokarmowego, zapalenie wyrostka robaczkowego, mieliśmy nawet przypadek zapalenia trzustki, nawroty nowotworów. Liczba takich przypadków znacząco wzrosła. Nie tylko ja miałam takie spostrzeżenia, ale cała kadra. Jasnym się dla mnie stało, że coś jest nie tak. Wtedy nie miałam pojęcia o istnieniu bazy VAERS, czyli systemie raportowania niepożądanych odczynów poszczepiennych. Nie miałam wiedzy odnośnie obowiązku zgłaszania takich przypadków.

W trakcie realizacji tego programu szczepień nikt nawet nie napomknął o tym systemie. Nazwa ta owszem pojawia się w mediach, tu i ówdzie, ale nigdy nie prowadzono akcji uświadamiającej dla ludzi podających szczepionki o jej istnieniu, że w przypadkach, gdy u pacjenta stwierdzono jakieś nieprawidłowości, powikłania, że należy udać się na określoną witrynę internetową i zgłosić taki przypadek i ewentualne kolejne. Takie szkolenia zespołu nigdy nie miały miejsca. Udałam się na stronę systemu i pierwszą rzeczą, która zwróciła moją uwagę, była informacja o obowiązku prawnym świadczeniodawcy usług zdrowotnych zgłaszania określonych powikłań do systemu VAERS. Zamurowało mnie. Obowiązek prawny? Przeglądając dalsze materiały trafiamy na cały rozdział poświęcony powikłaniom, które należy zgłaszać.Konkretne powikłania, które należy zgłaszać w przypadku ich wystąpienia u osób zaszczepionych przeciwko COVID-19.

Wtedy właśnie zaczęłam zgłaszać takie przypadki samodzielnie. Wkrótce stało się to rzecz można pracą na cały etat. W ciągu zaledwie 3 tyg. czy miesiąca zgłosiłam 50 takich przypadków. Były to wyłącznie przypadki zgłaszane z dobrej woli świadczeniodawców [pracowników szpitala], którzy zidentyfikowali potencjalny problem. Zwróciłam się do administracji mojego szpitala i powiedziałam, że potrzebuję kogoś do pomocy. Powiedziałam, że sama sobie z tym nie poradzę, jest tego za dużo, że praktycznie cały czas spędzam na telefonie z CDC, rozmawiam z tymi pacjentami przez telefon. Że potrzeba więcej ludzi zaznajomionych z tym system, by mi pomogli. Jednak moja prośba spotkała się z oporem. W tym bowiem czasie program szczepień nabrał rozpędu, szczepionka stała się dostępna dla każdego i moja sugestia zgłaszania przypadków niepożądanych odczynów poszczepiennych do systemu, co równe jest ze wskazywaniem problemów ze szczepionkami, mogłaby wzbudzić niepokój i wahanie się wśród medyków, pracowników szpitala, wśród pacjentów.

To był moment, od którego wszystko się zmieniło. Ponieważ nie mogłam odpuścić i siedzieć cicho, zaczęłam umieszczać w gabinetach specjalne koperty i przekazywałam pracownikom szpitala, że jeśli zgłosi się pacjent, który niedawno otrzymał szczepionkę i istnieje przypuszczenie, że jego stan może mieć związek ze szczepieniem, to proszę o umieszczenie danych pacjenta w kopercie, a ja skontaktuję się z tą osobą i sporządzę raport. Spodziewałam się po kilka przypadków w tygodniu, ale nie – pracy było tyle, że starczyłoby na cały etat. Jeśli startujesz z programem szczepień z preparatem dopuszczonym warunkowo, na masową skalę, czy wcześniej nie powinieneś upewnić się, że wszelkie procedury bezpieczeństwa są na miejscu? Pierwszą rzeczą, którą powinieneś zrobić, to informować obywateli o ewentualnych efektach ubocznych, gdzie i jak się zgłaszać w razie takiego przypadku, przed startem samego programu. To powinno się zrobić w pierwszej kolejności, czyli przeszkolenie kadry medycznej, która jest na pierwszej linii.

Zatem dlaczego takiego szkolenia nam, medykom, nie udzielono? Powiedziano mi, że musimy się samodzielnie dokształcić, że to nie jest ich obowiązek.

System monitorowania bezpieczeństwa szczepionek w USA ledwo zipie, w czasie gdy miliony ludzi się szczepi.

Del Bigtree: Deborah skontaktowała się z dyrektorem szpitala by zapytać, dlaczego efekty uboczne nie są zgłaszane do VAERS. Kobieta nagrała rozmowę. Oto jej fragment.

Deborah Conrad: Dlaczego nie chcemy zgłaszać tych przypadków?

Del Bigtree: Nie nazwałabym tego brakiem chęci. Wydaje mi się, że system sugeruje, że każda placówka powinna zgłaszać takie przypadki tylko odnośnie swoich pacjentów.

Deborah Conrad: Ale jeśli pracodawcy nie szkolą nas odnośnie poprawnego zgłaszania takich przypadków, że to jest istotne, skąd mamy wiedzieć, jak to robić?

Del Bigtree: Moim zdaniem świadczeniodawcy/pracownicy powinni we własnym zakresie doszkolić się odnośnie postępowania z pacjentami, którzy otrzymali szczepionkę przeciwko COVID-19.

Deborah Conrad: Ale oni nie mają nawet pojęcia, że te konkretne przypadki należy zgłaszać do VAERS. Kiedy mieliśmy zatrzęsienie takich przypadków, jak małopłytkowość, zakrzepy. We wtorek, jeśli dobrze pamiętam, odesłaliśmy 3 przypadki kardiomiopatii, pacjenta z zakrzepami. Na oddziale jeden pacjent zmarł, zaledwie chwilę temu stwierdziłam jego zgon, pacjent był zaszczepiony i zaledwie 2 tyg. Później u pacjenta diagnozuje się raka, ot tak, znikąd. Zakrzepica żyły zwrotnej o podłoży nowotworowym. Mamy przypadki udarów, miałam przypadek pani, która miała udar 48 godz. po otrzymaniu szczepionki. Teraz jest na antykoagulantach. Miała dwustronną zakrzepicę i brała Eliquis po szczepieniu. Takie przypadki podlegają zgłoszeniu do VAERS.

Deborah Conrad: Powiedziano mi, że dyrekcja skonsultowała się z ekipą od zarządzania ryzykiem [działem prawnym] i zabroniono mi zgłaszania kolejnych pacjentów innych niż pacjenci pod moją opieką. Ostrzeżono mnie i nakazano wspierać program szczepień oraz sposób jego realizacji. W trakcie pandemii otrzymałam nagrodę za wybitną pracę za poświęcenie dla dobra pacjentów i opiekę nad nimi, a teraz traktuje się mnie jako osobę niebezpieczną, która jest zagrożeniem dla swoich pacjentów.

Deborah Conrad - nagroda za wybitną pracę za poświęcenie dla dobra pacjentów

Del Bigtree: Chodźcie, chłopcy! Ci pacjenci zasługują na naszą uwagę, osoby potencjalnie poszkodowane, mówię potencjalnie, gdyż wszystkich przypadków nie znamy, ale ktoś musi być ich głosem. Ich też się ignoruje. Wmawia im się, że są wariatami, że mają stany lękowe, że to wszystko to ich urojenia. Nikt się za nich nie wstawia. Takich pacjentów cierpiących z powodu powikłań jest mnóstwo, osoby, których życie legło w gruzach z powodu tych szczepionek. Te osoby są zostawione same sobie, przez te szczepionki. Nie mam co do tego wątpliwości. Ja postanowiłam być ich głosem i pomóc innym osobom mi podobnym wyjść z cienia, ponieważ wiem, że nie jestem sama i takich osób jest więcej.

Del Bigtree: Deborah jest teraz moim gościem. Na wstępie pragnę podziękować Ci za odwagę, Zdaję sobie sprawę, że to jest dla Ciebie rzecz nowa, występ w telewizji i otwarta dyskusja na temat sytuacji w Twoim szpitalu. To jest ważna sprawa. Chciałem Ci powiedzieć, że kontaktują się z nami pielęgniarki i lekarze z całego kraju i opowiadają nam podobne historie, ale boją się wystąpić przed kamerami w obawie przed reperkusjami. Dlatego chylę czoła przed Tobą, że odważyłaś się podjąć takie ryzyko. Dziękuję za przybycie.

Deborah Conrad: Ja również dziękuję.

Del Bigtree: Na początek chciałbym odnieść się do nieco wcześniejszych zdarzeń. Przed COVID-19 i tą pandemią jakbyś się pozycjonowała jeśli chodzi o szczepionki. Czy wierzysz w szczepionki jako takie, jaka była Twoja postawa wtedy.

Deborah Conrad: Tak, jestem zwolenniczką szczepień. Sama jestem w pełni zaszczepiona jeśli chodzi o szczepienia obowiązkowe dla dzieci, moje dzieci również są zaszczepione. Nie kwestionowałam szczepień aż do teraz.

Del Bigtree: Ok. U Ciebie w szpitalu, pracujesz jako lekarz szpitalny, asystentka lekarska, zgadza się? Czy jesteś w jakikolwiek sposób zaangażowana w pracę kadry menedżerskiej?

Deborah Conrad: W szpitalu pełnię rolę dyrektora ds. zaawansowanych świadczeń medycznych. Jestem naczelną asystentką lekarza w naszym szpitalu, więc tak, jestem zaangażowana na szczeblu administracyjnym szpitala. Jestem osobą szanowaną w moim szpitalu, przez lekarzy i pozostałą kadrę.

Del Bigtree: Czyli w sytuacji, gdy odbywa się jakaś dyskusja odnośnie czy to nowej procedury, czy też odnośnie transferu pacjentów, czy rzeczy związanych z zorganizowaniem zebrania kadry odnośnie nowego protokołu leczenia czy innych procedur, do Twoich obowiązków będzie należeć organizacja takiego zebrania dla części kadry, by zreferować te sprawy, zgadza się?

Deborah Conrad: Tak, byłam zresztą zaangażowana w opracowanie polityki odnośnie leczenia odwykowego z uzależnień od opioidów i której byłam współautorem w naszym szpitalu. Więc owszem.

WHO i Purdue Pharma połączyły siły we wciskaniu opioidów na świecie
Biegły sądowy: Rola Johnson & Johnson w kryzysie opioidowym może być „gorsza” niż Purdue Pharma

Del Bigtree: Ok, to tyle tytułem wstępu odnośnie Twojej pracy. Poproszę Cię o prześledzenie Twojej drogi? Wiemy, że jesteś zwolenniczką szczepionek, mamy do czynienia z tą pandemią, a Ty jesteś jednym z tych lekarzy na pierwszej linii, ryzykujesz swoje życie dla tych pacjentów, co według Ciebie, pierwsze zdarzenie czy sytuacja której byłaś świadkiem, wzbudziło Twoje zwątpienie?

Deborah Conrad: Szczepionki, głównie dla pracowników szpitala, otrzymaliśmy w grudniu. Osobiście byłam nieco sceptyczna z powodu tak szybkiej ścieżki dopuszczenia preparatu na rynek. To nieco mnie niepokoiło. Postanowiłam poczekać i zobaczyć, jak to się potoczy. W lutym zauważyłam napływ pacjentów z różnymi dziwnymi przypadłościami. Moja pierwsza myśl była taka, że to tylko zbieg okoliczności. Podobnie jak reszta, uważałam, że to tylko zbieg okoliczności, lecz sama ta sytuacja zdawała się na tyle dziwna, że siłą rzeczy zwróciła moją uwagę. Jednak w pewnym momencie zgłosił się nas pewien pacjent i jego przypadek spowodował, że dotarło do mnie, że to nie może być przypadek. Coś tutaj poważnie nie gra. Wtedy właśnie zaczęłam drążyć temat i miałam coraz więcej wątpliwości.

Del Bigtree: Co to był za przypadek? Z oczywistych względów nie pytam o tożsamość pacjenta, gdyż byłoby to naruszenie ustawy HIPPA, ale co to były za problemy, tak ogólnie? Wspomniany pacjent przyjął szczepionkę mniej niż 48 godz. wcześniej i zmarł z powodu wieloukładowego zespołu zapalnego. Ostre uszkodzenie nerek, obustronne zapalenie płuc, zawał serca, sepsa, wskutek czego zmarł. To był dla mnie szok. Był to na tyle szokujący przypadek, że osoba która się nim zajmowała powiadomiła mnie o tym przypadku. To nie był mój pacjent. Pracownik szpitala był tak zaniepokojony, że zgłosił się do mnie z prośbą o przyjrzenie się tej sprawie i z sugestią, że należy to zgłosić. Wtedy już miałam za sobą kilka zgłoszonych przypadków.

Del Bigtree: Jeśli chodzi o zgłoszenie, wspominałaś na materiale pokazanym przed chwilą, że nie miałaś wtedy o istnieniu VAERS. Co to znaczy dokładnie? Że nie wiedziałaś, że Twoim obowiązkiem jest raportowanie do VAERS? Czy nie miałaś świadomości, że taki system w ogóle istnieje?

Ile czasu poświęca się na uczenie lekarzy o szczepieniach? – dr Heidi Larson

 

Deborah Conrad: Obie te rzeczy. Nie miałam zielonego pojęcia o czymś takim, jak VAERS. Kiedy program szczepień wystartował, nie było to coś, z zakresu czego przeprowadzono nam szkolenia. Mogłoby się wydawać, że to normalna rzecz w przypadku warunkowego wypuszczenia nowego preparatu, co do bezpieczeństwa którego nie mamy długoterminowych danych odnośnie bezpieczeństwa dla zdrowia i ograniczone dane krótkoterminowe. Gdy preparat jest udostępniany dla całej populacji, w tym dla osób, które przeszły COVID-19, czy nie dołożyłbyś starań, by ludzie zostali poinformowani, co należy zrobić, gdy pojawi się pacjent w szpitalu, w klinice, na oddziale ratunkowym, izbie przyjęć zgłaszający problemy zdrowotne po otrzymaniu szczepionki? Czy nie stworzyłbyś wcześniej stosownego systemu i poinformował placówki świadczące usługi medyczne odnośnie postępowania w takiej sytuacji? My jako świadczeniodawcy z reguły nie mamy od czynienia z pacjentami cierpiącymi na powikłania poszczepienne dopóki nie zgłoszą się pacjenci, powiedzmy po szczepieniu przeciwko grypie z zespołem Guillaina-Barrégo czy porażeniem Bella. Mamy pełną świadomości takiej możliwości, gdyż takie przypadki są umieszczone na liście powikłań.

Del Bigree: Ale nawet w takim przypadku nie zostałoby to zgłoszone do VAERS? Tego typu przypadki…

Deborah Conrad: Sądzę, że ktoś by to zrobił. Nie są to tak częste przypadki w szpitalach. Porażenie Bella to raczej coś, z czym ma się do czynienia w klinikach, nie na oddziale ratunkowym. Nie jest to raczej przypadłość, z którą zgłaszają się do nas pacjenci, więc siłą rzeczy nie mielibyśmy wiedzy o takim przypadku.

Del Bigtree: Tematem powikłań poszczepiennych zajmujemy się już od lat, jeszcze przed COVID-19 zgłaszali się do nas rodzice dzieci poszkodowanych przez szczepionki. Wydaje mi się rzeczą skandaliczną, usłyszeć od osoby, która nie jest zwykłą pielęgniarką mają do czynienia z czymś po raz pierwszy, jesteś mocno zaangażowana w pracę swojego szpitala, gdzie spędziłaś 17 lat. Zajmujesz na tyle wysokie stanowisko, że kiedy tylko szpital wprowadza jakiś nowy protokół, ty pomagasz go wdrażać, że jednak nawet Ty nie miałaś pojęcia o VAERS, przez te 17 lat pracy w szpitalu. Ten fakt powinien być dla mnie zaskoczeniem, czy też nie? Czy ty jesteś zaskoczona tym, że choć słyszymy, że szczepionki są bezpieczne i skuteczne, jeszcze na długo przed pandemią, że szczepionki są bezpieczne i skuteczne, że dzieci są bezpieczne i mają się świetnie, że jesteśmy przekonani, że te raporty, mówiące o 400 zgonach każdego roku w Stanach Zjednoczonych, pochodzące przecież z systemu VAERS, można odnieść wrażenie, że z systemu tego się korzysta, ale nawet Ty nie miałaś o nim pojęcia. Czy gdybym przeprowadził ankietę wśród większości lekarzy i pielęgniarek w Twoim szpitalu, jeszcze przed sytuacją z COVID-19, czy okazałoby się, że wszyscy oni mają świadomość istnienia tego systemu?

Deborah Conrad: Nie.

Del Bigtree: Nie?

Deborah Conrad: Chyba, że byłby to pediatra. Pediatrzy wiedzą o VAERS, na co wskazują dane w tym systemie dla tej grupy demograficznej. Ale w przypadku świadczeniodawców oferujących usługi dla dorosłych, jeśli nie jest to szpital pediatryczny czy klinika pediatryczna lub przychodnia lekarza rodzinnego, gdzie również zgłaszają się pacjenci dziecięcy, to nie mają oni wiedzy na ten temat. Ale nawet w takich placówkach… Ogólnie nikt nie ma pojęcia o istnieniu VAERS. Może słowo nikt to przesada, ale niewielu świadczeniodawców [medyków] ma świadomość istnienia systemu VAERS.

Del Bigtree: Ok. Ale powinniśmy szczerze przyznać, że pediatra to nie jest lekarz, do którego zgłaszasz się, gdy twoje dziecko na atak padaczki, tylko udajesz się do szpitala, na oddział ratunkowy, a nie do pediatry. Skoro tylko pediatrzy wiedzą o tym systemie, to mamy problem. Nie chcę skupiać się wyłącznie na przeszłości, przejdźmy więc do teraźniejszości. Chciałem tylko zarysować szerszy kontekst kulturowo-organizacyjny tematu naszej rozmowy. Jak dowiedziałaś się o istnieniu VAERS?

Deborah Conrad: Zaczęłam szukać w Sieci informacji na temat tych szczepionek i VAERS naturalnie pojawił się w trakcie poszukiwań. Wiele stron odnosiło się do VAERS, zaczęłam zastanawiać się, co to jest. Postanowiłam więc doinformować się odnośnie VAERS. Wtedy też natknęłam się na informację, że pracownicy medyczni mają obowiązek prawny zgłaszania przypadków do VAERS. To był dla mnie szok. Ja też przecież jestem pracownikiem medycznym. Prawo ode mnie tego wymaga? Szok. Nie miałam o tym pojęcia i to mnie zaniepokoiło. Moi współpracownicy również tego nie czynili. Co to wszystko znaczy?

Del Bigtree: Wtedy właśnie zaczęłaś zgłaszać przypadki do VAERS. Żebyśmy mieli jasność co do aspektów językowych, gdyż wiele osób dyskutuje, tak jak u was w szpitalu, czy mamy do czynienia z zaniżaniem czy zawyżaniem liczby takich przypadków, jak określić, czy konkretny przypadek jest efektem szczepionki czy też nie. Abyśmy mieli jasność – system VAERS jasno i precyzyjne definiuje…

Deborah Conrad: Zgadza się,

Del Bigtree: …że nie jest zadaniem osoby składającej raport zdecydowanie, czy dany przypadek ma związek ze szczepionką, lecz zgłaszanie takich zdarzeń w określonym przedziale czasu, a pracownicy systemu zajmą się analizą i zdecydują o wpisaniu go do bazy lub nie. Zgadza się?

Deborah Conrad: Tak, zgadza się.

Del Bigtree: Ok. Mam jeszcze jedno bardzo ważne pytanie. Dotyczy ono dyskusji na forach społecznościowych odnośnie tego, że w samych Stanach Zjednoczonych mamy 14 tys. zgonów zarejestrowanych w tym systemie i mi także, jako laikowi, trudno uwierzyć, jak to różne osoby twierdzą, że dane VAERS nie są wiarygodne, ponieważ każdy może sobie w domu zgłosić raport do tego systemu, że te zgłoszenia nie są później weryfikowane w żaden sposób i dlatego dane te są niemiarodajne. Odnosząc się do własnego doświadczenia, co odpowiedziałabyś takim osobom? Czy rzeczywiście dane te są niewiarygodne, że jest to tylko zbiór raportów w żaden sposób nie analizowane z należytą starannością z formalnego i merytorycznego punktu widzenia?

Deborah Conrad: Nie, to jest praktycznie praca na cały etat. Proces zgłaszania raportu do VAERS wymaga ogromnej ilości pracy. Wyrazy szacunku dla osób obsługujących i pracujących dla VAERS, gdyż naprawdę starają się dbać o całościową informację. Dlatego właśnie jest to proces wymagający mnóstwa pracy. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem… Owszem, każdy może takie zgłoszenie do VAERS złożyć, ale sądzę, że jest naprawdę niewiele przypadków zgłoszeń bezpośrednio od pacjentów, ponieważ wymaga to dostępu do danych, o których pacjent nawet nie ma pojęcia. Formularz wymaga podania takich danych jak wyniki badania krwi, dokładnego opisu naszego przypadku, czy wyzdrowiałeś, data, nazwa i numer serii szczepionki, lista alergii, stosowane leki, czy przebywałeś wcześniej w szpitalu, wcześniejsze przypadki reakcji na szczepienie, mnóstwo różnych pytań. Jak sądzę, znaczna większość pacjentów zwróciłaby się do swojego medyka w celu zgłoszenia swojego przypadku. Pacjenci nawet pytali o to, gdzie najlepiej zgłosić się z danym przypadkiem. Po złożeniu takiego raportu, non-stop otrzymuję telefony i emaile, każdego tygodnia, od VAERS w celu omówienia zgłoszonych pacjentów.

Del Bigtree: Czyli jest kontakt zwrotny?

Deborah Conrad: Jak najbardziej.

Del Bigtree: Czyli nie przechodzą do porządku dziennego, ale kontaktują się w celu uszczegółowienia niektórych aspektów, czy też uzyskania dodatkowych informacji.

Deborah Conrad: Każde zgłoszenie ma przydzielony specjalny numer o charakterze tymczasowym, następnie pracownicy VAERS analizują zgłoszone przypadki i gdy zachodzi potrzeba zasięgnięcia informacji z dokumentacji medycznej pacjenta, kontaktują się ze świadczeniodawcą w celu omówienie danego przypadku. Kontaktuje się z tobą lekarz czy asystent lekarza pracujący dla VAERS. Gdy skompletują wszystkie niezbędne dane, system przydziela danej sprawie ostateczny numer identyfikacyjny, skojarzony z konkretnym pacjentem. Jest to bardzo wymagający proces. Starają się oni dokładnie analizować każdy przypadek i okoliczności. Ten ostateczny numer identyfikacyjny zaświadcza, że przypadek został przeanalizowany i zatwierdzony i ten numer jest tego świadectwem. To nie jest prowizoryczna baza NOPów, jak niektórzy twierdzą. Powinniśmy uszanować ten system, stosowany jest już od wielu lat. Wcześniej nikt nie miał do niego zastrzeżeń, a teraz nagle twierdzi się, że to jest prowizorka. Trochę to niepoważne.

Del Bigtree: Tak się składa, że jest to jedyny taki system stworzony przez CDC, która faktycznie zarządza systemem służby zdrowia w Stanach Zjednoczonych, jeśli więc są jakieś zastrzeżenia, to należy je kierować właśnie do CDC. Tym bardziej, że jest to rozwiązanie, które siłą rzeczy jesteśmy zmuszeni stosować w przypadku, gdy warunkowo dopuszczono te szczepionki na rynek, zamieniono całą populację w grupę testową. Jestem zdumiony, to jest wręcz niewiarygodne, że znaleźliśmy się w sytuacji, gdzie Joe Biden grozi pracodawcom z sektorów nie mających nic wspólnego z medycyną czy zdrowiem publicznym, że będzie karał finansowo pracodawców, którzy nie wymuszą na pracownikach szczepienia, ale czy nie byłoby rozsądniejszym nałożenie takich kar na lekarzy czy pielęgniarki, którzy nie zgłaszają powikłań do VAERS? Potrzeba nam solidnego i dokładnego obrazu sytuacji skoro program obejmuje mnóstwo osób, więc żeby mieć miarodajne liczy, trzeba nam danych. Wydaje się, że dzieje się dokładnie odwrotnie. Kiedy postanowiłaś zacząć korzystać z VAERS, wywiązać się z nakładanego na Ciebie obowiązku, gdyż uznałaś, że masz do czynienia z wieloma anomaliami, myślałaś sobie, ja pewnie na Twoim miejscu tak bym zrobił, że to jest zwyczajne wasz obowiązek. Czy zaczęłaś pytać lekarzy i pielęgniarki, czy mają świadomość prawnego wymogu składania takich raportów do VAERS?

Deborah Conrad: Tak, jak najbardziej. Zgłosiłam się z tym do moich przełożonych i zapytałam, czy ktoś ma świadomość istnienia tego systemu. Powiedziałam, że powinniśmy zacząć takie raporty sporządzać. Oczywiście, ponieważ proces ten wymaga sporo wysiłku, okazało się, że nikt nie jest chętny podjąć się tego. Jako pracownicy nie mamy na to zwyczajnie czasu. Tak więc odpowiedziano mi, że jeżeli chcę się tym zająć, to nie ma problemu, droga wolna, nic nie stoi na przeszkodzie, bym takie raporty sporządzała. Naiwnie myślałam, że to będzie kilka przypadków co jakiś czas.

Del Bigtree: Czyli mówisz, że była gotowość przekazania Tobie przypadków potencjalnie związanych ze szczepionkami, ale nie mamy na to czasu, więc jeśli chcesz, to przekażemy je Tobie?

Deborah Conrad: Dokładnie tak. W pewnym sensie zgłosiłam się na ochotnika do tej pracy, gdyż uważałam…

Del Bigtree: Takie zajęcie na boku.

Deborah Conrad: Tak, ale to była naprawdę istotna sprawa. Od początku miałam świadomość, jak ważne są te raporty i byłam przekonana, że musimy zgłaszać te przypadki. Dlatego zaczęłam umieszczać w recepcji na oddziale ratunkowym i dla pacjentów poza kolejką specjalne koperty, gdyż to właśnie tam ci pacjenci będą się zgłaszać w pierwszej kolejności i poinformowałam świadczeniodawców [medyków], by pacjentów, wobec których mają podejrzenie powikłań poszczepiennych lub nie są do końca pewni, by tak czy inaczej umieścili dane pacjenta w kopercie, a ja przyjrzę się temu i w razie czego zajmę się jego zgłoszeniem. Podobną informację przekazałam także moim współpracownikom. Nie wszyscy przyjęli moją inicjatywę z entuzjazmem, gdyż nie dopuszczali nawet myśli, że te szczepionki w ogóle mogą generować jakiekolwiek problemy dla pacjentów. Co więcej, nie mieliśmy pojęcia, na co w ogóle powinniśmy zwracać uwagę. Wielu z nich nie zgłaszało do mnie takich przypadków, ale też spora liczba owszem. Jak już wspomniałam, ta dodatkowa praca szybko zaczęła pochłaniać moje wolne dni od pracy. To jest żmudna praca.

Del Bigtree: Mówisz, że to jest żmudny proces. Wielu lekarzy kontaktowało się z nami i wspominali o VAERS, a którzy dzięki Tobie również zaczęli stosować ten system. Wielu z nich wypowiada się w podobnym tonie, że złożenie takiego zgłoszenia… Jeden z moich znajomych pracuje na oddziale ratunkowym, a jak wiemy praca ta wymaga ciągłej gotowości, nigdy nie wiesz, czy będziesz miał czas usiąść przed komputerem i wypełnić formularz VAERS, który wymaga wielu szczegółowych danych, jak numer serii szczepionki, ale przecież to nie są moi pacjenci, ja ich nie szczepiłem, więc nie znam tego numeru. Mam jednak taki przypadek i należy go zgłosić, więc szukam informacji o serii tej dawki, coś udaje się znaleźć i nagle dostajesz wezwanie do pacjenta, więc wybiegasz na oddział, ale problem polega na tym, że system nie zapisuje stanu zgłoszenia tylko po jakimś czasie zamyka formularz.

Deborah Conrad: To prawda.

Del Bigtree: Wylogowuje cię i musisz zacząć wszystko od początku, co wydaje się… To taka uwaga dla projektantów systemów komputerowych… Tak na marginesie – kieruję to do Microsoftu czy Google, ktokolwiek jest twórcą tego systemu, może ułatwicie życie tym lekarzom i wprowadzicie funkcję zapisu stanu wypełnianego formularza tak, by nie musieli za każdym razem zaczynać od początku. Ci ludzie mają mnóstwo pracy, starają się ratować życie innym. Tu właśnie tkwi problem, zgadza się?

Deborah Conrad: Dokładnie. Co więcej, mnóstwo razy zdarzyło mi się, że po wypełnieniu całego formularza i po kliknięci przycisku wysłania, pojawił się komunikat o błędzie weryfikacji i cały raport zniknął. Musiałam zacząć wszystko od początku.

Del Bigtree: Kiepsko.

Deborah Conrad: Zaczęłam więc zapisywać fragmenty w arkuszu Word i jeśli znowu się ten problem powtórzy, to będę mogła przekleić dane z arkusza. Więc tak, system miał mnóstwo błędów, gdy zaczęłam go używać. Tych przypadków było mnóstwo, a ja, w domu, chora i jeszcze to…

Del Bigtree: Z jakimi przypadkami miałaś do czynienia? Porozmawiajmy może o tych powikłaniach. Jedną z rzeczy, która wydała mi się zaskakująca, a o czym często się słyszy i wydało mi się to dziwne. Rozmawiałem na ten temat ze znajomym onkologiem, którego znam od dawna, ale inni lekarze też tę kwestię poruszali. Gdy opowiadali o przypadkach, z którymi mieli do czynienia, mając wiedzę odnośnie remisji, mając na uwadze statystyki remisji, jak długo trwają, ile się utrzymują, tego typu dane. Kilku onkologów, z którymi rozmawiałem twierdzili, że nie wiedzą, jaka jest przyczyna, ale mówią mi, że w przypadku wielu z ich pacjentów w okresie remisji nowotwór nagle, w ciągu jednej nocy, nawraca. Jeden z lekarzy przyznał, że zaczął pytać swoich pacjentów, czy przyjęli tę szczepionkę. Teraz za każdym razem pada pytanie do pacjenta, czy przyjął tę szczepionkę, gdyż wypacza im to statystyki, że zaczyna to stawiać tych lekarzy w złym świetle, gdy nagle mają tyle przypadków nieskutecznego leczenia. Stwierdziłaś, co nie umknęło mojej uwadze, że spostrzegłaś wzrost liczby pacjentów z nowotworem.

Deborah Conrad: Zgadza się.

Del Bigtree: Co zwróciło Twoją uwagę? Wzrost był aż tak wyraźny?

Deborah Conrad: Dokładnie. Co więcej, jeden z pierwszych pacjentów, których zgłosiłam do VAERS, to była osoba z nawrotem po remisji, co skończyło się nagłą śmiercią pacjenta. To było wręcz niewiarygodne. Pacjent nie miał żadnych objawów, nowotwór był w fazie remisji, a tu nagle nawrót choroby i to z nasilonym skutkiem do tego stopnia, że pacjenta nie dało się na tyle szybko poddać leczeniu i pacjent zmarł. Było kilka takich przypadków.

Del Bigtree: Naprawdę?

Deborah Conrad: To był wyraźny wzrost. Nie tylko ja to zauważyłam, ale do tego samego wniosku doszli pracownicy naszej onkologii. Co więcej, skontaktowałam się z lekarzem z onkologii odnośnie tego właśnie pacjenta i on zgodził się ze mną. Przyznał mi rację, że rzeczywiście jakiś związek może tutaj występować. To było na wczesnym etapie mojej przygody z VAERS. Od tego czasu takie przypadki są bardzo częste, niestety. Obserwuje się również nowe przypadki nowotworów pojawiające się znikąd, bardzo dziwne przypadki, jak np. nowotwory narządów litych, gdzie nie ma możliwości wykonania biopsji, zanim doprowadzą do śmierci pacjenta. Postępują tak szybko, że nie jesteś w stanie wykonać biopsji i dowiedzieć się, co to za nowotwór. Rodzinie pozostaje zatem decyzja o autopsji, by zidentyfikować nowotwór lub wpisanie nowotworu jako „niezidentyfikowany”.

Del Bigtree: O rany.

Deborah Conrad: Co zrobić.

Del Bigtree: A małopłytkowość? Dochodziły nas słuchy o takich przypadkach w kontekście preparatu AstraZeneki w Europie i szczepionki J&J tu, w Stanach. Poruszaliśmy ten temat w naszym programie, okazuje się, że preparaty Pfizera i Moderny mają ten sam problem. Zakrzepy, małopłytkowość – miałaś takie przypadki?

Deborah Conrad: Tak, jak najbardziej. Zawały serca, kardiomiopatie, małopłytkowość, udary, tych jest dużo. Zakrzepy. Co ciekawe, rok 2021 jest rokiem, gdzie antykoagulanty przestają być skuteczne. Rzecz niezwykła. Mieliśmy kilku pacjentów z zatorowością płucną i zakrzepach w nogach na pełnej dawce antykoagulantów. Pełna dawka. Patrzymy tylko po sobie pytającym wzrokiem. Pewnego dnia współpracownik mówi do mnie, że przecież leki nie mają 100 proc. skuteczności. To ciekawe, ponieważ w 2021 r. mnóstwo leków dziwnym trafem nie jest „100 proc. skuteczne”. To daje do myślenia. Mamy też przypadki porażenia Bella, zgłosiłam ich kilka, sporo przypadków neurologicznych, padaczki, osoby cierpiące na te dziwne drgawki [dystonia], kiedy tracą kontrolą nad ciałem. Miałam ostatnio pacjenta z takimi właśnie objawami, sporo przypadków utraty przytomności, problemów z przewodem pokarmowym udary krwotoczne. Dosyć wcześnie mieliśmy do czynienia z przypadkami osób starszych, które traciły przytomność po otrzymaniu szczepionki. Osoba taka po szczepieniu udaje się do domu, czuje się dobrze, a na następny dzień członkowie rodziny znajdują ją leżącą na podłodze, z obrażeniem głowy po upadku w wyniku utraty świadomości. Pomyślałam sobie, że dobrze by było poinformować placówki realizujące szczepienia, że w przypadku starszych pacjentów, by ktoś został na noc z tą osobą, by uniknąć takiej sytuacji. Tak, dużo było takich przypadków. Również mnóstwo przypadków zapalenia płuc. Także przypadki sepsy.

Skutki uboczne po szczepionkach przeciwko COVID-19: Kristi Dobbs i Maddie de Garay
Zapalenie mięśnia sercowego po szczepionkach mRNA na C-19 [USA, Izrael]
Posmak poszczepiennych efektów ubocznych po szczepieniu na COVID-19

Del Bigtree: W środku sezonu letniego?

Deborah Conrad: Dokładnie.

Del Bigtree: Co jest dziwne, gdyż to nie jest sezon grypowy, pogoda nie sprzyja przeziębieniom, to jest najkorzystniejsza dla zdrowia pora roku, a tu niespodzianka – mnóstwo przypadków zapalenia płuc.

Deborah Conrad: Zgadza się. Należy także mieć na uwadze, że wiosną, wczesnym latem nie było nakazu noszenia maseczek. Przynajmniej w moim miejscu zamieszkania. Wydawało nam się, że to już minęło, jednak szpital zalewają pacjenci z zapaleniem płuc. Przecież mieliśmy piękne lato, nie było ograniczeń odnośnie przebywania na otwartym powietrzu, oddychanie bez maseczek, świeże powietrze w płucach. To bardzo dziwne. Podejrzana sprawa.

Del Bigtree: Więc zaczęłaś raportować do VAERS, po czym otrzymujesz telefon z Departamentu Stanu?

Deborah Conrad: Ze Stanowego Departamentu Zdrowia stanu Nowy Jork.

Del Bigtree: Ze Stanowego Departamentu stanu Nowy Jork. Ok, wysłuchajmy tej rozmowy i pozwolę sobie zadać kilka pytań.

Deborah Conrad: Mówi się o statystykach dla Nowego Jorku i jak to szczepionki są skuteczne i bezpieczne, ale skąd ta wiedza? Skoro nie zgłasza się przypadków (powikłań) do waszego urzędu odnośnie w pełni zaszczepionych pacjentów, a którzy zachorują na COVID-19, na jakiej podstawie wygłasza się takie twierdzenia? Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że parę dni temu mieliśmy pacjenta, który zmarł z powodu zapalenia płuc wywołanego COVID-19, a był zaszczepiony. To było w marcu. Pacjent zgłosił się do nas z ostrym zapaleniem płuc i zmarł na OIOMie. Nikt wam nie zgłosił tego przypadku. Jak więc jako władze stanowe możecie twierdzić, że szczepionki są bezpieczne i skuteczne? W szpitalach pojawiają się takie przypadki, ale nikt was o tym nie informuje, gdyż nie ma przepisu nakazującego zgłaszanie tego typu przypadków.

– Racja, tyle że to nie jest oświadczenie władz stanowych, lecz federalnych, ale w pełni cię rozumiem. To bardzo ważne, by zgłaszać takie przypadki. Dlatego chcemy, by obywatele i świadczeniodawcy [medycy] mieli możliwość zgłaszania takich przypadków, choć nie ma takiego nakazu, to chcemy, by je zgłaszano, gdyż to jedyna droga, jak stwierdziłaś, by je zidentyfikować.

Deborah Conrad: Ale nie ma żadnych szkoleń z tego zakresu, jak już wspomniałam, jedyne szkolenia, które nam się robi to z zakresu promowania/wpychania szczepionek, ale nie ma żadnych szkoleń z zakresu postępowania w przypadkach pacjentów z powikłaniami.

– Deb, w pełni cię rozumiem i doceniam twoją prace i mam nadzieję, że będziesz kontynuować swoje wysiłki. Choć na dzień dzisiejszy niewiele mogą na ten temat ci powiedzieć, według mojej wiedzy takiego obowiązku nie ma, tyle mi powiedziano, przynajmniej nie w tym zakresie, chyba że dotyczy to świadczeniodawcy dystrybuującego szczepionki. Tak więc obowiązku takiego nie ma.

 

Del Bigtree: Jaki był powód skontaktowania się z Departamentem? Czy chciałaś dowiedzieć się, dlaczego więcej lekarzy czy pielęgniarek nie składa takich zgłoszeń?

Deborah Conrad: Tak, właściwie to na początku wysłałam kilka emaili do FDA. To było dla mnie nowością, nie miałam pojęcia, jak się za to zabrać. Byłam przekonana, że sytuacja była niedobra i należało o tym głośno mówić, gdyż jestem zobowiązana wobec moich pacjentów i mam moralny obowiązek tak czynić. Wystosowałam zatem kilka emaili do FDA zwracając uwagę na to, co ma miejsce w nadziei, że odezwą się i uda nam się znaleźć rozwiązanie tego problemu. Ale nikt mi nie odpowiedział. Postanowiłam skontaktować się ze Stanowym Departamentem Zdrowia z prośbą o pomoc i udzielenie instrukcji, do kogo mam się zwrócić z tym problemem. Ale jak już wspomniałam, oni też niewiele pomogli.

Del Bigtree: Odniosłem dziwne wrażenie, że rozmówczyni rozumiała problem, ale zarazem nie była zbyt ochocza pomóc: „Wiem, masz rację, nie będziemy mieli pojęcia o tych przypadkach, jeśli osoby, takie jak ty, nie wezmą się za to”. Na co ty opowiadasz pytaniem, dlaczego nie zorganizowano nam szkoleń pod tym kątem. Wydaje się to oczywiste – zidentyfikowano potrzebę, a każdy dobry pracodawca, gdy dostrzega jakąś potrzebę czy problem w szpitalu, mówią o tym lekarze i pielęgniarki, więc zgłaszasz problem do departamentu stanowego mając powody domyślać się, że podobnie wygląda to w innych szpitalach. W wszystkich szpitalach, gdyż zapewne „podobnie jak ja” nie wiedzieli o VAERS. Mówimy ludziom, że szczepionka jest bezpieczna i skuteczna, skąd jednak taka konstatacja, skoro [prawie] nikt nie zgłasza faktycznych przypadków powikłań?

Deborah Conrad: Zgoda, pełna zgoda.

Del Bigtree: Co czułaś prowadząc tę rozmowę, których zresztą pewnie wiele przeprowadziłaś? Przeszło ci przez myśl, że może oni w ogóle się tym nie przejmują, czy może są tak głupi? Co sobie wtedy myślałaś?

Deborah Conrad: Byłam szczerze przybita. Nie mogłam zrozumieć – dlaczego? Powtórzę to jeszcze raz – gdy wypuszcza się na rynek produkt w trybie warunkowego dopuszczenia, kiedy nie mamy wielu danych długo- i krótkookresowych odnośnie bezpieczeństwa dla zdrowia, udostępnia się go całej populacji, dla której próba w badaniach klinicznych nie były reprezentatywna, dlaczego nie tworzy się skutecznego systemu monitorowania skutków dla zdrowia? Że osoby, które takie przypadki będą obserwować, będą odpowiednio przeszkolone w tym zakresie.

Badania kliniczne szczepionek na Covid-19 pokazują, że protokoły opracowane są tak, żeby zakończyły się sukcesem. – prof. William A. Haseltine

Startujemy z programem szczepień, być może będą przypadki powikłań i oto lista takich możliwych odczynów, więc skrupulatnie zgłaszajcie takie przypadki. Zgłaszajcie takich pacjentów do VAERS. Czyż nie tak chcielibyśmy, by to wyglądało? Kompletnie tego nie mogłam pojąć. Często żartuje sobie z jednym ze współpracowników, że chyba popadam w obłęd, że wariuję. Dlaczego nikt inny nie widzi tego problemu? Dlaczego to wszystko jest tak trudne do zrobienia? To przecież jest słuszna sprawa. Naszym podstawowym obowiązkiem jako medyków jest nieczynienie krzywdy pacjentowi i zapewnienie bezpieczeństwa pacjentom i naszym społecznościom. To jest nasza praca.

Del Bigtree: Zaczynasz więc zgłaszać pacjentów do systemu samodzielnie oraz pacjentów innych lekarzy, którzy czy to są zbyt zajęci czy nie mają zamiaru się z tym użerać, więc wyświadczasz im przysługę. Jak wspomniałaś, poświęciłaś cały swój wolny tydzień na wypełnienie tych formularzy. Czy ktoś z pracowników zwrócił się do Ciebie z przyjacielską sugestią, że to nie jest dobry pomysł, że możesz mieć przez to kłopoty? Czy też może byłaś przekonana, że szpital poprze Cię w tych działaniach?

Deborah Conrad: Tak, ani przez myśl mi nie przeszło, że ktoś mógłby nie poprzeć tego pomysłu. Wierzę, że wszyscy pracownicy służby zdrowia, że naszym wspólnym celem jest dbanie o zdrowie pacjentów i robienie tego, co słuszne. Przypomina się nam o tym każdego dnia. Każdego dnia w pracy mamy spotkanie odnośnie bezpieczeństwa pracowników, pacjentów, społeczności. Tak więc nigdy nie przeszło mi przez myśl, że ktoś mógłby spojrzeć na to w negatywnym świetle. Nikt z moich współpracowników nie blokował moich działań w tym zakresie. To nie oni podrzucali mi kłody.

Del Bigtree: Jaka była atmosfera w pracy? Gdy mieliście przerwę na obiad czy coś w tym stylu, taka dyskusja wydała ci się zapewne interesująca. Czy wszyscy pracownicy brali udział w tej dyskusji?

Deborah Conrad: Nie. Wiele osób wręcz śmiało się ze mnie mówiąc, że podchodzę do tego zbyt emocjonalnie, że zawsze przesadzam z troską o pacjentów, że z uporem maniaka chwyciłam się tej sprawy, że marnuję tylko czas. Odpowiedziałam, że tak po prostu należy postąpić. Było i kilka takich osób, które zbywały mnie mówiąc, że zachowuję się niepoważnie. Jednak było także sporo osób, które poparły mnie i powiedziały, że wcale nie jestem niepoważna.

Del Bigtree: Że to ma sens.

Deborah Conrad: Znali mnie i wiedzieli, że taką jestem osobą, że otwarcie mówię o tym, jeśli w szpitalu pojawia się jakiś problem lub gdy sprawa dotyczy kwestii, na które jestem wyczulona. Takie jest moje zadanie jako lidera.

Del Bigtree: Będąc przywódcą naturalne wydało Ci się, że Twoim obowiązkiem jest zaangażowanie się – pracujesz w komisjach, wdrażasz protokoły. Postanowiłaś więc zwrócić się do całej administracji szpitala drogą mailową wyjaśniając swoje zamiary. Co zawierała ta wiadomość?

Deborah Conrad: Pierwotna wiadomość, jeśli o to chodzi, skierowana do moich przełożonych, miała na celu przedstawienie moich zamiarów.

Del Bigtree: Oto i ten email:

Pragniemy zaadresować niepokoje związane ze szczepionką J&J i ich związku…”, dalej już nie jestem w stanie odczytać. Opisujesz problem z wzmożoną liczbą przypadków małopłytkowości, czyli przypadłości polegająca na obniżonej liczbie krwinek. Czego dotyczył ten email?

Deborah Conrad: Otrzymaliśmy wcześnie wiadomość email adresowaną do całej kadry szpitala, odnośnie tzw. syndromu VITT [Immunologiczna zakrzepowa małopłytkowość poszczepienna]. Jeśli dobrze kojarzę, wspomniano o tym na końcu wiadomości i nie bardzo zrozumiałam cel tej informacji, gdyż była bardzo ogólnikowa. Postanowiłam więc sięgnąć do literatury i znalazłam artykuł naukowy, w którym opisano protokół postępowania z pacjentami z tą przypadłością, gdy zgłaszają się do szpitala. Wysłałam więc można rzec w charakterze repliki emaila do osób, których wiadomość ta dotyczyła, by ich poinformować odnośnie szczegółów, ponieważ nieumiejętne udzielenie pomocy takiemu pacjentowi może wręcz mu zaszkodzić. Zamieściłam więc dodatkowe informacji bazujące na wspomnianym artykule naukowym. Wtedy też sytuacja nabrała zgoła odmiennego biegu.

Del Bigtree: „Śmie ostrzegać szpital”. Jednym z podnoszonych problemów, a krytyczna kwestia dla osób z małopłytkowością, czyli spadek liczby krwinek, w tak rzadkich i interesujących okolicznościach jak powikłania po tej szczepionce w porównaniu z tymi przyczynami naturalnymi, że mamy do tu czynienia z zakrzepami i małopłytkowością jednocześnie. Zakrzepy powstają w wyniku zlepiania się płytek krwi tworzących czopy czy skrzepliny, więc w celu rozbicia czopów podaje się określone leki, by zapobiegały koagulacji płytek. W tym jednak przypadku jestem przekonany, że ludzie umierali, ponieważ takim pacjentom nie można podać heparyny, leku antykoagulacyjnego, gdyż pacjent już zmaga się niedomiarem płytek krwi. Czy o tym informowałaś między innymi w tym emailu?

Deborah Conrad: Tak.

Jak szczepionki powodują mikrouszkodzenia układu krwionośnego – dr Andrew Moulden
Zespół Spektrum Niedotlenienia Mouldena – dr Andrew Moulden

Del Bigtree: Należy mieć ten fakt na uwadze, bo można doprowadzić do śmierci pacjenta.

Deborah Conrad: W przypadku podejrzenia tego syndromu na podstawie tych kryteriów należy wykonać niezwłocznie badanie krwi pacjenta. Tylko tyle – chciałam wyłącznie uszczegółowić ten aspekt poruszony w treści tamtego emaila. Gdyż znów, byłoby to ze szkodą dla pacjentów w przypadku przeoczenia tej okoliczności. Problem ten był na tyle wyraźny, że napisano o tym artykuł naukowy. Jeśli dobrze pamiętam, artykuł pojawił się w czasopiśmie Journal of Cardiology czy innym czasopiśmie kardiologicznym. Pomyślałam, że skoro obserwuje się takie przypadki w całym kraju, to powinniśmy omówić ten problem nieco dokładniej i doszkolić się w tym zakresie na ewentualność zdiagnozowania takiego przypadku.

Del Bigtree: To jest poważny odczyn poszczepienny. Poinformowałaś całą kadrę odnośnie tego powikłania, że były takie przypadki już identyfikowane. Twoi przełożeni nie byli zadowoleni z tej sytuacji?

Deborah Conrad: Dokładnie. Powiedziano mi, że powinnam tę wiadomość zaadresować najpierw do mojego bezpośredniego przełożonego i pozwolić tej osobie…

Del Bigtree: Tak się składa, że mamy nagranie z tej rozmowy, więc moi drodzy, oto rozmowa, która miała faktycznie miejsce. Każdy z nas doświadczył sytuacji, kiedy szef nie był zadowolony z jakiejś sytuacji. W tym przypadku proszę weźcie pod uwagę, czego dotyczył problem, nasza rozmówczyni starała się ocalić życie pacjentów, ale szpital nie chce mieć z tym nic wspólnego. Posłuchajmy.

 

Głos: dyrektor ds. medycznych: Wiemy, że przesłałaś dziś rano emaila do pracowników, więc dzwonię, by mieć to już za sobą. Słuchaj, Deb, wiem, że jesteś osobą… W pełni rozumiem Twój niepokój odnośnie szczepionki i wierzę w twoje dobre intencje, że dokładasz starań, byśmy należycie spełniali nasz obowiązek i zgłaszali powikłania. Mając to na względzie, wiadomość wysłana przez ciebie dziś rano należało wcześniej przedyskutować w celu upewnienia się, że oferujemy spójne przesłanie dla naszej kadry oraz w celu zapewnienia, że jest on spójny z wytycznymi organów zdrowia publicznego. Musimy mieć świadomość istniejących ryzyk związanych zarówno z niedoszacowaniem jak i przeszacowaniem takich przypadków. Innymi słowy, w jaki sposób zapewnić, że wysyłamy jasny komunikat do naszych świadczeniodawców i że posiadany niezbędne informacje do poprawnego zaadresowania tego problemu. Podzielam twój pogląd, że ważne jest zgłaszanie takich przypadków. Jednocześnie sądzę, że powinniśmy uwzględnić w większym stopniu także sam proces i oczekiwania odnośnie jego przebiegu. Nasz zespól ds. analiz ryzyka sugeruje nam, że możemy zgłaszać wyłącznie przypadki pacjentów będących pod naszą bezpośrednią opieką. Choć wiem, że starałaś się w ramach wolontariatu zajmować innymi pacjentami, ale nie możesz dłużej tego robić i powinnaś skupić się wyłącznie na pacjentach pod twoją bezpośrednią opieką. Jeśli jednak ktoś zgłosi się do ciebie po pomoc, do czego zachęcałaś zresztą, to powinnaś ich odesłać do VAERS i przekazać, że muszą tę procedurę zrealizować osobiście. jeśli uważają, że dany pacjent powinien zostać do tego systemu zgłoszony. Ok? Zatem…

Deborah Conrad: Tak właśnie czyniłam, ale oni tego nie robią. Zabrałam to na siebie, ponieważ nikt nie chce wywiązać się z tego obowiązku, ponieważ to jest ciężka praca. Będą do ciebie dzwonić z CDC każdego dnia. Problemem w tym wszystkim jest tak naprawdę FDA, gdyż nie przekazała szpitalom wytycznych odnośnie postępowania w takich przypadkach.

Głos: dyrektor ds. medycznych: Wytyczne są takie, że jest to odpowiedzialność indywidualnego świadczeniodawcy, jeśli ten uważa, że zidentyfikował potencjalne powikłania u pacjenta. Wiem, to jest frustrujące, ale nie masz kontroli nad tym, czy inna osoba zgłosi taki przypadek czy nie. Jeśli chodzi o twoich pacjentów to to jest twoja odpowiedzialność i jeśli dostrzegasz problem w tym, że pracownik nie zgłasza takiego pacjenta, to zawsze możesz poprzez bezpieczną linię skontaktować się z Peterem czy ze mną i postaramy się skonsultować to z świadczeniodawcą.

Deborah Conrad: Jak już mówiłam, problem ten zgłosiłam już w lutym i do teraz nic z tym nie zrobiono. To, co mnie irytuje to to, że cierpią na tym pacjenci. Znów, FDA nie poinformowała nas wtedy i nadal tego nie zrobiła odnośnie przypadków, które powinniśmy zgłaszać. Informacje od agencji są bardzo niejasne. Wynika to z tego, że nigdy nie przeprowadzono [rzetelnych] badań klinicznych. Nie wykonano ich. To my jesteśmy jednym wielkim badaniem klinicznym. To oczywiste.

Głos: dyrektor ds. medycznych: Nie chcę wdawać się w dyskusję schodzącą na dziwne tory, ale uważam, że powinniśmy mieć jasność co do tego, i tutaj będą z tobą szczera, gdyż inaczej nie potrafię, niż być szczerą, Deb, ale po przeczytaniu tych emaili, które mi przesłałaś oraz wiadomości wysłanych do świadczeniodawców, wydźwięk tych wiadomości jest ciut, czy może bardzo, mają one wydźwięk dosyć, niemalże antyszczepionkowy. Rozumiesz? Co jasne, że jako placówka zdrowotna, część systemu opieki zdrowotnej jako organizacja, która dokłada starań, by realizować wytyczne CDC oraz wytyczne Departamentu Zdrowia, staramy się promować i zachęcać pacjentów do przyjmowania szczepionki. Pracujemy nad tym, staramy się włączać w inicjatywy przełamujące niechęć do szczepień. Mam pewne zastrzeżenia co do tonu wystosowanych przez ciebie emaili, na oddziałach ludzie to wyczuwają, twoi współpracownicy. Musimy ostrożnie do tego podejść. W pełni popieram Twój cel i motywację i wysiłki, byśmy stosowali się do prawa i zgłaszali powikłania. Ale jednocześnie muszę mieć pewność, że jako kierownik tej organizacji i świadczeniodawca usług medycznych rozumiesz, że zależy nam na tym, by obywatele otrzymali tę szczepionkę. Zależy nam na tym, by obywatele zrozumieli, że w ujęciu całościowym jest to bardzo bezpieczna szczepionka. Ok? Nauka potwierdza to stanowisko.

Deborah Conrad: Oczywiście, doceniam to. Ale nie potrafię zrozumieć, że w ogólnym ujęciu, ludzie na całym świecie zachowują się tak, jakby wszystko było cacy. Tak w oczywisty sposób nie jest.

Głos: dyrektor ds. medycznych: Sądzę, że pozostaje zgodzić się, że mamy odmienne zdanie i zakończyć dyskusję, jeśli chodzi o sytuacje dotyczącą tych szczepionek w kontekście globalnym. Zgadzam się, że podobnie jak w przypadku wszystkich szczepionek zdarzają się przypadki osób, które odczuwają jakieś negatywne skutki, w ujęciu ogólnym obserwujemy przeważająco pozytywne skutki szczepionki. Obie świadczymy usługi medyczne w ramach zatrudnienia, a nie jako osoby indywidualne. Jesteśmy częścią tej organizacji i musimy przestrzegać reguł, winniśmy wspierać organizację w realizacji jej misji.

(Szczepionkowy) Eksperyment Milgrama – kto ponosi odpowiedzialność?

Deborah Conrad: Czyli nawet wtedy, gdy zgłaszają się do nas pacjenci covidowi z wynikiem pozytywnym i w pełni zaszczepieni, mamy zdać się na świadczeniodawcę, by ten zgłosił taki przypadek? Jeśli tak, to wiedz, że tego nie robią. Takie przypadki należy zgłaszać każdorazowo, a tego się nie robi. Z tego miejsca Ci mówię, że znam takich pacjentów, gdyż zgłaszałam osobiście ich przypadki, ponieważ świadczeniodawca to zaniedbał. Czekam aż wreszcie ktoś pokaże mi kontrolowane badania kliniczne z podwójnie ślepą próbą, które pokazują, że szczepionka jest skuteczna po 6 miesiącach czy w dalszej perspektywie czasowej. Obecnie takiej wiedzy nie mamy. Jeśli nie raportujemy przypadków hospitalizowanych pacjentów w pełni zaszczepionych i chorych na COVID-19, to to jest nic innego, jak okrucieństwo. Zwykłe okrucieństwo.

Głos: dyrektor szpitala: Jednak są przypadki, nawet po zatwierdzeniu preparatu przez FDA pacjentów chorujących na zapalenie płuc pomimo zaszczepienia Pneumovaxem, czy przypadki grypy u osób przeciwko niej zaszczepionych. Każda szczepionka, czy to przeciwko COVID-19, grypie, zapaleniu płuc, nie jest przecież perfekcyjna.

Deborah Conrad: Pełna zgoda. Ale mi chodzi o to, że nie mamy badań skutków długoterminowych. CDC podaje, że szczepionka jest skuteczna zaledwie przez okres 6 miesięcy, a następnie mówi się ludziom, że mogą zdjąć maseczki i poruszać się bez nich. Jednocześnie CDC twierdzi, że wcale nie jesteśmy bezpieczni. To jest istne szaleństwo. Istne szaleństwo!

Głos: dyrektor ds. medycznych: To jest nowa sytuacja dla nas wszystkich. Nigdy nie mieliśmy do czynienia z czymś podobnym. Żebyśmy mieli jasność – w pełni popieram twoją pracę i działania w celu zgłaszania tego typu przypadków, ale nie możesz robić tego za innych i powinnaś informować ich, że muszą zrobić to samodzielnie. Jesteś liderką i twój głos ma duże znaczenie dla zespołu i wcale nie jest tajemnicą, że jesteś bardzo sceptycznie nastawiona do tej szczepionki. Nikt nie neguje Twojego prawa do osobistych przekonań i opinii, jednakże jako świadczeniodawcy i menedżerowie musimy ostrożnie do tych kwestii podchodzić i zważać na spójność naszych działań z misją i przesłaniem naszej organizacji.

Deborah Conrad: Od teraz, gdy ktoś się do mnie zgłosi, powiem, że no wiesz jak jest, nie wiem, sam sobie poszukaj informacji.

Głos: dyrektor ds. medycznych: Wystarczy przekazać im, że mogą skontaktować się ze swoim lekarzem czy świadczeniodawcą. Deb, bądź ostrożniejsza jeśli chodzi o takie sytuacje.

Głos: dyrektor szpitala: Jeśli stosujesz nowy lek czy szczepionkę, jest to decyzja poparta analizą ryzyka i korzyści, jest kilka niewiadomych, ale jednocześnie CDC rekomenduje stosowanie tej szczepionki. Jak sądzę większość ma świadomość, że tak, istnieje ryzyko i korzyści. Na dzień dzisiejszy na szczeblu krajowym jest wola, by te szczepienia promować [wpychać klientom]. Możesz sobie bazować na swoich dociekaniach, ale chcę mieć pewność, że nie zniechęcimy ludzi w tym kluczowym okresie, kiedy staramy się zaszczepić społeczeństwo i opanować tę chorobę.

Deborah Conrad: Jestem wściekła na administrację nami zarządzającą w tym kraju, gdyż mam odczucie, że w pełni nas, świadczeniodawców nie przygotowano odnośnie tego programu szczepień, i naszych zadań. Żadnych wskazówek, żadnym odpowiedzi. Gdy kontaktuje się z firmami farmaceutycznymi z pytaniami, powtarzają tę samą śpiewkę, jak to szczepionka ma charakter eksperymentalny, że nie mamy odpowiedzi na te pytania i nic nie możemy doradzić. Nie kupiłabym, nie wiem, suszarki od producenta, który nie wierzy w swój produkt. To jest nie do wiary.

 

Del Bigtree: Zanim przejdziemy dalej, kilka informacji uzupełniających. Po pierwsze, był to fragment dłuższej, 25-minutowej rozmowy, ten fragment to zaledwie jakieś 8 minut z tego. Zdaję sobie sprawę, że inne media informacyjne dają 30 sekundowy wycinek i przechodzą dalej z programem, ale moim zdaniem aspekt kultury organizacyjnej jest bardzo ważny w kontekście naszej dyskusji. Rozmowa ta jasno pokazuje, że jedna z osób uczestniczących w tej rozmowie szczerze troszczy się o pacjentów, tak, jak tego od niej oczekujemy, a pozostałe osoby mówią rzeczy o konieczności podporządkowania się polityce firmy, planom systemu służby zdrowia, woli naszej organizacji, tak właśnie to wygląda. Chciałbym też, żeby to jasno wybrzmiało, wiemy, że sygnalistów nam nie brakuje, wielu z was zgłosiło się już do nas, ale jeśli ktoś ma informacje i jest zainteresowany wystąpieniem w roli sygnalisty, wystarczy, że pod adres whistleblower@icandecide.org.

Umożliwi nam to przeprowadzenie z wami prywatnej rozmowy. Jak już mówiłem, prowadzimy już wiele takich rozmów. Niewielu z was decyduje się wystąpić przed kamerą, ale nikogo nie zmuszamy. Druga istotna sprawa, jeśli jesteś osobą pracującą w szpitalu czy systemie opieki szpitalnej, ta rozmowa została zarejestrowana na terenie stanu Nowy Jork, zgadza się?

Deborah Conrad: Zgadza się.

Del Bigtree: W stanie tym funkcjonuje prawo jednostronnej zgody, co oznacza, że legalnym jest nagrywanie rozmowy bez wiedzy czy zgody drugiej strony. Jeśli mieszkacie w stanie, gdzie obowiązuje prawo obustronnej zgody, gdzie wymagana jest zgoda obu stron odnośnie nagrywania rozmowy, pod żadnym pozorem nie nakłaniamy do łamania prawa i dlatego zalecamy ostrożne podejmowanie decyzji o postąpieniu tak, jak to zrobiła Deb. Upewnijcie się odnośnie prawa obowiązującego w waszym stanie i że rejestrowanie rozmów przez was prowadzonych jest legalne. Jeśli posiadacie takie legalne nagrania to zgłoście się do nas i przedyskutujemy te materiały.

Po tym małym przerywniku wracamy do rozmowy, do tej fantastycznej dyskusji. Oczywistym jest, że są na Ciebie wściekli, wysłałaś wiadomość emailową ostrzegając przed problemem małopłytkowości i związanego z tym ryzyka śmierci pacjenta, że to jest ważki problem, ale oni zareagowali w ten sposób, że zwrócili ci uwagę, że mogłaś najpierw z nimi to skonsultować. Gdy Twoja rozmówczyni zaznaczała, że musimy przekazywać spójny komunikat, że staramy się promować tę szczepionkę, chcemy walczyć z niechęcią wobec szczepionek, że weszłaś wręcz w retorykę antyszczepionkową, a na to nie możemy sobie pozwolić. Czy takiej reakcji się spodziewałaś, gdy odbierałaś ten telefon z prośbą o rozmowę? Spodziewałaś się takiego rozwoju zdarzeń?

Deborah Conrad: Miałam świadomość, że takie coś może mnie spotkać… Choć właściwie źle powiedziałam – gdy wysyłałam tę wiadomość miałam przekonanie, że postępuję słusznie. Pracowałam z tymi ludźmi bardzo długo, byłam szanowaną osobą, więc nie spodziewałam się, że spotka się to z taką reakcją. A tu taka niespodzianka. Wtedy właśnie coś się we mnie drgnęło. Nie potrafiłam zrozumieć, co się stało. Nie rozumiałam tej reakcji. Dlaczego? Pacjent jest najważniejszy, to jest podstawa naszej pracy. Pacjent jest najważniejszy.

Del Bigtree: Słyszysz wypowiadane przez nich twierdzenia, że nauka mówi nam, że szczepionka jest skuteczna i bezpieczna i myślisz sobie wtedy, że już nie ufasz nauce, ponieważ to naszą rolą jest zgłaszanie takich przypadków, a oni mówią ci prosto w twarz, że masz zaprzestać raportowania tych pacjentów i że inni też tego nie robią. Jesteś jednym z ilu lekarzy w Twoim szpitalu, którzy potencjalnie mogą zgłaszać takie przypadki?

Deborah Conrad: Jest nas sporo.

Del Bigtree: Ilu?

Deborah Conrad: Sporo. Jeśli uwzględnimy lekarzy z oddziału ratunkowego, lekarzy szpitalnych, nawet chirurdzy mogliby spotykać się z niektórymi przypadkami, może jakieś 20 lekarzy, ale mamy także asystentów lekarskich, którzy mają zapewne takowe przypadki, które kwalifikowałyby się do zgłoszenia. Jeszcze jest przychodnia dla pacjentów ambulatoryjnych.

Del Bigtree: Dla tego jednego szpitala liczby wyglądają więc następująco – mówimy tu o 1 zgłoszeniu na potencjalnie 20 przypadków kwalifikujących się do zgłoszenia, w tym jednym szpitalu. Jak Ci się wydaje, ile do tej pory zgłosiłaś takich przypadków do VAERS?

Deborah Conrad: Po około 120 raportach straciłam rachubę. Mam na biurku sporo przypadków, które czekają na zgłoszenie, ale to jest bardzo czasochłonne zajęcie, a ja mam tyle innych obowiązków, że wcale nie jest to łatwe. Oczywiście, znaczna większość z tych przypadków to moi pacjenci, a to tylko ułamek wszystkich takich przypadków. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest wielka liczba, ale pamiętajmy, że pracuję w małej sieci szpitali.

Del Bigtree: Oprócz omawianej rozmowy telefonicznej otrzymałaś również kilka emaili, gdzie administracja wyrażała swoje niezadowolenie. Przyjrzyjmy się kilku z nich. „Zgodnie z ustaleniami z naszej rozmowy, będzie zgłaszać wyłącznie…” – bardzo im widać zależało, by się upewnić, że się zrozumieliście – „…będziesz zgłaszać przypadki powikłań wyłącznie zdiagnozowanych u swoich pacjentów. W przypadku, gdy inny świadczeniodawca przekaże Ci dokumentację pacjenta z prośbą o zgłoszenie takiego przypadku, przekażesz im, muszą osobiście zgłosić taki przypadek do systemu VAERS. Co więcej, jako osoba na stanowisku kierowniczym w naszej organizacji będziesz wspierać politykę odnośnie szczepionek bazującą na wytycznych CDC i Departamentu Zdrowia”.

Fragmenty zakreślone jak mniemam zawierają czyjeś dane osobowe i jest to efekt anonimizacji w celu ochrony takich danych.

„Jak zostało wspomniane, mam zaplanowane spotykanie z dyrektorami ds. zarządzania incydentami, w celu omówienia jednolitego podejścia do raportowania do VAERS. Na tę chwilę obowiązek zgłaszania do VAERS leży po stronie świadczeniodawcy pod opieką którego pacjent się znajduje”. Zatem jasno dali Ci do zrozumienia, że w przypadku, gdy ktoś zgłosi się do Ciebie, masz im powiedzieć… Jaka była reakcja osób, które zgłaszały się do Ciebie z takimi przypadkami gdy im odpowiedziałaś, że teraz muszą zgłaszać takich pacjentów samodzielnie? Jak wyglądała taka rozmowa? Czy sądzisz, że złożyli takie raporty?

Deborah Conrad: Nie, nie. Ponieważ to jest tytaniczna praca, a oni zwyczajnie nie są w stanie tego zrobić. Efekt był taki, że jedna pielęgniarka w placówce zaczęła gromadzić dokumenty pacjentów, które jej zdaniem należało zgłosić do systemu i umieszczała je w mojej szafce pracowniczej i ja miałam przesłać je do specjalnego systemu. Ale znów, kto mi zapłaci… Ten proces pochłonie mnóstwo mojego czasu. Zresztą rozmawiałam na ten temat z moimi przełożonymi, że owszem, przekażemy je do tego [wewnętrznego] systemu, ale co dalej z tymi dokumentami? Kto dalej przejmie te akta? Jak mogę się upewnić, że ci pacjenci zostaną zgłoszeni do VAERS? Niektórzy z nich… Nakazano mi nie zgłaszać pacjentów nie moich, ale jeszcze przed tym rozmawiałam z niektórymi rodzinami pacjentów, których zgłoszono do tego systemu i nadal czekają na numer sprawy, ale go nie otrzymują, ponieważ zakazano mi zajmowania się innymi pacjentami. Znów, zgłoszenie takich pacjentów do tego systemu to bardzo żmudny proces. Kto ma czas, by się tym zająć?

Del Bigtree: Cóż, pewnie gdybyśmy dbali o bezpieczeństwo i przyszłość naszego gatunku to ktoś by się tym przejął. Wcześniej w programie, gdy byłaś z nami w roli widza, mieliśmy dyskusję odnośnie rzekomej „epidemii niezaszczepionych”, że szpitale są pełne osób niezaszczepionych. Siłą rzeczy możesz odnieść się tylko do swojego szpitala, ale czy z Twojego doświadczenia również wynika, że do szpitala trafiają wyłącznie osoby niezaszczepione? Czy też są osoby zaszczepione, które zachorowały na COVID-19, ale ty mówisz o przypadkach… W tej rozmowie wydało mi się interesujące, gdy rozmówca mówił, że zdarzają się przypadki osób zaszczepionych na grypę czy zapalenie płuc u których te choroby się pojawiają, ale ty nie zgłaszałaś przypadków choroby u zaszczepionych, lecz przypadki problemów z sercem, udarów mózgu, niekontrolowane drgawki, padaczka, a to co innego. Zgłaszanie choroby mimo zaszczepienia to jedna rzecz, ale ci pacjenci to naprawdę ciężkie przypadki.

Deborah Conrad: Tak. Znamy statystyki efektywności szczepionki przeciwko grypie i zapaleniu płuc. Mamy taką wiedzę, ponieważ preparaty te przeszły pełen cykl testów. W przypadku tych szczepionek nie znamy ich efektywności i dlatego też to jest chybione porównanie. Nie mamy niezbędnych danych i stąd konieczność zgłaszania takich pacjentów z powikłaniami, by te dane zdobyć.

Badanie skuteczności szczepień przeciw grypie – dr Joseph Garrett
Szczepionki skoniugowane na pneumokoki – Prevenar 13 i Synflorix – Syzyfowa praca – Pneumokoki, Hib

Del Bigtree: Z perspektywy osoby pracującej w szpitalu, jaki odsetek przypadków pacjentów zgłaszających się na oddział ratunkowy, na odział intensywnej terapii, stanowią osoby niezaszczepione?

Deborah Conrad: Tak się składa, że zbieram takie statystyki już od kilku miesięcy. W lipcu jednego dnia mieliśmy 35 pacjentów na liście hospitalizowanych tylko dla naszej grupy, z czego 30 to były osoby w pełnie zaszczepione. Siedmioro z nich, siedmioro z tych pacjentów na OIOMie były to osoby w pełni zaszczepione, a dziewięcioro z pacjentów, dziewięcioro z nich początkowo zarejestrowano jako osoby niezaszczepione, ale ponownie sprawdziłam te informacje czy bezpośrednio rozmawiałam z pacjentami i okazało się, że były zaszczepione, więc zaktualizowałam te informacje.

Del Bigtree: Wytłumacz mi zatem, gdy ci pacjenci pojawiają się w szpitalu… skąd wynikają się takie nieścisłości?

Deborah Conrad: Ponieważ w momencie rejestracji nie ma obowiązku pytania o status zaszczepienia.

Del Bigtree: Rozumiem.

Deborah Conrad: Nasz system jest tak zorganizowany, że jeśli zostałeś zaszczepiony w którejś z naszych placówek, czy to w jednej z naszych klinik czy przychodni, informacja taka automatycznie pojawi się w elektronicznym rejestrze pacjenta. Jeśli jednak zaszczepiłeś się w powiedzmy na to w aptece CVS, [na stacji benzynowej, jakimś parkingu], czy innej placówce spoza systemu, informacja taka nie zostanie automatycznie uwzględniona w systemie, chyba że poprosisz.

Del Bigtree: Ok.

Deborah Conrad: W systemie będziesz widniał jako osoba niezaszczepiona. Musisz więc… Powtórzę, to nie jest pytanie obowiązkowe w ramach procedury rejestracji, nawet jeśli…

Del Bigtree: Co jest szaleństwem zważywszy na okoliczności, gdy mamy do czynienia z warunkowym dopuszczeniem do użycia.

Deborah Conrad: Tak więc w takiej sytuacji poprosiłam współpracowników, którzy tymi pacjentami się opiekowali, by pytali pacjentów o zaszczepienie i o to samo poprosiłam pielęgniarki i w razie potrzeby uzupełniałam te informacje w systemie.

Del Bigtree: Rozumiem.

Deborah Conrad: Tego dnia uzupełniłam te dane w systemie…

Del Bigtree: Siedmioro pacjentów z tej dziewiątki?

Deborah Conrad: Dziewięcioro z tych 35 pacjentów widniało w systemie jako osoby niezaszczepione, choć faktycznie były zaszczepione. Po aktualizacji w systemie mieliśmy 35 pacjentów tego dnia, a 30 z nich to były osoby w pełni zaszczepione. W tamtym czasie odsetek zaszczepionych w naszym hrabstwie był na poziomie 45-46%, a mimo to jakie osoby zgłaszają się do szpitala? Podniosłam tę kwestię w rozmowie z administracją i powiedziano mi, że to są głównie osoby starsze, wśród który odsetek zaszczepionych jest wyższy i że wiele innych czynników mogło mieć wpływ na te statystyki. Jednak wciąż jest to dziwna sytuacja. Że każdy z pacjentów na OIOMie był zaszczepiony? Gdzie są chorujący niezaszczepieni? Owszem, żebyśmy się zrozumieli, takie osoby również się do nas zgłaszają.

Del Bigtree: To nie osoby niezaszczepione przepełniają szpitale… Dokładnie. W porównaniu z pacjentami zaszczepionymi, którzy przebywają u nas w szpitalu i to nie tylko z powodu COVID-19, ale także z wieloma innymi, dziwnymi przypadłościami, jest ich niewielu. W przypadku wielu z tych zaszczepionych pacjentów to ich 3, 4 czy 5 pobyt w szpitalu od momentu otrzymania szczepionki. Zresztą niedawno rozmawiałam na ten temat z przedstawicielką VAERS i powiedziałam jej, że mam pewną kobietę, którą zgłosiłam do systemu, a która ponownie wylądowała w szpitalu. To będzie jej 5 aktualizacja formularza VAERS. Powiedziałam jej, że to jest żmudna praca, gdyż każdorazowo gdy pacjent ponownie przyjmowany jest do szpitala i posiada już numer VAERS, to należy zgłosić aktualizację jej statusu do VAERS i dać im znać, że pacjent wrócił do szpitala z nowymi objawami.

Del Bigtree: O rany.

Deborah Conrad: Tak, to jest naprawdę…

Del Bigtree: Mamy protesty lekarzy i pielęgniarek na ulicach całego kraju z powodu obowiązkowych szczepień w ich szpitalach. Wspomniałem już o tym w programie, że mogę co najwyżej zgadywać, gdyż nie pracuję w szpitalu. Nigdy… Pracowałem przy programie telewizyjnym dotyczącym lekarzy, pracowałem z lekarzami i pielęgniarkami, za co otrzymaliśmy Nagrodę Emmy po 6 latach pracy dla CBS nad tym programem. Nigdy nie spotkałem lekarza czy pielęgniarki, którzy nie wierzą w szczepionkę czy odmawiają szczepienia, gdy jest taki nakaz, a tu proszę, taka dziwna anomalia. Mogę co najwyżej spekulować, że w przypadku grupy zawodowej, która z definicji wierzy w szczepienia, że protestują odchodząc od pacjentów, oni także mieli podobne doświadczenia do Twoich. Zetknęli się z czymś, co ich przeraża i niepokoi odnośnie tych szczepionek. Jesteś z Nowego Jorku, więc presja jest duża, ale w tych okolicznościach, po tym, co widziałaś, czy zamierzasz się zaszczepić na C-19?

Deborah Conrad: Absolutnie nie. Jestem przerażona.

Del Bigtree: Naprawdę?

Deborah Conrad: Bardziej boję się tej szczepionki, niż COVID-19.

Del Bigtree: Ok. A co na to Twój szpital?

Deborah Conrad: Cóż, z dniem 27 września 2021 przestaję być pracownikiem tego szpitala. Zostanę zwolniona z pracy.

Del Bigtree: Ponieważ odmawiasz przyjęcia szczepionki?

Deborah Conrad: Zgadza się. Jak rozumiem ma to mieć charakter odejścia za porozumieniem stron, choć ja wcale nie mam woli odejścia z pracy. Kocham swoją pracę i chcę dalej tam pracować. Nasza społeczność mnie potrzebuje, ale się zwyczajnie boję. Po tym wszystkim co widziałam, boję się.

Del Bigtree: Odnośnie twojej kariery zawodowej. Przepracowałaś tyle lat w tym szpitalu, to są Twoi przyjaciele, pacjenci, Twoja społeczność. Świadomość, że to mogą być twoje ostatnie dni z nimi, ostanie dni twojej pracy. Jaki są twoje refleksje odnośnie twojej dotychczasowej kariery?

Deborah Conrad: To jest bardzo trudny czas. Jestem osobą naprawdę szanowaną w mojej społeczności. Mogę Cię zapewnić. Pracowałam nie tylko w szpitalu, zanim urodziłam, pracowałam na 2 czy 3 etaty, pracowałam w biurze, na intensywnej terapii, itp. Społeczność mnie zna. Kocham swoją społeczność i poświęcam się dla niej. Fakt, że już nie będą mogła służyć tym ludziom jest dla mnie druzgocący. To jest druzgocące. Ponieważ gdy ja odejdę, kto się wstawi za nimi? Kto się wstawi za tych ludzi, kiedy zgłoszą się – a zgłoszą się – do szpitala z powikłaniami poszczepiennymi, gdy mnie już tam nie będzie? kto będzie ich rzecznikiem? Bo nikogo innego nie mają. To właśnie mnie dobija. Należy im się głos, mają prawo do bycia dostrzeżonymi. Wielu z nich nie jest w stanie pracować, są na rencie. Niektórzy już nie żyją. Mają dzieci, swoje życie. Wielu z nich nie posiada ubezpieczenia od kalectwa. ich rachunki za leczenie ciągle rosną. Nikt ich nie słucha i wmawia im się, że są wariatami. To właśnie jest dla mnie najbardziej przygnębiające. Zrezygnowałam z kariery, a takich osób, które rezygnują z pracy, którą kochają, znam wiele. Rezygnują, bo się boją. Taka jest prawda. Miałam szczególnie w pamięci 4 rodziny pacjentów, kiedy zdecydowałam się wystąpić w tym programie, a mam z nimi regularny kontakt. Pomogłam im, pomogłam im i na tym polega moja praca, praca, którą wybrałam.

Del Bigtree: Pozostaje mi tylko podziękować Ci za tę pracę, za odwagę, której trzeba, by to wyrazić. Twój głos jest nie tylko skierowany do osób poszkodowanych przez te szczepionki, ale także wszystkich lekarzy i pielęgniarek. Jesteś przykładem tego, co znaczy odwaga i walka o słuszną sprawę. Mam nadzieję, że dzięki temu programowi i Twojej pracy więcej osób zacznie zgłaszać takie przypadki do VAERS, co pozwoli nam uzyskać faktyczny obraz sytuacji z tym eksperymentalnym preparatem. Dziękuję Ci, Deborah, za wizytę u nas.

Deborah Conrad: Cała przyjemność po mojej stronie, Del. Dziękuję.

 

Tuszowanie Niepożądanych Odczynów Poszczepiennych – Deborah Conrad [napisy PL]

https://rumble.com/vnnfjv-usa-tuszowanie-niepodanych-odczynw-poszczepiennych-deborah-conrad-napisy-pl.html

 

 

%d bloggers like this: