„Eve Ensler: Mamy na sali jakieś waginy?” – Karen Straughan

3 sierpień 2012

Eve Ensler - Mamy na sali jakieś waginy - Karen Straughan

Nie wszystkie feministki są takie – Karen Straughan
Feministyczne taktyki wzbudzania wstydu – Karen Straughan
Feministyczna Apokalipsa – Karen Straughan

 

 

Mamy na sali jakieś waginy?

 

Eve Ensler: Mamy na sali jakieś waginy?

Eve Ensler: Mamy na sali facetów przyjaznych waginom?

Karen Straughan: Wiecie, nawet nie wiem, od czego mam zacząć. Informacja dla tych z Was, którzy tej pani nie poznają. To Eve Ensler podczas wystąpienia wprowadzającego wygłoszonego w ramach konferencji fundacji NOW w której brałam udział w zeszłym miesiącu.

Jak już powiedziałam, nie wiem, od czego mam zacząć. Wysłuchałam całego tego wystąpienia, czułam się, jakbym przeżywała eksterioryzacje (doświadczenie poza ciałem), była uprowadzona przez Obcych czy coś w tym stylu. „Gdzie ja jestem”, myślałam. „Co to są za ludzie?” „Chcę do domu”.

Jeśli chodzi o słowo „wagina”, to nigdy w życiu nie słyszałam tego słowa wypowiadanego tak wiele razy w tak krótkim czasie. Jestem w stanie się założyć, że jej 30-minutowe wystąpienie może spokojnie konkurować z podręcznikiem do ginekologii w kontekście liczby wystąpień słowa „wagina”.

W pewnym momencie wystąpienia powiedziała, że ona WIE, że ona wie swoją waginą, jej wagina jest źródłem jej wiedzy. Nie wierzycie mi? No to proszę.

Eve Ensler: Mamy na sali jakieś waginy

Eve Ensler

 

Eve Ensler: Zwierzę Wam się z czegoś – wiem w głębi duszy, w sercu, w waginie, że Kobieca Wiosna już nastała”.

Karen Straughan: Jak zgaduję, mamy tu do czynienia z jednym z tych „kobiecych” typów intuicji o których tak gęsto dyskutuje się kontekście etyki feministycznej. Nieco później w wystąpieniu wytacza ona takie oto działo:

Eve Ensler: Może wręcz powinno się czcić waginy.

Karen Straughan: To wywołało moje lekkie zdziwienie. Oto ja, na sali pełnej rozentuzjazmowanych kobiet, zastanawiając się, na jakiej ja znalazłam się planecie. Czy to są w ogóle dorosłe kobiety? Wracając do meritum.

Rozpoczęła ona wystąpienie pokazując nam wideo własnej osoby przemawiającej na schodach Kapitolu w Lansing, w stanie Michigan, bo przecież kto nie lubi oglądać samego siebie wykrzykującego słowo „wagina” przed tłumem wielbicieli. Jej wizyta w Lansing zbiegła się z… została sprowokowana przez Kongres… przez cenzurę reprezentantki tamtejszego kongresu, tak przynajmniej twierdzą feministki, za publiczne wypowiedzenie słowa „wagina”.

Mając na uwadze fakt, że słowo „wagina” nie jest specjalnie zakazane w jakimkolwiek kongresie czy innym budynku legislatury stanowej, czego przykładem może być termin „ultrasonograf transwaginalny”, często się pojawiający. Moim zdaniem takie postawienie sprawy wprowadza w błąd gdy robi się z tego wielką aferę i udaje się, że protest odnosi się do tego, co powiedziała ta polityczka, sprowadza się wyłącznie do rzekomego oburzenia wywołanego słowem „wagina”.

Oto, co naprawdę ta polityczka powiedziała:

Lisa Brown: Szanowny Panie Przewodniczący, schlebia mi Pan, wyrażając zainteresowanie moją waginą, ale 'nie' oznacza 'nie'”. ­

Karen Straughan: Tak więc musimy uwzględnić kontekst, podtekst seksualny, aluzję do przewodniczącego jako seksualnego drapieżcy zainteresowanego waginą tej polityczki. To niedorzeczne twierdzić, że ci politycy byli oburzeni samym słowem „wagina”. Po projekcji tego nagrania, które było dosyć, hmm, słabe, prelegentka przeszła to sedna sprawy.

Sedno to oczywiście temat gwałtu. Ponieważ jak już zapewne wiecie, to zawsze jest gwałt albo wagina, albo obie te rzeczy. Całe jej dalsze wystąpienie dotyczyły wyłącznie wiktymizacji kobiet,była to celebracja tego, że kobiety i wyłącznie kobietysą ciemiężone, podporządkowane i pozbawione sprawczości przez społeczeństwo.Zamieszczę link do jej wystąpienie w pasku poniżejdla zainteresowanych od mocnych żołądkach.

Pragnę Was również odwieść od pokusy komentowania na kanale NOW – nic to nie da. I naprawdę, oni to wszystko ocenzurują i tak, więc… Tak to wygląda. Dla tych wszystkich, którzy nie są w stanie strawić 47-minutowego gadania o waginach i gwałcie, przygotowałam streszczenie. Mniej więcej w połowie wystąpienia, Eve opowiedziała historię Jeanne, kobiety z Konga, która padła ofiarą gwałtu jako narzędzia wojny i podboju.

Jeśli Jeanne miała męża, brata, czy syna lub jakiegokolwiek mężczyznę w swoim życiu, to w tej historii o nich nie usłyszymy. Jej wioska została zaatakowana prze oddziały zbrojne kobieta została zgwałcona. Szukała pomocy wśród działającej w tamtym rejonie organizacji pozarządowej.

W końcu otrzymała pomoc lekarską i przeszła operacje. Po wszystkim wróciła do swojej wioski, gdzie została przez te bojówki przywiązana do drzewa i wielokrotnie gwałcona przez kolejne 2 miesiące. Gdy ją uwolniono, ponowie szukała pomocy tym razem u innej organizacji pozarządowej, gdzie przeszła 9 operacji chirurgicznych by ratować swoje zdrowie.

Wtedy właśnie Eve Ensler spotkała ją podczas akcji charytatywnej nazwie „V-Day”, spotkała ją gdy ta jeszcze wracała do siebie się po operacji i traumie i zapytała Jeanne, czego chce. „Czego pragniesz, czego potrzebujesz?” Jeanne odpowiedziała, że pragnie żyć w wiosce, gdzie kobiety i dziewczęta są bezpieczne od przemocy.

Wioska ta, City of Joy, założona została przy współudziale organizacji charytatywnej Eve Ensler. Google dostarczył wyposażenie komputerowe i zafundował stosowną infrastrukturę. Jest to miejsce, gdzie kobiety mogą się schronić i leczyć swojej rany, edukować się, zdobywać kompetencje i odzyskać sprawczość.

Jak to ujęła Ensler, stać się nowymi przywódcami Demokratycznej Republiki Konga. Chcę, abyśmy mieli jasność. Jestem pełna sympatii dla tej kobiety, sympatii dla każdej kobiety, która musiała przejść takie piekło. Sama myśl o tym, co człowiek jest w stanie zgotować innemu człowiekowi, napawa mnie obrzydzeniem. Gdybym już dawno nie wybrała „czerwonej pigułki”, zapewne moje myśli byłyby takie same, jak wszystkich kobiet na tej sali, jak to miało miejsce, gdybym nie wiedziała tego co wiem o tego typu problemach.

Gdy Eve opowiadała o losie kobiet w Kongu, jedyne, co przychodziło mi na myśl, że jeżeli kobiety i dziewczęta tam przechodzą taką gehennę, nie jestem sobie nawet w stanie wyobrazić, przez co przechodzą tamtejsi mężczyźni i chłopcy. Niewiele jest platform dyskutujących na temat przemocy seksualnej wobec mężczyzn w trakcie wojny, jednak ostatnio udało mi się dotrzeć do dokumentu dla BBC.

Dotarłam także do kilku innych materiałów, które podlinkuję na pasku poniżej, przy czym większość z nich nie dotyczy stricte przemocy seksualnej wobec mężczyzn, ale ogólnie przemocy płciowej w kontekście kwestii mężczyzn jako głównych ofiar przemocy o charakterze ludobójstwa, które miały i mają miejsce na całym świecie.

Od Kosowa po Rosję podczas, czasów drugiej wojny światowej, mężczyźni zawsze byli głównym celem takich działań. Jak to ujął jeden z badaczy, który w ramach swoich badań wykazał, że społeczeństwa brutalne są przemocowe zarówno wobec kobiet, jaki i mężczyzn, i że w każdym społeczeństwie, gdzie gwałt jest kwestią czysto umowną, zabijanie mężczyzn jest równie arbitralnie i powszechnie praktykowane.

Reporter w materiale BBC przeprowadził wywiad z policjantem z Konga, którego rodzinę w 2008 r. zaatakowała grupa umundurowanych bojówkarzy. Związano mu ręce i nogi i torturowano go przez 3 godziny. Kazano mu patrzeć, jak zabijają całą jego rodzinę, w tym dwójkę dzieci, którym odcięto później głowy, po czym zostawili go na pewną śmierć.

W roku 2010 ponownie zaatakowała go umundurowana grupa bojówkarzy. Jak sam stwierdził, jego zdaniem zaatakowano go ponownie po tym, jak odkryto, że udało mu się przeżyć. Porwano go, skrępowano, zawiązano oczy i przewieziono do baraków, gdzie zamknięto go z innymi więźniami. Torturowano go i gwałcono przez 4-5 dni. Jak sam mówił, był na półświadomy przez większość tego czasu, w stanie dysocjacji psychologicznej.

Następnie załadowano go na ciężarówkę i wywieziono go do buszu, gdzie ponownie go zgwałcono. W końcu poprosił oprawców, by go zabili, ale oni tylko się zaśmiali i go tam zostawili.

Gdy zauważył go kierowca przejeżdżającego samochodu, poprosił, by zawieziono go do Kampali w Ugandzie, gdzie później przeprowadzono z nim ten wywiad, gdzie schronienia szukają tysiące uchodźców z Demokratycznej Republiki Konga.

Wiele z tych ofiar, z którymi przeprowadzono wywiady i przebadano, wspomina takie doświadczenia jak przymusowe obrzezanie, gwałt przedmiotami takimi jak śrubokręt, kastracja, czy całkowita amputacja genitaliów.

W przeciwieństwie do kobiety, z która Eve Ensler rozmawiała, w tym przypadku nie mamy do czynienia z podnoszącą na duchu historią wyleczonych ran i triumfu do opowiedzenia przez ocalałych mężczyzn. Nie mamy tu żadnej operacji chirurgicznej, nie mówiąc już o 9 takich zabiegach, wiosek wybudowanych specjalnie dla nich i wyposażonych w komputery przez Google, gdzie mogą wrócić do zdrowia i uczyć się, zdobywać kompetencje i stanąć z powrotem na nogach.

Nie ma organizacji charytatywnych, które zajęłaby się ich problemami. W trakcie wywiadu mężczyzna ten przyznał, że jego obrażenia nie zostały wyleczone i że wolałby umrzeć, niż tak żyć.

Jak podaje Journal of American Medical Association, 22 procent mężczyzn z Konga, w porównaniu z 30 procent tamtejszych kobiet, doświadczyło przemocy seksualnej w kontekście narzędzi prowadzenia wojny.

Jeśli weźmie się pod uwagę większy odsetek przypadków ogólnej wiktymizacji wśród ludności cywilnej płci męskiej w konfliktach takich, jak ma miejsce w Kongu, to mówimy o proporcji co najmniej 2:1 (mężczyźni/kobiety). Śmiertelność jest również wyższa. Nie wiem, na ile te dane są wiarygodne, tego nie da się precyzyjnie oszacować stosując takie metody jak wywiad czy ankieta wśród ofiar śmiertelnych odnośnie tego, czy doświadczyły przemocy seksualnej przed swoją śmiercią.

Mężczyźni, którym udało się przetrwać, prawie nigdy nie dzielą się tymi doświadczeniami z innymi osobami, gdyż zgodnie z literą prawa tamtejszego prawa są winni przestępstwa, przestępstwa homoseksualizmu.

Ofiary są uznawane za winne w takim samym stopniu, jak sprawcy i kara może być równie surowa. Ofiary zazwyczaj nie zwierzają się rodzinie z powodu uzasadnionych obaw, że zostaną opuszczone. Jeden z pracowników organizacji Refugee Law Project, że jest to powszechne zjawisko, że kobieta po odkryciu, że jej mąż został zgwałcony, zabiera ze sobą dzieci i porzuca go. Czy to kobieta, czy to mężczyzna, jeśli on może paść ofiarą gwałtu, kto będzie mnie, jako kobietę, chronił?

Według dr Lynn Laurie, z Harvard Medical School, jednej z autorek wspomnianego artykułu w czasopiśmie JAMA, reakcja świata naukowego, polityki i pomocy humanitarnej na te badania na temat gwałtów na mężczyznach w Kongu to całe spektrum od niedowierzania, zdziwienia, po kontrowersję i gniew.

Autorka mówi, że nie spodziewała się takiego poziomu wrogości ze strony organizacji pozarządowych zajmujących się pomocą charytatywną. I miała tu na myśli nie gniew z powodu losu tych mężczyzn, ale złość z tego powodu, że opinia publiczna dowiedziała się o tej sytuacji.

Dr Laurie była nie tylko przerażona skalą gwałtów na mężczyznach w Kongu, ale także poziomem sprawstwa kobiet. Około 40 procent przypadków przemocy seksualnej wobec kobiet i 10 procent przypadków tejże przemocy wobec mężczyzn w Kongu było egzekwowane przez sprawców płci żeńskiej. Te odkrycia stoją w opozycji do narracji odnośnie patriarchatu lansowanego przez feminizm.

Wyniki: Z 1005 gospodarstw domowych objętych badaniem 998 gospodarstw wzięło udział w badaniu, co dało wskaźnik odpowiedzi na poziomie 98,9%. Odsetek zgłoszonych przypadków przemocy seksualnej wynosił 39,7% (95% przedział ufności [CI], 32,2%-47,2%; n = 224/586) wśród kobiet i 23,6% (95% CI, 17,3%-29,9%; n = 107/399) wśród mężczyzn. Kobiety podały się za sprawczynie przemocy seksualnej związanej z konfliktem w 41,1% (95% CI, 25,6%-56,6%; n = 54/148) na kobietach oraz w 10,0% (95% CI, 1,5%-18,4%; n = 8/66) przypadków na mężczyznach. Sześćdziesiąt siedem procent (95% CI, 59,0%-74,5%; n = 615/998) gospodarstw domowych zgłosiło przypadki naruszeń praw człowieka związanych z konfliktem. Czterdzieści jeden procent (95% CI, 35,3%-45,8%; n = 374/991) reprezentowanej populacji dorosłych spełniało kryteria objawów dla MDD i 50,1% (95% CI, 43,8%-56,3%; n = 470/989) dla PTSD.” – Źródło: JAMA. 2010;304(5):553-562; Association of Sexual Violence and Human Rights Violations With Physical and Mental Health in Territories of the Eastern Democratic Republic of the Congo https://jamanetwork.com/journals/jama/fullarticle/186342

Około 40 procent przypadków przemocy seksualnej wobec kobiet i 10 procent przypadków tejże przemocy wobec mężczyzn w Kongu było egzekwowane przez sprawców płci żeńskiej.

Organizacja Narodów Zjednoczonych, prawo, tradycjonalizm i feminizm traktują gwałt jako coś, co dotyczy wyłącznie kobiet i dziewcząt, przy czym sprawcami są wyłącznie mężczyźni.

Według Lary Stemple, dyrektorki Health & Human Rights Law Project na Uniwersytecie Kalifornijskim, wśród ponad 4 tysięcy organizacji poza rządowych [NGO] poddanych przeglądowi, zaledwie 3 procent z nich w ogóle wspomniało o ofiarach przemocy wobec mężczyzn, przy czym miało one wyłącznie charakter ogólnikowych odsyłaczy. Zachodzę w głowę, czy którekolwiek z tych NGO-sów w ogóle wspomina o sprawcach-kobietach.

Podczas gdy dr Lynn Laurie postrzega opór NGO-sów i innych organizacji przed zajęciem się problemem męskich ofiar gwałtów, jako obawę przed koniecznością przesunięcia środków przeznaczonych na główne deklarowane cele tych organizacji, że w zasadzie ofiary płci męskiej otrzymałyby zbyt duży kawałek tego finansowego tortu.

Moim zdaniem ten problem jest głębszy i znacznie bardziej złożony. Tu chodzi o nasze postrzeganie kwestii płci. Aktywizm feministyczny podsunął kwestię gwałtu organizacjom praw człowieka w latach 80. i 90. XX wieku, ale to nie było nic, o czym dotychczas nie mieliśmy świadomości.

Nasze postrzeganie gwałtu bez względu na kontekst tego aktu było zawsze osadzone w modelu kobieta-ofiara i mężczyzna-sprawca. Gwałt na kobiecie był od zawsze postrzegany jako narzędzie wojny i przewagi politycznej, jako środek demoralizacji wroga i destrukcji społeczeństw. Propaganda stosowana w pierwszych dekadach ostatniego stulecia jasno pokazuje, że strach przed gwałtem to był wszechobecny i wykorzystywany do zwiększenia zaciągu do wojska lub demonizowania wroga.

W swoim wystąpieniu Eve Ensler określa gwałt jako „kobietobójstwo”, zorganizowany system destrukcji kobiet. I choć zgadzam się, że gwałt na kobiecie to okropna rzecz, ale gwałt jako taki nie ogranicza się wyłącznie do ofiar płci żeńskiej.

Systemowy gwałt na kobietach dezintegruje relacje społeczne. Systemowy gwałt na mężczyznach niszczy wszystkie idee co do których wierzymy, kim jest mężczyzna, jaka jest jego funkcja i całkowicie wykorzenia rolę mężczyzny w rodzinie i społeczności. W tradycyjnym społeczeństwie akt gwałtu na mężczyźnie sygnalizuje, że każdego może czekać taki sam los.

A ci, którzy od zawsze byli postrzegani jako obrońcy kobiet i dzieci, nie są już dalej warci zaufania w tym aspekcie, że obrońcy nie są w stanie obronić nawet siebie. Zgwałcona kobieta to kobieta głęboko skrzywdzona, ale nadal kobieta. Zgwałcony mężczyzna nie jest już mężczyzną.

Eve Ensler twierdzi, że ciała kobiet są polem wszelkich ludzkich konfliktów i animozji. ona może w to wierzyć wyłącznie, jeśli zatykając swoje uszy i zasłaniając swoje oczy przemierzy Kongo usłane stertami ciałami męskich ofiar.

Mężczyzn, których dotykają takie same straszne rzeczy, ale muszą milczeć. Milczą, bo nie żyją, lub milczą z obawy przed wykluczeniem społecznym. Mówi o setkach tysięcy kobiet i dziewcząt, o zgwałconych na śmierć 2-letnich dziewczynkach, kobietach cierpiących z powodu inkontynencji, z odchodami i moczem w ich ranach, kobietach z zakażonymi ranami, żyjących w ciągłym bólu, o 30 procent kobiet w Kongu. Ale Eve Ensler ani razu nie wspomina o 22 procentach mężczyzn, setkach tysięcy mężczyzn, których też spotkał dokładnie taki los.

Ich cierpienia są przemilczane i nie mają oni dostępu do leczenia. Teoretyczki feministyczne kierują swoje przesłanie do osób dawno już błędnie przekonanych, gdy przedstawiają gwałt jako w najlepszym przypadku produkt uboczny, a w najgorszym jako główny motyw tradycyjnej organizacji społeczeństwa i męskiej seksualności, gdzie kobieta jest traktowana jako jedyna ofiara tej toksycznej męskości i drapieżnictwa, które istnieje jedynie po to, by podporządkować sobie kobiety.

Fakt, że znalazły się osoby w świecie akademickim czy szerzej w społeczeństwie, przekonane, że feministyczne idee gwałtu są odkrywcze, rewolucyjne, przełomowe pozostaje dla mnie jedną z najgłębszych tajemnic na świecie. To jest ta sama bzdura, w które ludzie wierzą od dawien dawna i jest równie błędna.

Ale w tym cała rzecz. Teoria feministyczna w tym aspekcie, w większości aspektów w sumie, idealnie dopasowuje się do naszych instynktownych percepcji i oczekiwań odnośnie płci i tradycyjnych, kulturowych i socjologicznych memów mężczyzny jako podmiotu moralnego, zdolnego do postępowania moralnie dobrego i złego, a kobiety jako przedmiotu moralnego, zdolnego wyłącznie to pasywnego odbierania dobra czy zła. Teoria feministyczna w aspekcie przemocy seksualnej nigdy nie miała charakteru innowacyjnego.

To zawsze było to samo gówno, tylko z innej kupki. Jeśli jednak zastanowić się, w jakim stopniu poprawność teorii feministycznej zależy od poprawności tych teoretycznych modeli gwałtu, podobnie jak w przypadku teoretycznych modeli przemocy domowej w roli materiału dowodowego, nie dziwi, dlaczego taka osoba, jak Eve Ensler z takim oporem odrzuca możliwość istnienia męskich ofiar żeńskich sprawców przemocy seksualnej.

To ma miejsce zwłaszcza w przypadku przemocy seksualnej w czasie działań wojennych, gdyż wszyscy, zwłaszcza feministki, postrzegają krwawy konflikt jako domenę mężczyzn. Choć takie postrzeganie spraw nie jest wyłącznie problemem feminizmu, bo przecież to nie feminizm wprowadził w Kongu prawo, które karze męską ofiarę gwałtu identycznie, jak sprawcę tego czynu. Teoria feministyczna wydaje się kompletnie nieadekwatna do opisu jakiegokolwiek fenomenu społecznego poza sztywną ramą mężczyzny jako podmiotu, a kobiety jako przedmiotu.

Wystąpienie Eve Ensler na konferencji NOW tylko mnie w tym utwierdziło. Adresowanie zgromadzonych na sali kobiet per „waginy” a mężczyzn per „męskich sympatyków wagin” było wystarczająco niesmaczne, ale nazywanie mężczyzn mężczyznami, a kobiet częściami ciała?

Gdy mówiła o tym, co się dzieje w Kongu, każdym słowem wzmacniała przekaz, że mężczyzna działa, a kobieta jest przedmiotem działania, że kobieta jest definiowana w kontekście robienia „czegoś dla niej” lub „czegoś wobec niej”, a mężczyzna wyłącznie w kategoriach czynienia „czegoś dla innych” lub „czegoś innym”.

Czym jest mężczyzna dla Eve Ensler? Białym człowiekiem Zachodu, który pragnie ograbić Afrykę z jej zasobów. Jest brutalnym bojówkarzem, który napada i morduje niewinnych mieszkańców wiosek. Jest bezwiednym narzędziem tych złych mężczyzn, zmuszonym z pistoletem przyłożonym do skroni gwałcić swoje matki i córki, po czym nie pozostaje mu już nic, jak o tym milczeć.

To lekarz, który przeprowadza operacje ratujące życie, który ocalił tę kobietę. To oni zbudowali tę wioskę, w której kobiety i dziewczęta mogą się schronić przed przemocą seksualną. Ochroniarz, który strzeże tej właśnie wioski. Osoby, którzy zapewniły im komputery, internet oraz szansę na zdobycie edukacji. Jedyna wzmianka o ofiarach płci męskiej w jej wystąpieniu pojawiła się w kontekście męskiego sprawstwa. Ojciec siłą zmuszony do zgwałcenia swojej córki lub syn zmuszony to zgwałcenia swojej matki.

Gdy skończyła opisywać czyn przez nich dokonany, miało się wrażenia, że dla niej oni już nie istnieli jako ludzie. W narracji Eve Ensler mężczyzna to zawsze sprawca, a kobieta to jedynie przedmiot czynów mężczyzny lub odbiorca, dla którego coś się czyni. W jaki do cholery sposób takie podejście krytycznie analizuje jakiekolwiek nasze postrzeganie kwestii płci?

Jak Eve Ensler i jej podobni chcą obalić patriarchat, jeśli jedyne co robią, to go propagują. Jak cokolwiek ma się zmienić, kiedy osoby, które jakoby chcą zburzyć status quo, wyłącznie jeszcze bardziej go ugruntowują. Feminizm to uprzywilejowany głos w kwestiach płciowych i milczy na temat seksualnie wykorzystywanych mężczyznach oraz czynów gwałcicielek w Kongu. Traktuje się to jako coś niewygodnego, ponieważ feminizm w całej swej okazałości opiera się na założeniu, że tacy mężczyźni i takie kobiety nie istnieją.

Na dzień dzisiejszy żadna organizacja nie zajmuje się wsparciem dla męskich ofiar gwałtów w Kongu. Holenderski Oxfam posunął się nawet to tego, że zagroził wycofaniem finansowania, jeśli zbyt dużo środków zostanie przekierowane na wsparcie tych kilku mężczyzn poszukującym pomocy.

Inne organizacje na rzecz praw człowieka, te kilka wyjątków, skarżą się, że fiksowanie się przez Organizację Narodów Zjednoczonych i media na kobietach jako monolitycznej grupie ofiar i mężczyznach jako monolitycznej grupie sprawców nie tylko sabotuje ich działań na rzecz pomocy i ochrony ofiar płci męskiej, ale także uniemożliwia postawienie przed obliczem sprawiedliwości kobiet łamiących prawa człowieka.

A kobiety również łamią prawa człowieka, o tak. Kiedy Adam Jones przyjrzał się aktywności piątki „architektek” ludobójstwa w Rwandzie zauważył, że one nie tylko uczestniczyły w selekcji tysięcy chłopców i mężczyzn z plemienia Tutsi na śmierć, ale także często same dokonywały tych mordów.

Tim Goldage pisze, tu cytat:

„Przypadki liderek płci żeńskiej reprezentują zaledwie niewielką część kobiet biorących udział w ludobójstwie. Na poziomie zwykłych ludzi, bardzo często grupy kobiet zagrzewały mężczyzn do działań, które skutkowały śmiercią tysięcy niewinnych mężczyzn, kobiet i dzieci, wielu z nich będących ich sąsiadami. Ich rola była kluczowa w rabowaniu ciał zabitych w masakrze, co często wiązało się ze wspinaniem się na zwłoki, a tych, którzy jeszcze żyli i jęczeli w agonii, zamykano w izolowanych pomieszczeniach, gdzie dokonywali swego żywota dusząc się pod zwłokami. Kobiety często asystowały w mordach, dobijając tych, którzy przeżyli.”

Jeśli Eve Ensler wierzy, że kobiety posiadają wrodzone zdolności do przywództwa, które nie prowadzi do rozlewu krwi, powinna przejrzeć na oczy. Model, na podstawie którego my, ludzie postrzegamy płeć jest zachowawczy nie tylko, jeśli chodzi i współczucie wobec ofiar płci męskiej, przestępstw, trudności i cierpień, ale także o egzekwowanie odpowiedzialności wobec kobiet, które czynią okropne rzeczy.

Tak, jak dziecinna narracja Taslimy Nasreen, że choć mężczyźni oblewają nas kwasem, my nadal kochamy naszych mężczyzn, zupełnie pomija fakt, że 30 procent ofiar takich ataków stanowią mężczyźni i chłopcy oraz fakt, że znakomita część sprawców to kobiety.

Opowieść Eve Ensler o Jeanne z Konga pomija sporą część szerokiego problemu cierpienia i marginalizacji po prostu dlatego, że w jej mniemaniu wszystkie kobiety są wyłącznie ofiarami, a wszyscy mężczyźni są definiowani wyłącznie przez pryzmat swoich czynów wobec kobiet.

Jest mi przykro, ale apel Eve Ensler do kobiet o walkę, do miliarda kobiet z całego świata o udział w akcji zaplanowanej na 14 lutego, by wstawić się za te 1/3 kobiet, które zostaną zgwałcone lub pobite choć raz w swoim życiu. Ona myśli swoją waginą.

Jestem niemal w 100 procentach przekonana, że nigdy jej przez myśl nie przeszło aby zadać sobie pytanie, ilu mężczyzn doświadczyło gwałtu w swoim życiu w porównaniu z kobietą. Nawet jeśli, to bardzo wątpię, czy w ogóle pochyliłaby się nad tym problemem.

Do niej nie dociera, że ludzie, mężczyźni i kobiety, są skazani na siebie, a nasza koegzystencja jest punktem równowagi, na którym zbudowane jest społeczeństwo. Dla niej mężczyzna istnieje jedynie po to, by krzywdzić kobiety lub im służyć. Oznacza to, że mężczyzna, który został zgwałcony, nie ma dla nikogo większego znaczenia, a przynajmniej nie dla niej samej.

Ona jest takim samym zakładnikiem naszego programu gatunkowego oraz tradycyjnych modeli płci jak każdy z nas. Zakładnikiem koncepcji, że mężczyzna jest czynnikiem sprawczym, a kobieta przedmiotem tego sprawstwa i choć zaznaczyła, że po doświadczeniach w Kongu stała się „w pełni zradykalizowana”. Bycie radykalnym proponentem status quo nie czyni jej bardziej wyjątkową, niż Rosjanki w ramach ustawy IMBRA.

Moim zdaniem najbardziej cyniczną i obrzydliwą rzeczą w jej wystąpieniu jest sposób, w jaki nakreśliła równość pomiędzy cierpieniem kobiety W Kongu, kobiety takiej jak Jeanne, w miejscu, gdzie toczy się wojna wszystkich ze wszystkimi, a „cierpieniem” kobiet Zachodu z powodu braku wolnego dostępu do antykoncepcji.

Dla niej wszystko to jest jedna wielka wojna przeciwko kobietom. A mężczyzna, jeśli nie krzywdzi kobiety lub nie jest jej przydatny, może równie dobrze w ogóle nie istnieć. Takie są moje wrażenia z uczestnictwa w konferencji NOW. Wystąpienie Eve Ensler było zwyczajnie najbardziej oczywistą…

Było to jedyne wystąpienie, które udało mi się zarejestrować. to wygląda jak ćwiczenie w waginokontemplacji albo z ginocentryzmu. Dla tych kobiet nie istnieje nic, oprócz samych kobiet. Wszystko inne istnieje wyłącznie w kontekście relacji do kobiety. A ja…

Wracając, zrobiłam porządki w kuchni, muszę wyplenić jeszcze chwasty na ogródku, dlatego zamierzam na tym zakończyć ten materiał i miejmy nadzieję, że na kolejny nie będziecie musieli tak długo czekać. No to do usłyszenia. Żegnajcie.  Materiał został nakręcony w kuchni, Patriarchalnym Obozie Koncentracyjnym.

*W trakcie przygotowywania materiału żadna feministka nie została fizycznie skrzywdzona…(*Choć niektóre udało się zirytować)

Zobacz na: Dziesięć etapów ludobójstwa – dr Gregory Stanton
Faszystowska Ameryka, w 10 prostych krokach – Naomi Wolf
Cechy przywódców sekt – charakterystyka sekt – Melissa Dykes
Trójkąt dramatyczny Karpmana
Przerażające amerykańskie korzenie nazistowskiej eugeniki – Edwin Black
Walter Lippmann – ojciec współczesnego dziennikarstwa
Początki medialnych fake newsów, które doprowadziły do wojny USA vs Hiszpania [1898]

 

„Mamy na sali jakieś waginy?” – Karen Straughan [napisy PL]

 

%d bloggers like this: