Feministyczne taktyki wzbudzania wstydu – Karen Straughan

20 stycznia 2014

Feministyczne taktyki wzbudzania wstydu - Karen Straughan

Witam wszystkich. Dawno się nie widzieliśmy. Przepraszam, że tyle czasu minęło od publikacji mojego ostatniego pełnoprawnego materiału. Mam nadzieję, że mogę liczyć na Waszą wyrozumiałość. Jestem zawalona pracą, a czasu zbyt mało, by przygotować dom do przeprowadzki. Obecnie płacimy, Boże… Życie w Edmonton jest drogie, a musimy opłacać dwa mieszkania, zanim się przeprowadzimy. Tak więc powiedzenie „czas to pieniądz” jest w tej sytuacji jak najbardziej adekwatne.

Feministyczne taktyki wzbudzania wstydu

 

W dzisiejszym materiale chciałam poruszyć temat, pomysł, który spontanicznie przyszedł mi do głowy, gdy przypomniałam sobie wywiad, który umieściłam niedawno na kanale, gdzie powiedziałam, że niektóre taktyki wzbudzania wstydu stosowane przez feministki mogą być efektywnie wykorzystane przeciwko nim samym, by dyskredytować ich teorie i ideologię. Tak więc, bez zbędnego przedłużania, zajmijmy się pierwszą taktyką.

 

Mizogin!

 

Według feministek, nasze społeczeństwo ma ogromny problem z systemową mizoginią. W istocie wszystkie społeczeństwa grzęzną po uszy w powszechnej mizoginii o charakterze społecznym i instytucjonalnym. W społeczeństwach patriarchalnych mizoginia jest nie tylko znormalizowana, ale często niewidoczna dla takiego niefeministycznego plebsu, jak ja, który już na tyle się do przyzwyczaił, że tego nie dostrzega.

Tak zinternalizowaliśmy ideę, że nienawiść do kobiet jest w porządku. Lecz przez dekady, może i dłużej, jedną z najefektywniejszych taktyk wzbudzania wstydu stosowanych przez feministki i aktywistki pro-kobiece w celu prześladowania lub kneblowania mężczyzn i niektórych kobiet, jest oskarżenie o mizoginię.

Powiesz coś, co nie podoba się feministce, zostaniesz wyzwany od mizoginów. Krytykujesz teorie lub działania feministyczne – jesteś mizoginem. Krytykujesz feministyczną analizę problemu i nie zgadzasz się z proponowanym rozwiązaniem? Ty ohydny mizoginie! Mówisz tak tylko dlatego, że nienawidzisz kobiet. Nie odpuszczą Ci nawet, jeśli jesteś kobietą.

Jesteś ofiarą zinternalizowanej mizoginii, jeśli jeszcze tego nie wiesz. I co najdziwniejsze, do niedawna taktyka wzbudzania wstydu była uniwersalnie skuteczna. Zwłaszcza w odniesieniu do mężczyzn. Feminizm w stylu witryny „Jezebel” zapoczątkował ostre nadużywanie tej taktyki, co poskutkowało tym, że zwyczajni ludzie po prostu nabyli odporność na takie metody.

Niektórzy mężczyźni już nie milkną, gdy feministka stosuje wobec nich słowo na „M”. Oczywiście, taka „odporność” wynika w dużej mierze z istnienia bufora pomiędzy ich codziennym życiem a oskarżeniami, czyli relatywnej anonimowości w Sieci. Jeszcze nie znajdujemy się w punkcie, gdy odpalenie w kierunku mężczyzny pocisku typu „Mizoginizm” ma odczuwalny wpływ w jego życie prywatne, zawodowe czy pozycję w społeczeństwie. Ale już niedługo. Zmierzamy w tym kierunku.

Absurd tej idei obnażyłoby samo rozważenie kwestii, jak to jest możliwe, że oskarżenie o mizoginię ma jakąkolwiek siłę rażenie w kulturze, gdzie mizoginia jest podobno powszechna i znormalizowana. Pamiętajmy – nasze społeczeństwo nienawidzi kobiet. Według amerykańskiej dziennikarki technologicznej Quinn Norton, odpowiedź środowiska hakerskiego na Anitę Sarkeesian, mężczyźni w naszym społeczeństwie są wychowywani w nienawiści do kobiet. Prezentowany przez nią dowód? Trolle, które atakują kobiety w Sieci, które, jak każe nam się zakładać, nigdy nie atakują mężczyzn. To tyle.

Jej zdaniem, problemem nie jest relatywnie mała grupa kompletnych dupków, którzy rozochoceni osłoną anonimowości w Sieci atakują wszystkich, którzy staną na ich drodze z powodów im tylko znanych. Które to trolle adresują obelgi skrojone pod cel ataku – wiecie, grożenie gwałtem wobec kobiet czy groźby śmierci i wyzywania od pedałów kierowane w stronę mężczyzn.

Feministyczne taktyki wzbudzania wstydu

Ale nie – to mężczyźni, nie niektórzy, nie wielu. Lecz mężczyźni w ogóle, bez kwantyfikatorów, wychowywani są, by nienawidzić kobiet. Mizoginia to nie postawa jednostki, lecz kluczowa wartość kulturowa naszego społeczeństwa, którą mężczyźni (znów, bez kwantyfikatora) internalizują w procesie socjalizacji. Jednocześnie jednak większość mężczyzn oskarżanych o mizoginię czuje wstyd. Wstyd wystarczający do tego, by mężczyzna zamilknął lub zmusił go do podjęcia próby wytłumaczenia, że wcale nie jest mizoginem.

Dlaczego reagują w ten sposób, jeśli zostali wychowani w nienawiści do kobiet w kulturze, w której mizoginia jest znormalizowaną wartością kulturową? Oskarżenie to miałoby moc wzbudzania poczucia wstydu i uciszania kogoś wyłącznie wtedy, jeśli społeczeństwo nie byłoby powszechnie mizoginistyczne. Moc sprawcza obrazy polega na obarczeniu osoby ciężarem społecznej dezaprobaty w skutek przekroczenia określonej normy społecznej.

Uzależniona jest od norm kulturowych w danym społeczeństwie piętnujących zachowanie, nastawienie czy atrybut będący celem takiego aktu obrazy. Jeśli wzbudzenie wstydu ma zadziałać jako taktyka zohydzania mająca na celu uciszenie lub pastwienie się nad osobą czy zrujnowania jej życia i pozycji społecznej, oznacza to, że nasze społeczeństwo nie cechuje powszechnie akceptowalna mizoginia.

Przynajmniej nie w słownikowym znaczeniu tego słowa, czyli jako postawa niechęci lub nienawiści wobec kobiet. Fakt, że oskarżenie o mizoginię jest szczególnie skuteczne w stosunku do mężczyzn pokazuje, że teza Quinn Norton jest gówno warta. Jeśli nienawiść do kobiet byłaby znormalizowaną wartością kulturową i mężczyźni byliby wychowywani w nienawiści do kobiet, wtedy nazwanie mężczyzny mizoginem miałoby taki sam efekt, jak wyzwanie w latach 20. XX w. członków Ku Klux Klanu od „nienawidzących czarnuchów”.

W tym sensie feministyczna taktyka wzbudzania wstydu w istocie dyskredytuje ideologię feministyczną. Ale to tylko czubek góry lodowej. Teraz przyjrzyjmy się pojęciu przeciwnemu, mizoandrii.

Oskarż kogoś o mizoandrię i jeżeli ten ktoś w ogóle wie, co termin ten oznacza, nie tylko nie wzbudzisz wstydu u tej osoby czy nie wymusisz zmiany postawy, ale zostaniesz zwyczajnie zignorowany.

Z taką reakcją spotkalibyście się w przypadku większości osób. Niektóre osoby spojrzą na Was ze zakłopotaniem, inni zareagują głośnym śmiechem, przy akompaniamencie aluzji do „ckliwości upojeniowej” czy „męskiej rzewności” czy beztroską odpowiedź, że „mizoandria nie istnieje”. Mniej hardkorowa feministka może Ci powiedzieć, że mizoandria to nic innego jak wtórna mizoginia, że mizoginia jest źródłem wszelkiego seksizmu, a mizoandria jest nieszczęsnym efektem ubocznym i nie istniałaby bez mizoginii.

To implikuje, że mizoandria w sposób magiczny zniknie wraz z wykorzenieniem wszelkich form mizoginii ze społeczeństwa i oczyszczeniem naszych brudnych, seksistowskich dusz. Co więcej, takie platformy społecznościowe jak Twitter czy Facebook aktywnie angażują się w proces eliminacji treści mizoginicznych ze swoich mediów z pomocą feministycznych moderatorów.

Z pewnego sklepu wycofano koszulki z niewinnymi nadrukami po tym, jak ludzie zgłosili sprzeciw wobec nadruków typu – no nie wiem – dziewczyna jest zbyt „nie w sosie”, by odrobić zadanie domowe, więc zmusiła brata, by je za nią zrobił. Cóż za odrażające i niecna przesłanie na temat kobiet i dziewcząt.

Z drugiej jednak strony, mamy hasztagi, memy czy grupy na Facebooku dumnie wznoszące hasła typu „mężczyźni to świnie” czy „śmierć wszystkim mężczyznom„. Istnieje [istniała] nawet witryna internetowa ihatemen.org, na której zarejestrowanych jest ponad 250 tysięcy użytkowników, czy seria książek i gadżetów dla dzieci zatytułowana „Chłopcy są głupi. Obrzućmy ich kamieniami”.

Międzynarodowe konferencje radykalnych feministek pod nazwą zapożyczoną z „Manifestu SCUM”, które gromadzą feministki z całego świata, z których niektóre piastują urzędy na największych uniwersytetach. W kulturze, gdzie pogarda wobec mężczyzn i chłopców jest czymś powszechnym i dopuszczalnym, nie jest niczym dziwnym, że większość osób nie reaguje wstydem, milczeniem czy zmianą postawy dlatego, że zostali oskarżeni o mizoandrię.

Wiele osób zarzuca feministkom nienawiść do mężczyzn, ale oskarżenie to nie ma mocy sprawić, by przestały tak czynić. Jest tak dlatego, że wartości społeczne są takie, że choć nienawiść do mężczyzn nie jest uznawana wprawdzie za coś godnego pochwały, to nie ma w tym nic groźnego, zwłaszcza, jeśli postawę taką prezentuje kobieta. Jeśli mizoginia jest w istocie źródłem wszelkiego seksizmu, a mizoandria jest zaledwie niefortunnym efektem ubocznym, wtedy patriarchat krzywdzi także mężczyzn.

Dlaczego zatem społecznie akceptowalnym jest wyrażanie nienawiści do mężczyzn, lecz nie do kobiet? I jakim cudem zatem oskarżenie o mizoginię skutkuje zamilknięciem i wycofaniem się strony oskarżonej? Przejdźmy do kolejnej taktyki:

 

Apologeta gwałtu! Przyzwoliciel gwałtu!

 

Według feministek, żyjemy w kulturze gwałtu. Kultura gwałtu może być zdefiniowana jak następuje: Jest to definicja zaczerpnięta z książki „Transforming a rape culture” („Transformacja kultury gwałtu”).

„Kultura gwałtu to złożony system przekonań, które promują seksualną agresję oraz wspierają przemoc mężczyzn wobec kobiet. Jest to organizacja społeczeństwa w taki sposób, że przemoc jest postrzegana jako sexy, a seksualność jako przemoc. W kulturze gwałtu kobiety doświadczają całego spektrum przemocy od uwag na tle seksualnym po dotyk aż do samego gwałtu. Kultura gwałtu sankcjonuje fizyczny i emocjonalny terroryzm wobec kobiet jako normę”.

Mając na względzie tę definicję oraz „fakt”, że według wielu feministek jest to definicja naszego społeczeństwa. wydawałoby się, że oskarżenie o apologezę gwałtu nie ma żadnej mocy wzbudzania wstydu czy wymuszenia milczenia. Przecież to nic niezwykłego, taka jest norma. Takie zachowanie jest sankcjonowane przez kulturę. Ale to nie koniec. Wynikałoby z tego, że nie miałaby miejsca jakakolwiek dyskusja publiczna czy próby cenzury odnośnie trolli grożących kobietom gwałtem na forach w Sieci.

Aneta Sarkeesian nie byłaby zapewne w stanie zgromadzić ponad 27-krotność docelowej sumy na Kickstarterze oraz mieć zaoferowane w pełni opłacone wystąpienia publiczne w dalekiej Szwecji. Jeśli społeczeństwo sankcjonowałoby fizyczny i emocjonalny terror wobec kobiet.

Otóż trolle, które wzięły sobie na celownik Sarkeesian i inne kobiety, głównie feministki, grożąc im gwałtem i kierując wobec nich niecenzuralne wyzwiska o podłożu seksualnym, mogą uważać takie zachowanie za dopuszczalne. Cóż, tak dla zabawy.

Internetowe trolle tylko mała część kultury i jako zjawisko nie są reprezentatywne dla kultury jako całości. Znakomita część głównego nurtu potępia takie zachowania i aktywnie dąży to ich wyeliminowania. Co ciekawe, niedawne badania przeprowadzone wśród szwedzkich dziennikarzy pokazały, że kobiety padały częściej ofiarami szczególnie gróźb gwałtu i przemocy seksualnej, niż mężczyźni, przy czym mężczyźni ogółem częściej padali ofiarą gróźb, niż kobiety.

Taka sama tendencja miała miejsce w przypadku agresywnych komentarzy. Przemoc wobec kobiet częściej miała kontekst seksualny, ale to mężczyźni częściej byli przedmiotem agresji w ogóle. Pamiętajmy, że dotyczy to trolli i agresywnych osobników, grupki osób, które lubują się w rozwścieczaniu wybranych celów, dostosowując swoje metody w celu osiągnięcia maksymalnego efektu.

Jeśli celem jest mężczyzna, groźbą może być atak na ich rodzinę. W przypadku kobiet, zwłaszcza feministek, cóż – wiemy przecież, co najczęściej je rozjusza. Wskazówka: słowo na literę „G”.

Jednak główne akcenty obecnej dyskusji, zamiast skupiać się na agresywnych zachowaniach w Sieci, kładzie się na groźby agresji seksualnej, agresywne komentarze i obelgi o podłożu seksualnym kierowane w stronę kobiet.

Takie groźby i przemoc opisywane są przez feministki jako próba zakneblowania połowy populacji. Tę połowę z waginami, ma się rozumieć. Ilościowa większa reprezentacja gróźb stosowanych w kierunku dziennikarzy płci męskiej jak widać nie jest nawet warta wspomnienia. Rzeczywiście wygląda na to, że żyjemy w kulturze, która promuje przemoc seksualną i terroryzm emocjonalny wobec kobiet, czyż nie? Gdzie kobiety są terroryzowane i przemocą uciszane, a mężczyźni mogą swobodnie wyrażać swoje opinie, bez żadnych negatywnych konsekwencji. Chwila…

Wygląda na to, że jednak nie żyjemy w kulturze gwałtu, a przynajmniej nie w takiej, gdzie jedynym czy głównym celem są kobiety. Dlatego właśnie oskarżenie o apologetyzm gwałtu, przynajmniej w kontekście ofiar płci żeńskiej, kierowane zwłaszcza w stronę mężczyzn, jest w mocy skierować całą potęgę społecznej dezaprobaty w stronę osoby oskarżanej.

Jeśli chcecie zobaczyć przykład prawdziwej apologetyki gwałtu, polecam lekturę feministki Mary Koss, konsultantki ds. merytorycznych projektu CDC o nazwie „Narodowe badanie związków intymnych i przemocy seksualnej”, autorki niesłynnej tezy odnośnie tego, że jedna na cztery studentek padła ofiarą gwałtu, a przekonacie się, co ma ona do powiedzenia na temat męskich ofiar gwałtów ze strony kobiet. Oto cytat:

„Zdajemy sobie sprawę z niestosowności przymusu werbalnego ze strony kobiet oraz szczerości wypowiedzi mężczyzn twierdzących, że doświadczyli niechcianego seksu. Choć mężczyzna może niekiedy odbyć stosunek płciowy z kobietą będąc targanym ambiwalentnymi pożądaniami, działanie takie nie spełnia prawnej definicji gwałtu bazującej na akcie penetracji ciała ofiary” – Źródło: strona 206, Detecting the Scope of Rape. A Review of Prevalence Research Methods

Ambiwalentny stosunek do własnych pożądań? Zapewne brzmi to bardziej akademicko, niż „koleś, co z tobą. Przecież wiesz, że tego chciałeś. Powinieneś być podjarany, że zaliczyłeś. Piona!”

Takie podejście jest prezentowane nie tylko przez radykalne feministki. Jeśli byłoby inaczej, to taka postawa nie utorowałaby sobie drogi do ekspresji w jednym z największych badań intymności i przemocy seksualnej w Stanach Zjednoczonych.

Jest to jedna z podstawowych wartości kulturowych, że mężczyźni nie są lub nie powinni być zdolni do odmowy odbycia stosunku seksualnego bez obopólnej zgody. To już nie jest nawet obwinianie ofiary. Aby takie zrzucanie odpowiedzialności miało miejsce, najpierw trzeba zdefiniować ofiarę.

To jest przykład systemowej, instytucjonalnej apologezy gwałtu, która nie tylko jest merytorycznym źródłem postaw nielicznej grupki osób, ale także określa kierunki badań, polityki i prawodawstwa. Sam fakt, że taka postawa istnieje podczas gdy wszelkie próby kwestionowania jednostkowej odpowiedzialności kobiet za ochronę swojej osoby przed jakąkolwiek przemocą wobec siebie jest traktowane jako apologeza gwałtu i może być stosowana jako taktyka wzbudzania wstydu i uciszania, dyskredytuje feministyczny opis kultury gwałtu. Może jeszcze jedna taktyka?

 

Ci kolesie są przerażający! Chcą skrzywdzić kobiety! Są niebezpieczni!

 

Według wielu feministek, przemoc płciowa wobec kobiet jest powszechna i ma charakter systemowy. Istna globalna epidemia. Wydarzenia takie jak „V-Day” czy „One Billion Women Rising” (Powstanie Miliarda Kobiet) były wykreowane jako światowe akcje mające na celu zwrócenie uwagi na problem jednej na trzy kobiet w skali globalnej, które choć raz w życiu doświadczą gwałtu.

Statystyka ta w niektórych kręgach wzrasta do wartości jednej kobiety na dwie i według niektórych feministek ta przemoc płciowa jest zasadniczą cechą patriarchatu i ma określony cel. Celem tym jest terroryzowanie kobiet i poddanie ich męskiej kontroli.

Podobnie jak w przypadku internetowych trolli, którym przypisuje się chęć uciszenia połowy populacji, oczywiście tej połowy z waginami, przemoc płciowa wobec kobiet ma jakoby na celu trzymanie kobiet tam, gdzie ich miejsce. Jest to metoda ciemiężenia kobiet i utrzymania dominacji mężczyzn nad nimi, jak gwałcenie i bicie dam w celu utrzymywania ich w strachu i poczuciu beznadziei, czy to przez ich własną wiktymizację lub świadomość, że inne kobiety są wiktimizowane i przekonanie, że ja mogę być następna. Jak Merilyn French napisała w swojej książce „The War Against Women” („Wojna przeciwko kobietom”):

„Tak długo, jak niektórzy mężczyźni stosują siłę fizyczną by podporządkować sobie kobiety, nie muszą czynić tego wszyscy mężczyźni.”

Świadomość, że niektórzy mężczyźni tak czynią jest wystarczająca, by zastraszać wszystkie kobiety”. Nie mam zamiaru analizować wiarygodności statystyk, czy jest to 1/3 czy 1/2 wszystkich kobiet, gdyż nie ma to znaczenia w przypadku tego argumentu.

Wystarczy zrozumieć, że dla wielu, być może większości, a może nawet wszystkich feministek głównego nurtu statystyki te traktowane są jako jak najbardziej miarodajne, a przemoc mężczyzn przeciwko kobietom jest wyjątkowo oburzająca, bardziej niż przemoc mężczyzny przeciwko mężczyźnie, kobiety przeciwko mężczyźnie czy nawet kobiety przeciwko kobiecie, a to wszystko wynika z kontekstu patriarchalnego.

Pamiętajcie dzieci, liczy się wyłącznie intencja. Jeśli kobieta uderzy swojego męża, co praktycznie w ogóle się nie zdarza, to dlatego, że jest sfrustrowana, straciła nerwy albo starała się „wyjść spod buta” lub czuje się niedostatecznie wysłuchana.

Jeśli mężczyzna uderzy swoją żonę, potwierdza swoją patriarchalną dominację. Wskazuje jej, gdzie jest jej miejsce i umacnia swój status jako mężczyzny w tym związku. Pamiętajmy również, że takim patriarchalnym społeczeństwie jak nasze, ten typ przemocy jest nie tylko powszechny, ale znormalizowany, oczekiwany, aprobowany, sankcjonowany i usprawiedliwiony. A postawy, które do tego prowadzą wysycają kulturę w tak dużym stopniu, że nawet tego nie zauważamy.

Podobnie jak w przypadku osób mieszkających w mieście pełnym fabryk celulozy, które po jakimś czasie już nie czują wszechobecnego zapachu siarki. Jak więc zatem to jest, że oskarżenie o to, że mężczyzna, nie nawet aktywista na rzecz praw mężczyzn, ale zwykły mężczyzna, który dzieli niepopularne przekonania, oskarżony jest o to, że przeraża kobiety, jest niebezpieczny dla kobiet, chce je krzywdzić, czy je w jakiś sposób uraził, jest tak skuteczną taktyką wzbudzania wstydu?

Dlaczego jest tak, że jeśli takie oskarżenie zadziała, oznacza to śmierć społeczną rzeczonego mężczyzny? Dlaczego jest zatem tak, że oskarżeni mężczyźni zmuszeni byli zrzec się prominentnych stanowisk, np. Larry Summers czy Justin Vacula?

Co więcej, dlaczego dzieje się tak, że obecnie w Toronto odbywa się proces karny mężczyzny, który na Twitterze grzecznie wyraził swoją niezgodę na działania trzech kobiet, przy czym, jak twierdzą te panie, przyczynił się do wzbudzenia w nich strachu o własne bezpieczeństwo?

Dlaczego działania, którym dał wyraz sprzeciwu, to były działania mające na celu oczernianie programisty gier komputerowych i wymuszenia wpisania go na czarną listę przez potencjalnych jego pracodawców, w postaci kampanii atakującej jego osobę, prowadzonej wśród jego społeczności, tylko dlatego, że zrobił on coś, co te kobiety uraziło.

Żyjemy przecież w patriarchacie, czyż nie? Patriarchat wykorzystuje przemoc lub groźbę przemocy, by trzymać kobiety w ryzach. To jest normalne, akceptowalne. Spodziewane. Tak po prostu postępują mężczyźni. Dlatego też, gdyby kobieta oskarżyła mężczyznę o straszenie werbalne lub zachowania groźne dla kobiet czy ich bezpieczeństwa fizycznego, czy obrazę uczuć kobiet, w istocie strzelałaby ślepakami.

W rzeczy samej, gdybyśmy żyli w społeczeństwie, gdzie przemoc przeciwko kobietom była znormalizowana i usprawiedliwiona, gdzie mężczyzna miałby uprzywilejowaną, dominującą pozycję, kobieta ta zostałaby skazana za konspirowanie i próbę obalenia statusu mężczyzny i zniszczenia jego życia gdy jedyne, co zrobił, to postąpił zgodnie z normami i wartościami obowiązującymi w tym społeczeństwie.

Taka taktyka potępiania może działać wyłącznie wtedy, gdy społeczeństwo jako całość potępia przemoc wobec kobiet, a szczególnie w przypadkach, gdy sprawcą jest mężczyzna.

Gdy społeczeństwo aprobuje stosowanie gróźb i społeczną anihilację przez kobiety, by trzymać mężczyzn w ryzach. Sam fakt, że rzeczona anihilacja społeczna ma źródło w społecznych wartościach potępiających przemoc wobec kobiet całkowicie dyskredytuje ideę, że przemoc płciowa to fenomen dotyczący wyłącznie kobiet jako ofiar i że jest to systemowa czy instytucjonalna funkcja norm społecznych. Po prostu nie jest.

Tymczasem damy z organizacji SCUM czy Radical Hub, kontemplujące zabijanie zarodków męskich i masową kastrację mężczyzn, nadal organizują swoje międzynarodowe konferencje.

Kobieca widownia śmieje się, gdy facetowi odcinają fiuta, nadal są samozwańczymi ofiarami wszelkiej przemocy, w tym także śmierci, a męskie ofiary kobiecej przemocy są nadal w znacznym stopniu ignorowane, z wyłączeniem oczywiście sytuacji, kiedy celem jest eksponowanie „siły dziewuch”.

Fakt, że feministki stosują wspomniane taktyki, czy to w celu upokorzenia mężczyzny czy zmuszenia go do zmiany postawy czy skierowania wysiłków „białych rycerzy”, systemu prawnego, korporacji lub publicznej cenzury, by działały w interesie kobiet, muszą mieć pewność, że te metody działają. Gdyby nie działy, to by tak nie postępowały, czyż nie? A skoro mają świadomość, że to działa, muszą mieć chociaż jakiś trop, dlaczego to działa. To oznacza zatem, że albo cierpią z powodu jakiejś ekstremalnej formy dysonansu poznawczego, albo mają pełną świadomość, że pewne aspekty ich teorii są dyskusyjne, jeśli nie bardzo podejrzane.

Tak czy inaczej, to tyle ode mnie na dzisiaj. Zrobię jeszcze materiał uaktualniający, za dzień czy dwa, abyście byli na bieżąco odnośnie wydarzeń w moich rewirach; wiele ciekawych rzeczy się szykuje na luty i może na kwiecień. Odnośnie szczegółów trzeciego wydarzenia muszę zamilknąć, zanim oficjalnie go nie zapowiem. Wiele ciekawych rzeczy nas czeka i mam nadzieję, że będą miała dla Was więcej konkretnych informacji na dniach. Znów, przepraszam, że to tak długo trwało, ale mam nadzieję, że w lutym będę w stanie wrócić do regularnego grafiku i że wszyscy będą zadowoleni. Do zobaczenia.

Materiał został nakręcony w kuchni, Patriarchalnym Obozie Koncentracyjnym.

* W trakcie przygotowywania materiału żadna feministka nie została fizycznie skrzywdzona…(*Choć niektóre udało się zirytować)

Dziękuję za uwagę!

 

Zobacz na: Feministyczna Apokalipsa – Karen Straughan
Transgresja granic: Ku transformacyjnej hermeneutyce grawitacji kwantowej – Alan Sokal
10 pytań do Instytutu Kinsey’a
Zachowania seksualne i charakterystyka orgazmu – Alfred Kinsey
Pornografia jako Erototoksyna – dr Judith Reisman
Zaskarżyć „Planowana Rozwiązłość”! – dr Judith Reisman

 

Feministyczne taktyki wzbudzania wstydu – Karen Straughan [napisy PL]

%d bloggers like this: