Nicole Sirotek – Pielęgniarka z OIOMu mówi, jak jest naprawdę

Pielęgniarka z Nevady, która przyjechała do Nowego Jorku aby pracować na pierwszej linii frontu walki z koronawirusem, pracując na  OIOM-ie, wypowiedziała się w poruszającym filmie o złym zarządzaniu i zaniedbaniach medycznych, które mają miejsce w szpitalach miejskich.

Nicole Sirotek - Pielęgniarka z OIOMu mówi, jak jest naprawdę

Pielęgniarka z OIOMu mówi, jak jest naprawdę w Nowym Jorku

 

Pielęgniarka z epicentrum. Rozmowa z Erin Marie Olszewski.

Witam wszystkich.  Dobry Boże.  Jest teraz godz. 8:42 czasu nowojorskiego.

Jestem z powrotem na swoim regularnym oddziale, odebrali mi pacjenta, tego czarnoskórego.  Teraz wysyłają mnie na inny oddział. Dokładnie to samo miało miejsce w poprzednim szpitalu.
Gdy tylko powiedziałam komuś, komuś z zarządu szpitala i upomniałam się o prawa mojego pacjenta, natychmiast mi tego pacjent odebrano spod opieki i przesunięto mnie na inny oddział.
Ja już nie wiem, co mam zrobić.

Jatrogenia kliniczna – Epidemie współczesnej medycyny, szkody na zdrowiu wynikłe z działań lekarzy.
Prawie 9 na 10 pacjentów z COVID-19 umieszczonych pod respiratorem umiera, jak wynika z danych szpitali z Nowego Jorku [27 kwiecień 2020]
Jedna trzecia zgonów z powodu koronawirusa w USA dotyczy mieszkańców domów opieki [maj 2020]
Dr Denis Rancourt: Śmiertelność ze wszystkich przyczyn podczas COVID-19: Żadnej zarazy, prawdopodobna oznaka  masowego morderstwa z powodu reakcji rządu [2 czerwca 2020]

Nawet rada rzeczników ds. praw pacjentów ma w nosie tych ludzi. Dosłownie, życie osób czarnoskórych nie ma tutaj żadnego znaczenia. To naprawdę jest smutne, że białej osobie, która mieszka setki kilometrów od tego miasta, bardziej zależy na tych ludziach, niż mieszkańcom tego miasta. Serio.

Wczoraj przeżyłam totalne załamanie, gdyż nie odebrałam ważnego maila odnośnie koniecznych poprawek do mojego projektu [wniosku] więc mój projekt został anulowany. W tym czasie dyskutowałam z zarządem na temat praw mojego pacjenta, by zapewnić mu należytą opiekę ponieważ ten pacjent jest poddawany niewłaściwej opiece medycznej.

Przeszłam cholerne załamanie nerwowe mój projekt został całkowicie anulowany, bo ja w tym czasie marnowałam czas broniąc interesów pacjenta, który i tak umrze. No i oczywiście, odebrano mi tego pacjenta.

Później, po jakichś dwóch godzinach pracy na dyżurze, przenieśli mnie na inny oddział. Dokładnie to samo miało miejsce w poprzednim szpitalu, kiedy domagałam się respektowania prawa tej drobnej, starszej Latynoski. Wiecie, sprawa wygląda tak. Będzie łatwiej, jeśli zarysuję Wam kontekst całej tej sytuacji. W porządku?

Wiem, że nie wszyscy ci pacjenci przeżyją. Nie jestem żółtodziobem ani ignorantem, czy hurra optymistką, by myśleć inaczej, ok? Zdaję sobie sprawę, że umrze duża liczba osób. Ale ci ludzie nie umierają przez COVID-19. Przedstawię Wam kilka przykładów.

Pielęgniarka z OIOMu mówi, jak jest naprawdę

Pewien anestezjolog wykonał intubację, jeżeli się nie mylę, oskrzela pacjenta, i nie byli w stanie zwiększyć jego poziomu saturacji krwi przez jakieś 5 godz. My w tym czasie czekamy na rentgen klatki piersiowej by potwierdzić, że rurkę intubacyjną założono w złym miejscu.

W międzyczasie, powiedzieliśmy anestezjologowi, że umieszczono ją w złym miejscu, gdyż wystarczyło tylko spojrzeć na pacjenta, bo jego klatka piersiowa jest zbyt nabrzmiała. Pacjent zmarł.

Inny pacjent, jego puls był na poziomie 40, jeden z rezydentów zaczął wykonywać uciski klatki piersiowej, ale to nie jest poprawne zachowanie w takiej sytuacji. Takich pacjentów się stymuluje zewnętrznie [przezskórnie] lub podaje się atropinę. Więc natychmiast podbiegam, by go powstrzymać przed wykonywaniem ucisków na pacjencie z pulsem.

Następnie decyduje, że trzeba podać pacjentowi epinefrynę, karze nam założyć mu elektrody, bo zamierza defibrylować tego pacjenta z bradykardią. Pacjent ma puls na poziomie 40
na stabilnym poziomie bradykardycznym. Wystarczy mu podać atropinę i przeprowadzić stymulację przezskórną. A on go ku**a defibryluje i w konsekwencji zabija pacjenta.

Ja wybiegam natychmiast z pomieszczenia w kierunku dyrektora pielęgniarek, który stał niedaleko. Mówię mu, czy nie może powstrzymać tego rezydenta, bo on zabije tego pacjenta. Zabije go, w kierunku dyrektora pielęgniarek, który stał niedaleko. Mówię mu, czy nie może powstrzymać tego rezydenta, bo on zabije tego pacjenta. Zabije go, jeśli wykona defibrylację pacjentowi z bradykardią i pulsem w okolicach 40. Dyrektor tylko potrząsnął głową. Odwróciłam głowę, a on zabił tego kolesia.

Była też jedna pielęgniarka, która umieściła zgłębnik nosowo-żołądkowy w płucach pacjenta i wypełniła jego płuca pokarmem.

 Jedna z pielęgniarek pomyliła insulinę długodziałającą z krótko działającą i podała pacjentowi 30 jednostek tej szybkodziałającej, zabijając pacjenta. Co jeszcze? Co jeszcze widziałam? Tak…
Tutaj jest tak, że…  Oni skazują tych pacjentów na gnicie pod respiratorem.

Postępują niewłaściwie z punktu widzenia sztuki lekarskiej.

Nie jestem lekarką, nawet nie utrzymuję, że jest inaczej, ale jak już wspomniałam, istnieją podstawowe standardy opieki, które należy przestrzegać. Jak np. gdy pacjent ma krytyczny poziom krwi w organizmie, to należy uzupełnić ten brak. Ale… Gdy spytałam rezydentów o to, a oni na to, czy pacjent ma krwotok wewnętrzny odpowiadam, że nie. Na co oni, że w takim razie nie wykonamy transfuzji. Teraz uwaga. Pacjenci z zakażeniem COVID-19 na którymś etapie i tak będą potrzebowali transfuzji krwi. Ich krew…  jeśli nie masz wystarczającej ilości krwi w organizmie, by dostarczyć mu niezbędną ilość tlenu, to żaden respirator nie pomoże. Respirator nie ma znaczenia, ponieważ organizm nie jest w stanie przetransportować tego tlenu.

Wspomniałam już o pacjencie, któremu do płuc dostawało się mieszane powietrze, ponieważ rurka intubacyjna był nieszczelna i nikt tutaj nie dysponuje monitorami, by kontrolować poziom ciśnienia. W końcu odkryłam, dlaczego tak się działo. Powiedziałam, że jego poziom krwinek białych regularnie… i to jest problem. I pytam, czy nie podać mu antybiotyków. „Nie. Czy pacjent ma gorączkę?” Ja mówię, że nie. Nie chcą podać antybiotyków. Pielęgniarka z dziennej zmiany zrobiła rentgena klatki piersiowej tego pacjenta – ma teraz ostre zapalenie płuc.

Mówiłam im o tym od dłuższego czasu, ale ponieważ pacjent nie miał gorączki, nie przepisano antybiotyków.

Pracuje tutaj pielęgniarka, która spała w cholernej dyżurce, kiedy my pracowałyśmy na salach. Pacjentowi skończyła się epinefryna, nie miał ciśnienia, jego mózg był niedotleniony i teraz pewnie
jest w stanie śmierci mózgowej. Ta sama pielęgniarka teraz operuje maszyną CRRT, do dializy,
czego nigdy w życiu nie robiła. Powiedziała, że „jakoś to rozpracuje”.
Rozumiecie to?
Jestem dosyć bystra i potrafię rozgryźć wiele rzeczy sama, ale nigdy nie próbowałabym tego z takim urządzeniem w trakcie zabiegu. „Ciągła terapia nerkozastępcza (Continuous Renal Replacement Therapy – CRRT)”

Mamy wystarczającą dużą kadrę, by obstawić wszystkie funkcje. Jest tu pielęgniarka, która ma kwalifikacje, by obsługiwać CRRT, opiekują się aktualnie mniejszą ilością pacjentów. Powiedziałyśmy im, że możemy tymczasowo zamienić te pielęgniarki, by obsłużyć tę maszynę. Tamta potrafi obsłużyć to urządzenie. Ale nie chcieli o tym słyszeć. Tak więc jestem prawie pewna, że ten pacjent będzie martwy w kilka godzin.

Dlatego właśnie wczoraj już ześwirowałam. Ponieważ tutaj nikt Cię nie słucha. Ich nie obchodzi, co się dzieje z tymi ludźmi. W ogóle. Dosłownie przychodzę tu codziennie by być świadkiem, jak ich zabijają. Ok, nie uda się uratować wszystkich, zgoda. Nie jesteśmy Bogami przecież. Ale… Niektórzy z tych pacjentów, choć może nie przeżyją, ale może zapewnijmy im opiekę hospicyjną. Ci pacjenci nie muszą być na OIOM-ie, przenieśmy ich na oddział paliatywny, na przykład. Niektórzy z tych pacjentów są pod narkozą dosłownie tylko po to, by trzymać ich pod respiratorem. Tylko po to.

Jedna z moich pacjentek znajduje się pod respiratorem, ona nie jest świadoma, nie jest nawet pod wpływem środków uspokajających. Wiecie, co jej podajemy codziennie? Środki na niewydolność oddechową – albuterol [Salbutamol] oraz.. otrzymuje dodatkowo insulinę. To tyle. To tyle. Nie leczymy na COVID-19. Serio, nie leczymy na to.

Każdego dnia staramy się odpiąć tych pacjentów, doprowadzić do stanu, gdy respirator będzie zbędny. Muszą oni spełnić określone kryteria odsadzenia. Każdego dnia pielęgniarka z dziennej zmiany odpowiednio zmniejsza dawki leków uspokajających do minimum, po czym każdej nocy, gdy my przychodzimy, tych samych dwoje rezydentów, ponownie podkręca dawki na maksimum i cała praca zmiany dziennej idzie na marne.

Następnie nadzorca zmiany dziennej po obchodzie mówi nam, że pacjent nie synchronizował się z ustawieniami respiratora. Więc znów musiałyśmy włączyć sedację, po czym zorientowałam się, że pacjent się nie synchronizował, ponieważ respirator pracuje w niewłaściwym trybie.

Cóż…  Ja już sama nie wiem, co mam dalej robić. Starałam się zwrócić do rzeczników praw pacjenta,
porozmawiać z dyrekcją szpitala, przełożonym pielęgniarek. Nic, nikt nic z tym nie robi. Na OIOM-ie, który właśnie opuściłam, śmiertelność wynosi 100%. Ci pacjenci żyją dłużej, bo są tam pielęgniarki z prawdziwego zdarzenia.

Więc… CDC wreszcie – wróć, nie CDC a FDA – wczoraj zatwierdziła badanie nad Remdesivirem. Jako środka do leczenia pacjentów z COVID-19. Kochani, ja już nie wiem, co mam robić. Dlatego miałam kompletne załamanie nerwowe. Musiałam dosłownie zadzwonić do mojej przyjaciółki od kryzysów, a ona odebrała w czasie, gdy brała prysznic bo wiedziała, że potrzebuję pomóc. Chciałam z nią porozmawiać.

Tutaj jest jak w jakiejś surrealistycznej strefie zawieszenia, tutaj wszyscy zachowują się tak jakby to co się tutaj dzieje, działało tak jak należy. Jedna analogia, którą udało mi się wymyślić, by ująć to wszystko w szerszy kontekst jest następująca.

Przykład jest bardzo ekstremalny, ale to jedyne, co udało mi się wymyślić. Wyobraźcie sobie, że to są nazistowskie Niemcy, gdzie zapędza się Żydów do komór gazowych, ja jestem tą osobą, która mówi,
że to jest błąd, to jest moralnie złe, nie powinniśmy tego robić. Wszyscy natomiast mi mówią, że
„Trzymaj się, wykonujesz świetną robotę, ale nie da się ocalić wszystkich.” „Jesteś wspaniałą pielęgniarką.”

No co wy, wiem, że jestem dobrą pielęgniarką, daję z siebie 500% każdego dnia. Nie jestem niedbała, wiem. Ok? Nie musicie mi tego mówić! To, czego potrzebuję to kogoś, kto mi pomoże ratować życie tych ludzi, żeby nie zostali zabici. Ocalić przed nieudolnością i niewłaściwym udzielaniem pomocy medycznej. Ale nikt mnie nie słucha. Serio. Nikt.

Próbowałam nawet kontaktować się telefonicznie z grupami działającymi na rzecz osób czarnoskórych – albo zawieszają rozmowę, albo się rozłączają. Próbowałam rozmawiać z dyrekcją. Teraz mnie przenieśli na inny oddział. Serio, ja już nie wiem, co mam robić. Może ktoś z Was zna jakieś…  rozwiązanie tego problemu. Mi się już skończyły pomysły.

Gdy tylko zacznę rozmowę z którąś z pielęgniarek czy osobą z personelu na ten temat, słyszę tylko, że nie „wszystkich nie da się ocalić”. Pielęgniarki tutaj wiedzą, co się dzieje. Zgadzają się ze mną.
Tylko kręcą głowami, a ja myślę sobie, czy nie jestem tutaj jedyną niesocjopatyczną osobą.
Jak oni mogą się na to godzić?

Medyczni socjopaci – Dr Mark Sircus

Kochani, oni tutaj nawet nie wiedzą, że pacjent zmarł. Wspomniałam już, że raz przydzielili mi zmarłą osobę?  Nikt nie wie, od kiedy ten pacjent nie żyje. Jak może ktoś cokolwiek ocenić, jeżeli nie ma stetoskopu? Zazwyczaj używamy takich jednorazowych stetoskopów, ale ja wiedziałam, co się szykuje i zabrałam swój własny stetoskop. Ani razu będąc tutaj nie widziałam, aby ktokolwiek przesłuchał płuca któregoś z pacjentów, nawet przy użyciu tych jednorazowych stetoskopów.

Ciągle im powtarzam, że jeden z moich pacjentów zaraz dostanie kwasicy i że trzeba coś z tym zrobić,
zanim wysiądą mu nerki. Podajcie mu wodorowęglan czy coś podobnego. Tak właśnie tutaj postępują – doprowadzają do zakwaszenia krwi u pacjentów, ich nerki przestają funkcjonować i w ostatniej chwili…

 Kolejna osoba na piep**onym oddziale ratunkowym. To już chyba piąty taki przypadek tej nocy. Jakiś koleś został postrzelony przed szpitalem, dwie kule w klatkę piersiową i dwie w brzuch. Co do k**wy jest nie tak z tymi ludźmi?

Wracając do tematu – nerki przestają funkcjonować i w ostatnim możliwym momencie decydują, że podadzą pacjentowi wodorowęglan. Więc aplikują 5 litrów wodorowęglanu, pacjent  przybiera 20 funtów (ok. 9kg) na wadze od tych płynów, pacjentowi siada serce i kilka godzin później umiera. Tak właśnie skończył jeden z moich pacjentów.

Kiedy zaczęli mu podawać wodorowęglan, skończyłam właśnie dyżur i udałam się do domu. Kiedy wróciłam do pracy na kolejną nocną zmianę, pacjent już nie żył.

Przydzieli mi tego pacjenta, już nieżywego. Ci pacjenci nie umierają na COVID-19, ok?
Owszem, COVID-19 zbierze swoje żniwo, niektórzy, owszem, kończą z niewydolnością wielonarządową, która skończy się ich śmiercią. Ja to k**wa wiem, nie jestem świeżakiem po studiach, który chciałby ocalić wszystkich ludzi na świecie, ok? Mówię, że oni tych pacjentów zwyczajnie mordują. I nikt mnie nie chce słuchać. Nie jestem lekarzem, ale wiem na pewno, że defibrylacja pacjenta ze stabilnym pulsem na poziomie 40 zakończona zgonem pacjenta, to jest to morderstwo. I jestem wręcz pewna, że jeśli pacjentowi ustawi się poziom dodatniego ciśnienia końcowo-wydechowego na poziomie 25, gdzie maksimum to 15, może 20 i wysadzi się mu płuca, co skończy się jego śmiercią, to to nic innego, jak morderstwo.

Właśnie byłam świadkiem, jak lekarz założył cewnik centralny w rozerwaną żyłę podobojczykową i pacjent się k**wa wykrwawił na śmierć. To nie COVID-19, źle założył ten cewnik. To nie COVID-19 zabił tego pacjenta. Owszem, pacjent był przyjęty jako zakażony, jak zresztą każdy z moich pacjentów. Ani razu nie przydzielono mi innego rodzaju pacjenta, ok? Mam na myśli, że… Brak mi już słów. Więc…  Dlatego wczoraj tak się wkurzyłam. Ponieważ nikt mnie nie słucha. Dlatego musiałam zadzwonić do mojej przyjaciółki, musiałam się utwierdzić, że nie zwariowałam. To jest przecież niewłaściwe. O Boże.

Raz anestezjolożka założyła rurkę dotchawiczną w złym miejscu i pacjent udusił się własną krwią. To nie COVID-19, źle założyła tę rurkę. Nikogo to nie obchodzi, bo ci pacjenci to osoby z mniejszości rasowych i etnicznych, a jesteśmy przecież w środku piep**onego getta. To po prostu nie jest ok. Wychowałam się w biednej rodzinie. Wiem, jak to jest, być kompletnie zapomnianym, nie mieć nikogo, kto by walczył o twoje prawa. Dlatego jestem taka wkurzona. Jak już mówiłam, wiem, że wielu z tych pacjentów umrze, ale… Wiecie…

To nie COVID-19 spowodował to zapalenie płuc. Niepoprawnie założona rurka dotchawiczna, która spowodowała uszkodzenie płuc, oni nie pozwolili mi nawet jej poprawić. Wystarczyło ją tylko trochę wyregulować. Ale oni mi nie pozwolili. Tak więc jeśli ktoś z Was ma jakiś pomysł co mogę jeszcze zrobić, by ocalić mojego ostatniego czarnoskórego pacjenta, zanim mnie przeniosą do innego szpitala, byłabym wdzięczna. On jest wciąż świadomy. Gdy wchodzimy do jego pokoju, to jego puls, ciśnienie krwi wzrastają. Nie synchronizuje się z respiratorem. Jego zmysł wzroku nadal działa, a kiedy wychodzimy, jego puls spada. On po prostu fizycznie nie jest w stanie się z nami komunikować. Wytłumaczyłabym mu, co się z nim dzieje, ale będąc pod respiratorem trudno cokolwiek usłyszeć. Takie bycie podłączonym do respiratora to pewnie straszne uczucie. Zwłaszcza będąc pod tyloma środkami uspokajającymi. Jest taksówkarzem, mieszka kilka przecznic stąd. Więc… Ma jakąś rodzinę, ale… Problem jest taki, w aktach jest 999994…, to numer telefonu, adresu nie udało mi się spisać, bo niespodziewanie mnie przeniesiono.

Teraz siedzę w pokoju z automatami samoobsługowymi. Jest tu przyjemnie i chłodno. Jestem w trakcie zmiany oddziału, więc jeszcze się nie zorientowali, że zniknęłam. Pomyślałam, że muszę się najpierw zebrać do kupy, ale jeszcze się nie zameldowałam na nowy oddział. Byłam już jakiś czas na tym oddziale, ale co tam, jestem elastyczna. Niemniej, rozmawiałam z administratorem dzień po tym, jak mnie przeniesiono. To samo było w tamtym szpitalu, oni mają gdzieś tych ludzi. A ja muszę patrzeć, jak ci pacjenci umierają. O Boże. Właśnie w telewizji pokazują jakąś dziwną telenowelę. Chyba o psie.

Próbowałam porozmawiać z dyrekcją szpitala i kontaktować się z CMS (Centers for Medicare and Medicaid services). Próbowałam dodzwonić się do ich federalnego oddziału ds. osób starszych. Próbowałam też kontaktować się z kilkoma lokalnymi grupami Black Power. Kto jeszcze? To zajęło mi kilka godzin, dlatego też przegapiłam tego maila odnośnie mojego projektu. Kontaktowałam się nawet z redakcją gazety. Nikt nie oddzwonił. Więc..  Stacy, cholera. Pewnie tutaj oszaleję, ponieważ nie jestem  socjopatą godzącym się na to, co się tutaj dzieje. To jest najdziwniejsze, że oni wszyscy  przechodzą nad tym do porządku dziennego.

Przyrzekam, że załapałam się na autobus i zatrzymał się tutaj w „strefie zawieszenia”. Jak można nie wiedzieć, że Twój pacjent nie żyje. Serio. Gdy byłam na poprzednim oddziale i mieliśmy urwanie głowy, ciała piętrzyły się, w takiej sytuacji mogę to zrozumieć. Ale tutaj jest mnóstwo personelu. Mamy setki dodatkowych pielęgniarek, które wciąż tutaj przebywają, które nie są normalnie częścią kadry tego szpitala. Ale sytuacja jest już opanowana. Sytuacja jest już pod kontrolą, więc nie ma powodu, by nie wiedzieć, że pacjent nie żyje.

Nie ma potrzeby, by używać urządzenia do dializy bez odpowiedniego przeszkolenia, gdy na oddziale jest pielęgniarka takie umiejętności posiadająca.

Jestem tak zła, że mi się ręce trzęsą. Tak pielęgniarka, która spała w dyżurce, wczoraj właśnie wracała z ostrego dyżuru i zagadała, gdy przechodziłam swoje pierwsze załamanie nerwowe. Mówi, że oni niekoniecznie [niepotrzebnie] wszystkich od razu intubują, próbują także innych metod. Dziewczyno, nie jestem żółtodziobem, potrafię… poznać, kiedy osoba potrzebuje intubacji, ok? A ona, że nic takiego nie sugerowała.

W poprzednim szpitalu wykonywali niepotrzebne intubacje, bo nie potrafili poprawnie podłączyć respiratora do aparatury CPAP lub BiPAP. Oczywiście, istnieją jasne przesłanki, że „koleś potrzebuje rurki”. Ja to wiem, wiem o tym. Boże!

Mój prowadzący w poprzednim szpitalu, który również domagał się egzekwowania praw pacjentów,  na spotkaniu organizacyjnym i kursie szkoleniowym ostrzegł mnie, że będę miała problemy.
Jego też przenieśli za obronę pacjentów. Teraz jest w innym szpitalu, próbowałam się z nim skontaktować, ale jeszcze nie odpisał. Myślicie, że to co ja widziałam, to koszmar? On widział znacznie gorsze rzeczy, niż ja. Jak źle wyglądam? I tak są tak zajęci ustawianiem respiratorów,
że nie ma to żadnej różnicy. Nie zorientują się, że byłam tutaj i odchodziłam od zmysłów. No dobra Kochani, idę na mój nowy oddział. Zobaczymy, jak tam ich zabijają. Bądźcie zdrowi i unikajcie nowojorskiej opieki medycznej.

Pin It on Pinterest

Share This

Share this post with your friends!

%d bloggers like this: