Szara propaganda – eufemizmy, półprawdy i fikcje

Nie można jednocześnie zapobiegać wojnie i przygotowywać się do niej

„Nie można jednocześnie zapobiegać wojnie i przygotowywać się do niej. Samo zapobieganie wojnie wymaga więcej wiary, odwagi i zdecydowania, niż potrzeba do przygotowania się do wojny” – Albert Einstein

 

Doświadczenia wyniesione z pracy podobnych do Świtu rozgłośni z lat II wojny światowej, sprawiły, że wyróżniono osobny rodzaj „szarej” propagandy, gdzie „źródło informacji może być poprawnie identyfikowane lub ukryte, a dokładność informacji nie jest do końca pewna”.

* * *

Kłamstwo jest obecnie kolportowane powszechnie. „Kłamstwo poparte siłą, wtłacza się w umysły ludzkie jako prawdę przy pomocy najordynarniejszych metod i pod wysokim ciśnieniem. Każe się wierzyć i kwita. W tej nawale kłamstwa umysł przestaje w końcu samoczynnie działać, poddaje się i idzie… Wierzchnia warstwa myśli i mózgu, przeznaczona do codziennego użytku, nie jest w stanie oprzeć się i poddaje się nawet już nie tylko wyszu­kanym, ale wręcz pierwotnym i gruboskórnym kłam­stwom. Jedynie głębsze warstwy mózgu i myśli działają normalnie i od czasu do czasu reagują. Wtedy dopiero odczuwa się, w jakich łańcuchach i w jakim spętaniu kłamstwem żyje dzisiejsza ludzkość. Bezsilność wobec tego kłamstwa osłabia jeszcze bardziej odporność i ludzie najbardziej rozsądni zamieniają się w stado baranów… Całe narody wytresowano już w przyjmowaniu kłamstwa za prawdę…”

W świecie marketingu urządzeń technicznych kul­tura korporacyjna oraz niechęć wielkich koncernów do uczciwego przyznania się do błędu wykreowały sztukę posługiwania się pseudonaukowami eufemizmami. Nie­pokojące słowo „ogień” zastąpiono sformułowaniem „niekontrolowane zdarzenie termiczne”. Groźnie brzmią­cą „eksplozję” zamieniono w „szybki rozkład na elemen­ty” albo „spontaniczny, szybki incydent rozpadowy”. Równie dramatyczny „wybuch” przerobiono na „niepla­nowaną utratę kształtu”, a „zderzenie”, np. samochodów, na „dekonstrukcyjny efekt przyspieszenia ujemnego”.

Podobna ekwilibrystyka słowna stosowana jest po­wszechnie w sprawozdaniach medialnych z wojen, lub raczej „interwencji humanitarnych”. Medialny leksykon zależny jest od strony konfliktu. Korespondenci wojenni jednej strony mają „wytyczne oficerów prasowych” i zapewne dlatego ich relacje należy uważać za rzetelne, natomiast dziennikarze przeciwnika „poddawani są cen­zurze”, co niejako z definicji czyni ich niewiarygodnymi. Jeśli jedna strona ma „siły zbrojne”, to druga ma „machi­nę wojenną”. Nasi żołnierze są „odważni”, ale żołnierze przeciwnika to „fanatycy”. Nasi żołnierze są „ostrożni”, ich żołnierze są „tchórzliwi”. Partyzanci na tyłach to dla jednych „bojownicy o wolność”, a dla drugich „bandyci” lub „terroryści”. Przywódca jednej strony jest „mężem stanu”, drugiej – „zbrodniczym dyktatorem”.

Dlaczego toksyczny trybalizm niszczy nasze społeczeństwo i co z tym zrobić?
Film Wojna, której nie widać – John Pilger
Początki medialnych fake newsów, które doprowadziły do wojny USA vs Hiszpania [1898]
Fraza „teoria spiskowa” – broń w walce informacyjnej rozpowszechniona przez CIA po 1967 roku
Film Zrobieni w bambuko [Hoaxed] – Mike Cernovich

Język prasowych komunikatów frontowych, zwłaszcza anglosaskich, obfituje w zakłamania i określe­nia łagodzące grozę wojenną Żołnierzy wroga już się nie zabija, zamiast tego „degraduje się siły zbrojne przeciw­nika”. Zbombardowane obiekty cywilne to „zniszczenia towarzyszące”. Lotniczy atak bombowy nazywany jest od niedawna „obsługą celu”, albo „zbrojnym rozpozna­niem”. Omyłkowy ostrzał artyleryjski własnych oddzia­łów, to „przyjacielski ogień” lub „przypadkowy zrzut amunicji”. Jeńców się nie torturuje, tylko poddaje „wzbogaconym technikom przesłuchania”.

Przykłady politycznie poprawnego „łagodzenia” hi­storii w karykaturalnym wymiarze można powszechnie spotkać na ulicach Warszawy, gdzie na licznych tabli­cach upamiętniających zbrodnie na Polakach widnieje enigmatyczna informacja, że zostały one dokonane przez „hitlerowców”. Zamordowanymi są Polacy, ale mordercy nie mają narodu. Dlaczego?

Przyczyną jest polityczna manipulacja językowa sprzed pół wieku, która staje się niezrozumiała dla mło­dego pokolenia (zwłaszcza obcokrajowców) i coraz sku­teczniej zaciera dramatyczny przekaz pamiątkowych tablic.

W pierwszych latach po II wojnie światowej nazy­wano rzeczy po imieniu. Zbrodni wojennych dokonywali Niemcy, egzekucje uliczne były dziełem Niemców, mor­dowali, palili, rozstrzeliwali Niemcy. Ale w 1949 roku powstała Niemiecka Republika Demokratyczna – pań­stwo miłujące pokój i budujące socjalizm. Po drugiej stronie Łaby była Niemiecka Republika Federalna (póź­niej przemianowana na Republikę Federalną Niemiec) pełna odwetowców, rewanżystów i neofaszystów. Byli więc dobrzy Niemcy oraz źli Niemcy i ówcześni propa- gandyści musieli coś z tym zrobić. Wymyślono „hitle­rowców”. Termin „naziści” nie był wówczas tak popularny jak dzisiaj, a ponadto w przedwojennym i wo­jennym pokoleniu pamiętano, że w szeregach Wehrmach­tu, SS, Gestapo, Kripo i rozlicznych uzbrojonych służb porządkowych i bezpieczeństwa służyli nie tylko człon­kowie NSDAP, ale także bezpartyjni Niemcy.

Termin „hitlerowcy” jako zamiennik „Niemcy” przysechł, chociaż był eufemizmem kryjącym prawdę. George Orwell pisał, że eufemizmy służą „obronie rze­czy nie do obrony”. Ilustrując swą tezę przypominał, że termin „pacyfikacja”, czyli „uspokajanie” określa palenie domostw, wybijanie inwentarza, wyganianie mieszkań­ców. „Korekta granic', to przymusowe wysiedlenia i wywózka całej ludności, zsyłka do obozów pracy to „eliminacja niepewnego elementu”. Stosowanie takich zamienników w języku politycznym służy – według Or­wella – zacieraniu odpowiedzialności za czyny sprzeczne z podstawowymi kanonami moralnymi.

W eufemizmach tkwi niebezpieczeństwo wypacze­nia języka, a więc środka komunikowania się ludzi, for­mułowania i przekazywania wiedzy, myśli i uczuć. Wyprostowanie wypaczenia zakorzenionego w języku jest niesłychanie trudne, bowiem każdy zmanipulowany termin zaciera jak mgła kontury prawdy. Zwłaszcza jeśli eufemizmy przyczepią się i przyschną jak błoto. Wrasta­nie eufemizmu w ludzką świadomość ogranicza możli­wości komunikowania się, bowiem posługując się nim przekazuje się nieprawdę. Jeśli chodzi o eufemizmy o charakterze politycznym, to elita władzy tworzy je za­zwyczaj na użytek mas. Sama doskonale zna prawdę, którą chce zamazać i ulukrować. Zależy jej jednak, aby dotarła ona do powszechnego odbiorcy w maksymalnie złagodzonym brzmieniu. Większość wykorzystywanych w politycznej propagandzie eufemizmów ma stosunkowo krótki żywot, ale część wślizguje się ukradkiem do biu­rokratycznej i medialnej rutyny, a ich życie trwa często znacznie dłużej niż ich doraźna polityczna przydatność.

Wszechobecność eufemizmów narzucanych przez intelektualne elity w ramach wymogu politycznej po­prawności sprawia, że jak pisał dokumentalista radia BBC Brian King: „żyjemy w środku dżungli kłamstwa. Fałsz zwisa z każdej gałęzi. Półprawdy i fikcje czają się w poszyciu jak jadowite węże kąsające nieostroż­nych.” Ale na dobrą sprawę King nie ma racji, bowiem obecnie się nie kłamie. We współczesnych czasach jest się „oszczędnym w mówieniu prawdy”. Nie ma też kłam­stwa. Jest „zmodyfikowana prawda”.

Od jakości głoszonego kłamstwa zależy w dużej mierze skuteczność propagandy. Inny fałsz podsuwany jest wyrobionym odbiorcom, a inny masowym. Istnieje wprawdzie pewne niebezpieczeństwo, że bardziej zorien­towani odbiorcy zdemaskują kłamstwo szyte zbyt gru­bymi nićmi, ale jest ono niewielkie, bowiem „mieszkańcy burs akademickich są równie łatwowierni, co mieszkańcy slumsów”. Zwłaszcza, jeśli wiarygod­ności kłamstwu dodaje postać znana, utytułowana i sza­nowana. Przykładem skuteczności nieprawdy firmowanej przez taką osobę jest Raport o Zarzucanych Niemcom Pogwałceniach Prawa w Belgii opracowany przez Komi­sję Królewską na początku I wojny światowej i opubli­kowany 13 maja 1915 roku w Londynie. Dokument sygnował James Bryce, prawnik o międzynarodowej re­nomie, członek Izby Lordów, były ambasador Imperium Brytyjskiego w Waszyngtonie, znany bojownik o prawa człowieka. Raport ociekał krwią i był pełen opisów ma­sowych gwałtów, obcinania kończyn, przybijania dzieci bagnetami do ścian i innych koszmarnych zbrodni, jakich mieli się dopuszczać żołnierze kajzerowskich Niemiec. Rozpowszechniony w neutralnych jeszcze Stanach Zjed­noczonych, Raport wywołał druzgocąco negatywny dla Berlina efekt. Nieco później, amerykański prawnik Cla- rence Darrow usiłował odszukać wśród belgijskich ucie­kinierów we Francji choćby jedno dziecko pozbawione dłoni lub stopy. Nie znalazł, chociaż oferował 1000 dola­rów nagrody, co na owe czasy było pokaźną kwotą. Do­chodzenia zarządzone przez Papieża oraz premiera Włoch również nie potwierdziły zarzutów Raportu, ale w oczach amerykańskiej opinii publicznej w niczym nie podważyły jego wiarygodności. Prestiż lorda Bryce’a wykluczał wszelkie wątpliwości.

Z kolei przykładem braku skuteczności propagandy są ostatnie miesiące II wojny światowej. Pomimo kam­panii prowadzonych przez alianckie, głównie brytyjskie, służby propagandowe nie udało się wywołać w Niemczech chaosu i społecznego buntu. Ambasador Japonii w Berlinie, generał Oshima Hiroshi informował Tokio 19 lutego 1945 roku, że w stolicy dogorywającej III Rzeszy „jest duża liczba obcokrajowców na robotach, ale nawet rosyjscy jeńcy wojenni pracują normalnie jak w przeszło­ści. Trudno jest zauważyć jakiekolwiek oznaki niepoko­ju. Kradzieże żywności, alkoholi i wyrobów tytoniowych są na niższym poziomie niż w przeszłości. Nie słyszymy też nic o wzroście liczby włamań, czy innych poważnych przestępstw…opowieści o wielkiej liczbie ukrywających się w ruinach Berlina dezerterów i obcokrajowców wywiezionych na roboty, są tylko czczą propagandą.”

Mechanizm propagandy zasadza się najczęściej na podziale na obozy „my” i „oni”. Wzorcowym wręcz przykładem było (wycofane już) hasło portalu niezależna.pl „my informujemy – oni kłamią”. Nadawca propagan­dy na różne sposoby zachęca odbiorców do przyłączenia się do obozu „my”, przekonując, że jest to lepszy wybór niż pozostanie w grupie „oni”, albowiem „my” to rosnąca stale społeczność ludzi mądrych, światłych, postępowych i rozsądnych. W przypadku niezależna.pl „my” to spo­łeczność ludzi szukających wiedzy, dochodzących praw­dy i rzetelnie poinformowanych. Natomiast „oni” to oszukiwane stado osobników o spranych mózgach.

Istnieje wiele sposobów namawiania, przekonywa­nia i skłaniania do przyłączenia się do obozu „my”, ale w większości są to warianty kilku podstawowych metod:

— kategoryzacja – są to ataki ad personam, polegające na przypisywaniu konkretnym osobom z grupy „oni” określonej ideologii (np. „faszysta” lub „komunista”), zaliczaniu ich do specyficznej społeczności (np. „określonych sił” lub „grupy nacisku”), a także na podważaniu ich umiejętno­ści zawodowych (np. „pozbawiony profesjonali­zmu” w odróżnieniu od fachowca lub „propagandysta” w odróżnieniu od informującego rzetelnie).

— etykietowanie – czyli ataki ad personam wykorzystujące fakt, że łatwiej jest atakować niż się bronić (trudno jest udowodnić, że nie jest się wielbłądem). Etykieta ma przy tym wyrzucać ata­kowanego poza obóz „my”. Ulubionymi etykie­tami są „ekstremista” lub „radykał”, które w założeniu wykluczają obdarzonego taką etykietką z umiarkowanej większości ludzi światłych i roz­sądnych oraz skłaniają do ignorowania jego ar­gumentów. Podobną funkcję eliminacji spełniają etykiety „wstecznik”, „oszołom”, itp. Przylepiają­cy komuś etykietę żeruje na tym, że bez względu na swą rzeczywistą wartość, ludzie chcą być po­strzegani jako lepsi, a nie gorsi.

— generalna pochwała – to znaczy werbalna prezentacja obozu „my” w pozytywnym świetle z użyciem kojarzących się dobrze określeń w rodzaju: demokracja, tolerancja, postęp, cywilizacja, sprawiedliwość, równość, pokój, itp.Terminy te wykorzystuje się obficie, ale bez precyzyjnego wyjaśniania o co konkretnie chodzi. Interpretację pozostawia się w zamyśle odbiorcom, u których użyte określenia mają rozbudzić, niekoniecznie logiczne, ale zawsze pozytywne emocje. Przykła­dowo, slogany z opakowań środków spożyw­czych typu „w zgodzie z naturą”, „w pełni naturalne” lub „100% organiczne” można wprawdzie odnieść w równym stopniu do konfi­tur, co do łajna, ale zazwyczaj budzą raczej deli­katesowe skojarzenia.

— Przeniesienie skojarzeń – wykorzystanie w jednym obszarze pojęć różnych pozytywnych lub negatywnych symboli, określeń, haseł, itp. skrótów myślowych zakorzenionych w innym ob­szarze. Przykładem jest eksploatacja barw naro­dowych, konturu Polski z uśmiechem świadczącym, jakie to szczęście jej się niesie, gwiazdy Dawida, sfastyki, lub obdarzanie ety­kietką „kibol” wszystkich maszerujących pod na­rodowym sztandarem.

–Przeniesienie prestiżu – eksploatacja po­pularności lub autorytetu znanych posta­ci/organizacji/terminów do promowania określonych treści. Od pojawiania się znanego ak­tora w towarzystwie polityka na wiecu wybor­czym, poprzez udzielanie mniej lub bardziej otwartego poparcia ze strony cieszącej się sza­cunkiem grupy społecznej, aż do tekstu obfitują­cego w wyrazy obce i ładnie brzmiące sformuło­wania naukowo-techniczne. Celem takiego zabiegu lingwistycznego jest skłonienie odbiorcy do przyjęcia podsuwanego mu wniosku końco­wego bez zastanawiania się nad tokiem rozumo­wania prowadzącym do tego wniosku.

–selektywna prezentacja – wykorzysty­wanie i uwypuklanie wygodnych faktów i pomi­janie niewygodnych. Jest to jedna z najpopularniejszych metod propagandowych, chociaż z prawnego punktu widzenia mieści się w kategorii „oszustwo”.

–budowanie obozu – skłanianie odbiorców do utożsamienia się z nadawcą. Od powszechnie stosowanego przez mówców wiecowych sformu­łowania „my” zamiast „ja” po mniej lub bardziej subtelne wabienie do wskoczenia na tę samą plat­formę postępowej większości w odróżnieniu od zaściankowej mniejszości, albo do dołączenia do nowoczesnej awangardy w odróżnieniu od wstecznych „moherów”.

Powyższe metody mają skłonić odbiorców propagan­dy do szybkiej decyzji wyboru obozu „my” albo „oni”. Propaganda nie zostawia pola do manewru stawiając odbiorców przez wyborem „albo-albo”. Albo pełen entuzja­zmu jesteś „z imi”, albo idziesz błędną drogą „przeciwko im”. Pewną odrnianą jest prezentacja rzeczywistości skłaniająca do wyboru „mniejszego zła”, co jednak w konse­kwencji prowadzi do dołączenia do obozu „my”.

Nawet najlepsze metody nie zmieniają jednak fak­tu, że propaganda staje się skuteczna dopiero w określo­nych, sprzyjających warunkach. Społeczności ludzi zadowolonych, nie bez podstaw przekonanych o słuszno­ści linii rządzących, o ich uczciwości i gotowości do słu­żenia dobru wspólnemu; społeczności, w których nie ma deficytu informacji prawdziwej i sprawdzalnej nie pod­dają się działaniom propagandowym, albo poddają się bardzo powoli.

Długotrwałe odwoływanie się do propagandy tworzy poważne zagrożenia społeczne i jest niebezpieczne dla rządzących. Konsekwentne zastępowanie prawdy fałszem, prowadzi zazwyczaj do uwierzenia we własną propagan­dę, a co za tym idzie do utraty możliwości poprawnej oce­ny rzeczywistości oraz do wewnętrznego zakłamania. Zatajanie niewygodnych informacji, unikanie rzetelnych wyjaśnień oraz rozpowszechnianie półprawd staje się w miarę ich stosowania przyzwyczajeniem czynników ofi­cjalnych.

Kłamstwo łatwo przekształca się w nałóg fałszowa­nia rzeczywistości. Umiejętne oczernianie przeciwnika staje się odruchem, a w pewnych środowiskach nawet obowiązkiem i urasta do pozytywnej wartości aprobowa­nej i budzącej szacunek innych członków grupy. Prowa­dzi to do destrukcji ugrupowania, bowiem „trucizna fałszu” niszczy bez względu na to, czy została wyprodu­kowana oficjalnie, półoficjalnie, czy też prywatnie. „Wstrzyknięcie trucizny nienawiści do ludzkiego umysłu drogą podsuwania fałszu”, jest większym złem niż zabój­stwo, bowiem „splugawienie ludzkiej duszy jest gorsze niż destrukcja ludzkiego ciała”.

Na krótką metę propagandowe granie na emocjach może jednak przynieść rezultat. Kiedy stworzy się atmos­ferę czającego się niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia oraz zarysuje grozę szkód duchowych i materialnych, które może lub zamierza wyrządzić przeciwnik, to nawet ludzie z gruntu uczciwi i prostolinijni zaczynają przy­zwalać na rozpowszechnianie kłamstw i manipulowanie informacją. Zwłaszcza w warunkach zagrożenia ze­wnętrznego, kiedy „odmowa kłamania jest uważana za zaniedbanie, powątpiewanie w kłamstwo za wykroczę- nie, a głoszenie prawdy za przestępstwo”. Dlatego też okupowanym narodom, po zdjęciu jarzma ucisku, zaleca się przywrócenie jak najszybciej szacunku do samych siebie. „Brak szacunku do samego siebie jest … aktyw­nym wirusem” niszczącym tkankę narodu. Wirus ten przejawia się w krytykanctwie, braku współpracy, skłon­ności do konfliktów wewnętrznych, co uniemożliwia otrząśnięcie się z traumy okupacji.[1] W Polsce po 1989 roku postąpiono odwrotnie propagując antypatriotyzm i lansując hasła w rodzaju „polskość to nienormalność”, „patriotyzm to tęsknota za krajobrazem”, itp.

Posługiwanie się kłamstwem w propagandzie wiąże się jednak z poważnym ryzykiem na dłuższą metę. Zwłaszcza w sytuacjach konfliktowych. Odbiorcy i to bez względu na kraj i wykształcenie, nie lubią, kiedy wyznawane przez nich ideały są cynicznie wykorzysty­wane i plugawione drogą manipulacji, półprawd, kłam­stwa i ordynarnych fałszerstw. Zwłaszcza, kiedy ich łatwowierność eksploatowali ludzie, którym zawierzyli i obdarzyli szacunkiem. Gniew oszukanych i wykorzysta­nych może być trudny do spacyfikowania, a jeśli nawet nie dojdzie do erupcji, to utrata wiarygodności politycz­nej może okazać się nie do odrobienia. Nawet drogą mnożenia nowych kłamstw.

Innym realnym zagrożeniem jest degradacja zawo­du dziennikarskiego. Fałszowanie rzeczywistości szybko „wchodzi w krew”. W propagandzie, gdzie argumenty i rozsądek zastępowane są emocjami, a podbarwianie in­formacji i żonglerka faktami zastępują rzetelne docho­dzenie do prawdy, przewagę wewnątrz zawodu zdobywają „cyngle”, osobnicy pozbawieni profesjonal­nego kręgosłupa moralnego, gotowi za awans lub sowite honorarium napisać każde kłamstwo. W konsekwencji redakcje zamieniają się w tuby propagandowe wydawcy lub określonych grup nacisku, a merytoryczną zawartość takiego medium, tak jak w przypadku wielkiego polskie­go dziennika, można podzielić na trzy kategorie:

– informacje prawdziwe – czyli data i cena,
– informacje prawdopodobne – prognoza pogody,
– oraz cała reszta.

We współczesnych czasach przed propagandą się nie ucieknie, gdyż stała się już podstawowym narzę­dziem polityków, prawników, specjalistów od reklamy i marketingu, itp. Jednak nawet w sytuacji obezwładniają­cego zalewu propagandy obrona przed nią jest możliwa. Fundamentalne znaczenie ma uświadomienie sobie, że jest się poddawanym skoncentrowanym i prowadzonym z premedytacją działaniom propagandowym. Już ponad 100 lat temu Józef Piłsudski demaskując działania władz carskich tłumaczył: „rząd, oparty na ciemnocie ludzkiej, … jest zdecydowanym wrogiem rozwoju świadomości wśród podbitej ludności i strawa duchowa, przezeń udzielana, na pewno okaże się zatrutą”. Od tamtych czasów w praktyce podbojów społeczeństw zmieniło się tylko to, że mniej jest bagnetów, a więcej zatrutej strawy duchowej. Dlatego też myśląc o obronie trzeba rozsze­rzać własną świadomość oraz wyrabiać w sobie, lub umacniać otrzymany w domu rodzinnym, solidny kom­pas moralny. Ma on niewiele wspólnego z ideologią ale stanowi oparty na odwiecznych prawdach porządek war­tości, dzięki któremu łatwiej jest nauczyć się jak rozpo­znać propagandę i jak nie poddać się propagandowej manipulacji.

Źródło: dr Rafał Brzeski

Wojna informacyjna - wojna nowej generacji

 

Zobacz na: Walter Lippmann – ojciec współczesnego dziennikarstwa
Jak pisać o szczepionkach – poradnik dla dziennikarzy i felietonistów – Jefferey Jaxen
Film pt. Wybiórcza głuchota. Brian Deer i Naczelna Rada Lekarska
Co to jest racjonalizm? Lekcja dla pseudoracjonalistów na przykładzie akcji propagandowej Stopstopnop

Transkrypt wywiadu Edwarda Griffina z Yuri Bezmenovem o dywersji
Sterowanie społeczne – pośrednie i bezpośrednie – Józef Kossecki
Społeczne procesy poznawcze – Józef Kossecki
Myślenie pojęciowe, a myślenie stereotypowe – Andrzej Wronka, Kazimierz Ajdukiewicz, Józef Kossecki

George Carlin o eufemizmach – napisy PL

 

Magia zaimków! Wskazówki dla początkujących przestępców politycznych – napisy PL

Chciałbyś założyć swój własny, agresywny gang żerujący
na spokojnych mieszkańcach?
W tym materiale znajdziesz pewien schemat i sposób postępowania obecny na naszej planecie od wielu wieków. Jeśli go zrozumiesz, wierzę, że pomoże osiągnąć ci twój cel.

Jeśli masz zamiar odnieść sukces, musisz porzucić zwyczaj prawidłowego operowania językiem.
Kiedy ludzie będą upierać się przy tym jakże irytującym zwyczaju właściwego użycia zaimków, bardzo trudno będzie nad nimi panować.
Dlatego też musisz postarać się, aby zerwali z tym nawykiem.

 

 

%d bloggers like this: