Paszporty odpornościowe – 10 powodów, dla których to zły pomysł

21 maja 2020

paszporty odpornościowe

Paszporty odpornościowe

 

Ograniczanie swobody poruszania na podstawie danych biologicznych stanowi zagrożenie dla wolności, sprawiedliwości i zdrowia publicznego.

Wyobraźcie sobie świat, w którym znalezienie pracy, wynajęcie mieszkania lub otrzymanie kredytu zależy od wyników badań krwi. A jeżeli wyniki tych badań okażą się nieprawidłowe, wówczas  jesteście skazani na areszt domowy i izolację od społeczeństwa, tylko dlatego, że brakuje wam pewnych przeciwciał.

Taka sytuacja miała już miejsce w przeszłości. Przez większość XIX wieku mieszkańcy Nowego Orleanu w stanie Luizjana byli dzieleni na dwie grupy pod kątem odporności na żółtą febrę. W pierwszej grupie znaleźli się pacjenci, którzy przechorowali żółtą febrę i wyzdrowieli, wytwarzając przy tym przeciwciała. Natomiast druga grupa skupiała wszystkie osoby, które nie miały styczności z tą chorobą.[1] Brak odporności dyktował, z kim ludzie mogą wchodzić w związek małżeński i gdzie mogą pracować. A w przypadku niewolników określał również ich wartość. Ta domniemana odporność skupiała władzę polityczną i ekonomiczną w rękach bogatej elity, która wykorzystywała ją jako broń do umacniania białej supremacji.

Podobna sytuacja może stać się naszą dystopijną przyszłością, jeśli rządy wprowadzą „paszporty odpornościowe” w celu odwrócenia skutków katastrofy gospodarczej, spowodowanej pandemią COVID-19. Chodzi oto, że certyfikaty odpornościowe byłyby wydawane tylko tym osobom, którym udało się powrócić do zdrowia po infekcji i które uzyskały pozytywne wyniki badań na obecność przeciwciał przeciwko SARS-CoV-2. Władze zniosłyby ograniczenia jedynie dla tych, których uważano by za odpornych. Umożliwiłoby im to powrót do pracy, kontakty towarzyskie i podróżowanie. Pomysł ten zawiera w sobie tak wiele wad, że nawet trudno ustalić, od czego zacząć.

24 kwietnia nawet Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przestrzegła przed wydawaniem „paszportów odpornościowych”, ponieważ nie można zagwarantować ich dokładności. WHO stwierdziła, że:

„Obecnie nie istnieją dowody, że osoby, które wyzdrowiały z COVID-19 i mają przeciwciała, są chronione przed drugą infekcją.” – „Immunity passports” in the context of COVID-19

Niemniej jednak pomysł ten jest rozpowszechniany w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech i innych krajach.

Chiny już wprowadziły wirtualne kontrole zdrowia, tropienia kontaktów zakaźnych i cyfrowe kody QR w celu ograniczenia ruchu mieszkańców. Wyniki badań przeciwciał można łatwo zintegrować z tym systemem. Władze Chile również zdecydowały się na podobne kroki. Oświadczyły, bawiąc się przy tym w semantyczne gierki, że osobom, którym udało się powrócić do zdrowia, zamierzają wydawać „zaświadczenia o zwolnieniu lekarskim” z trzymiesięcznym terminem ważności.[2]

 

Naszym zdaniem wszelka dokumentacja ograniczająca wolność indywidualną na podstawie danych biologicznych może stać się platformą ograniczania praw człowieka, zwiększania dyskryminacji, a także zwiększaniu zagrożenia – a nie chronienia – zdrowia publicznego.

Film Nauka i Swastyka: Biologiczni Żołnierze Hitlera

Poniżej przedstawiamy 10 powodów, dla których „paszporty odpornościowe” absolutnie nie powinny i nie mogą być wprowadzone.

Wśród tych dziesięciu powodów zawarliśmy cztery niezwykle istotne problemy praktyczne i sześć zastrzeżeń etycznych, które ukazują, że jest to naprawdę bardzo zły pomysł.

 

Paszporty odpornościowe

1. Odporność na COVID-19 wciąż pozostaje zagadką

 

Najnowsze dane[3] sugerują, że większość pacjentów, która wyzdrowiała wytwarza pewne przeciwciała przeciwko SARS-CoV-2. Jednakże naukowcy nie są w stanie stwierdzić, czy wszyscy oni wytwarzają na tyle przeciwciał, aby mogły im zagwarantować przyszłą ochronę, a także, jaki może być bezpieczny poziom i okres trwania tej odporności. Aktualne szacunki, oparte na reakcjach immunologicznych na blisko spokrewnione wirusy, jak te, które powodują zespół ostrej ciężkiej niewydolności oddechowej (SARS) i bliskowschodni zespół niewydolności oddechowej (MERS), sugerują, że uzdrowieni pacjenci mogą wykazywać ochronę przed ponownym zakażeniem przez okres 1-2 lat. Aczkolwiek, jeśli odporność względem SARS-CoV-2 naśladuje to, co zaobserwowano przy zwykłym przeziębieniu, okres ochrony może być krótszy.

Przeciwciała nie są synonimem odporności.
Ekspozycja na Dziki kontra Sztuczny szczep wirusa odry nie jest równa – Bernadette Pajer
Szczepienie przeciw śwince – przyczyny porażek – dr Stanley Plotkin

 

2. Testy serologiczne nie są wiarygodne

 

Testy do pomiaru przeciwciał SARS-CoV-2 we krwi mogą być cennym narzędziem w ocenie częstości występowania i rozprzestrzeniania się wirusa. Jednakże testy te znacznie różnią się jakością i skutecznością. Z tego względu Światowa Organizacja Zdrowia i były komisarz amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA) Scott Gottlieb wydali ostrzeżenie przed wykorzystywaniem tych testów w ocenie indywidualnego stanu zdrowia i odporności. Kilka dostępnych testów wykazuje wysoką dokładność. Oznacza to, że ​​są zatwierdzone pod kątem co najmniej 99% czułości i swoistości. Jednak wstępne dane sugerują, że zdecydowana ich większość nie jest wiarygodna.[4] Niski stopień swoistości oznacza, że ​​test daje również pozytywny wynik na przeciwciała inne niż tylko te swoiste dla SARS-CoV-2. Prowadzi to do wyników fałszywie pozytywnych, które utrzymują ludzi w przekonaniu, że ​​są odporni, podczas gdy tak naprawdę nie są. Niski stopień czułości oznacza, że ​​test wymaga od pacjenta wysokiego stężenia przeciwciał SARS-CoV-2 w celu skutecznego pomiaru. Prowadzi to również do wyników fałszywie negatywnych u pacjentów, którzy mają niewiele przeciwciał, co objawia się tym, że potencjalnie odporni pacjenci zostaną mylnie zakwalifikowani jako osoby z brakiem odporności.

3. Wymagana liczba testów jest niewykonalna

 

Krajowy program certyfikacji immunologicznej wymagałby od dziesiątek do setek milionów testów serologicznych. Przykładowo, populacja Niemiec liczy prawie 84 miliony mieszkańców. A więc wymagałoby to co najmniej 168 milionów testów serologicznych, aby co najmniej dwukrotnie potwierdzić status immunologiczny COVID-19 dla każdego mieszkańca. Dwa testy na osobę to minimum, ponieważ każdy, kto uzyskał wynik negatywny, mógłby się później zarazić i musiałby ponownie poddać się testom, aby uzyskać certyfikat immunologiczny. Ponadto, w celu zapewnienia ciągłej odporności testy musiałyby być powtarzane co najmniej raz w roku. Od czerwca niemiecki rząd będzie miesięcznie otrzymywał 5 milionów testów serologicznych od szwajcarskiej firmy Roche Pharmaceuticals. Firma ta jest czołowym dostawcą testu serologicznego SARS-CoV-2, zatwierdzonego przez organy regulacyjne. Umożliwi to testowanie jedynie 6% populacji niemieckiej każdego miesiąca.

Nawet jeśli „paszporty odpornościowe” byłyby ograniczone wyłącznie do pracowników służby zdrowia, liczba wymaganych testów w dalszym ciągu mogłaby być niewykonalna. Przykładowo, Stany Zjednoczone potrzebowałyby ponad 16 milionów takich testów. Obecnie amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) oraz amerykańskie laboratoria zdrowia publicznego przeprowadziły ponad 12 milionów testów diagnostycznych związanych z SARS-CoV-2 (3% całej populacji USA). Nawet Korea Południowa, która jest krajem o wysokich wskaźnikach testowania, do 20 maja zdołała przetestować tylko 1,5% swojej populacji.

 

4. Zbyt mało ozdrowiałych, aby wzmocnić gospodarkę

 

Odsetek ludzi, którzy przeszli COVID-19 znacznie się różni w różnych populacjach. Raporty pochodzące z gorących stref w Niemczech i Stanach Zjednoczonych sugerują, że w niektórych miejscach poziom przebytych infekcji może wahać się w przedziale 14% – 30%. Przykładowo, w stanie Nowy Jork, gdzie losowo przetestowano 3000 osób w sklepach spożywczych i innych miejscach publicznych, okazało się, że 14,9% osób miało przeciwciała przeciwko COVID-19. Jednakże to raczej stanowi wyjątek. Podczas kwietniowej konferencji prasowej Światowa Organizacja Zdrowia oświadczyła, że ​​tylko 2–3% światowej przeszło infekcję tym wirusem.

Niska zachorowalność w połączeniu z ograniczoną liczbą testów o bardzo niskim stopniu wiarygodności oznacza, że ​​tylko niewielka część populacji będzie certyfikowana jako oficjalnie zdolna do pracy. Przykładowo, na podstawie bieżącej liczby potwierdzonych przypadków w Stanach Zjednoczonych certyfikat otrzymałaby tylko 0,43% populacji. Takie wartości procentowe są bez znaczenia nie tylko dla gospodarki, ale i bezpieczeństwa. Kawiarnia nie może bez ryzyka obsługiwać klientów, jeśli tylko niewielka część jej personelu posiada certyfikat odporności.  Co więcej sklep nie będzie przynosił zysków, jeśli tylko niewielka część klientów może wejść do środka.

5. Monitoring/śledzenie niszczy prywatność

 

Celem „paszportów odpornościowych” jest kontrola ruchu. Z tego względu każda strategia certyfikacji immunologicznej musi obejmować system identyfikacji i monitoringu. Dokumentacja papierowa może być podatna na fałszowanie. Natomiast elektroniczna dokumentacja zintegrowana z aplikacją na smartfony byłaby mniej podatna na oszustwa, a także skuteczniejsza w śledzeniu kontaktów, ponownym testowaniu i aktualizowaniu stanu odporności.

Jednakże dokumenty elektroniczne są również poważniejszym zagrożeniem dla prywatności.[5] W niektórych prowincjach chińskich za pomocą kodów QR na smartfonach kontroluje się wejścia do miejsc publicznych pod kątem statusu zdrowia związanego z COVID-19 danej osoby. Problem polega na tym, że oprócz informacji na temat COVID-19 aplikacje te udostępniają też znacznie więcej innych danych. Dane te obejmują m.in. lokalizację osoby, historię podróży, wykaz osób, z którymi się zetknęła, a także różne inne informacje zdrowotne, jak chociażby temperatura ciała, czy ostatnio nabyte przeziębienie.

Tajwan wykorzystuje aplikacje na smartfony z systemami alarmowymi, które są bezpośrednio powiązane z policją. A Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i wiele innych krajów testuje różne opcje podobnych aplikacji. Co najgorsze, nie ma żadnej gwarancji, że jeśli zniknie COVID-19, znikną również te aplikacje. Chiny ogłosiły, że część systemu śledzenia kodów QR prawdopodobnie będzie wykorzystywana nawet po zakończeniu pandemii.

6. Większa kontrola grup zmarginalizowanych

 

Zwiększony monitoring oznacza zwiększoną kontrolę policyjną, za czym idzie wyższe ryzyko zbierania informacji [profilowania] i potencjalnych krzywd w stosunku do grup rasowych, seksualnych, religijnych i innych mniejszości. Podczas pandemii Chiny zostały oskarżone o profilowanie rasowe mieszkańców kraju, zmuszając wszystkich afrykańskich obywateli do testów na obecność wirusa. Z kolei w innych częściach świata ludność z Azji doświadczyła większej ilości uprzedzeń rasistowskich.

W Stanach Zjednoczonych prawo do zatrzymania i rewizji skupiało się bardziej na przedstawicielach rasy innej niż biała jeszcze przed wybuchem pandemii. W 2019 roku 88% wszystkich zatrzymanych i przeszukanych osób w Nowym Jorku stanowili Afroamerykanie lub Latynoamerykanie. A podczas pandemii działania policyjne nadal skupiają swoje ataki na osobach z grup mniejszości społecznych. W okresie od połowy marca do początku maja na Brooklynie w Nowym Jorku 35 z 40 osób, które zostały aresztowane za łamanie przepisów o zachowaniu dystansu fizycznego, byli Afroamerykanie.[6]

Już teraz statystyki te są głęboko niepokojące. Jednak będą jeszcze bardziej, jeśli monitoring i kontrola odporności na COVID-19 zostanie zastosowana ze względu ukrytych intencji. Przykładowo, zjawisko „cyfrowego uwięzienia” wzrosło już w takich krajach, jak Stany Zjednoczone, Brazylia i Iran, gdzie osoby zostały zwolnione z więzienia w celu zminimalizowania rozprzestrzeniania się COVID-19. Zamiast tego więźniowie monitorowani są za pomocą elektronicznych bransoletek, które noszą na kostkach. W Stanach Zjednoczonych, gdzie osoby innej rasy niż biała są rasowo segregowane pod kątem dzielnic mieszkalnych i wsadzane za kratki znacznie częściej, te „cyfrowe uwięzienia” mogłyby służyć do monitorowania dużych części niektórych społeczności. Ryzyko byłoby jeszcze większe, jeśli powiązano by ten monitoring ze statusem imigracyjnym.

7. Niesprawiedliwy dostęp

 

Z powodu niedoboru zestawów testowych, wielu ludzi nie będzie miało do nich dostępu. Dotychczasowe doświadczenia sugerują, że zamożne i wpływowe osoby mają większe szanse na uzyskanie testu niż biedni i znajdujący się w trudnej sytuacji społecznej.

W wielopoziomowych systemach opieki zdrowotnej ta niesprawiedliwość odczuwana jest jeszcze bardziej. Przykładowo, na początku marca, gdy testom poddawały się profesjonalne drużyny sportowe, dyrektorzy firm technologicznych i gwiazdy showbiznesu, dziesiątki stanów USA przeprowadzały mniej niż 20 testów dziennie. Dlatego osoby ze środowisk robotniczych, które muszą jak najszybciej wrócić do pracy, żeby mogły zapłacić za czynsz i zapełnić lodówkę, prawdopodobnie będą miały trudności z uzyskaniem testu na obecność przeciwciał. Niski priorytet mogą mieć również testy dla dzieci przed ich powrotem do szkoły, jak również dla emerytów, którzy muszą zmagać się ze swoim zdrowiem fizycznym, psychicznym i funkcjami poznawczymi.

Izolacja społeczna związana jest z wyższym ryzykiem śmierci

8. Rozwarstwienie społeczne

 

Kategoryzowanie ludzi na podstawie ich statusu związanego z COVID-19 stworzyłoby nowy miernik, który dzieliłby osoby na te, które mają przywilej posiadania przeciwciał i na te, które go nie mają. Takie kategoryzowanie jest w szczególności niepokojące w obliczu braku bezpłatnej, powszechnie dostępnej szczepionki. Jeśli pojawi się powszechnie dostępna szczepionka, wówczas ludzie mogą optować za uzyskaniem certyfikatu immunologicznego. Bez niej stratyfikacja zależałaby przede wszystkim od szczęścia, pieniędzy i indywidualnej sytuacji. Ograniczenie stanowisk zawodowych, koncertów, muzeów, usług religijnych, restauracji, lokali wyborczych, a nawet ośrodków opieki zdrowotnej wyłącznie dla osób, które przeszły infekcję wirusem, zaszkodziłoby większości populacji, pozbawiając jej praw obywatelskich.

Zaczęłyby narastać nierówności społeczne i finansowe. Przykładowo, pracodawcy, którzy chcieliby uniknąć pracowników podatnych na COVID-19, zatrudnialiby głównie te osoby, które zwalczyły infekcję i dysponują „potwierdzoną” odpornością.

„Paszporty odpornościowe” mogłyby również podsycać podziały między narodami. Mieszkańcy krajów, które odmówiły wdrożenia tych paszportów, nie mogłyby podróżować do krajów, które te paszporty stosują. Już teraz osoby zarażone wirusem HIV podlegają ograniczeniom związanym z wjazdem, mieszkaniem i pracą w krajach (takich jak Rosja, Egipt i Singapur), których procedury naruszają prawa osób należących do mniejszości seksualnych i płciowych.

9. Nowe formy dyskryminacji

 

Platformy certyfikacji immunologicznej SARS-CoV-2 można łatwo rozszerzyć, aby obejmowały też inne formy danych osobowych związanych ze zdrowiem, jak chociażby dane dotyczące zdrowia psychicznego i wyników badań genetycznych. „Paszporty odpornościowe” mogłyby się szybko przekształcić we wszechobejmujące paszporty biologiczne. Doprowadziłoby to do nowych rodzajów dyskryminacji, ponieważ pracodawcy, firmy ubezpieczeniowe, stróże prawa i inne organy mogłyby uzyskać dostęp do prywatnych informacji zdrowotnych i wykorzystywać je według własnego uznania. W ciągu ostatnich kilku lat obawy tego typu zostały skatalogowane w debatach o tym, kto powinien mieć dostęp do informacji genetycznych w miarę wzrostu zapotrzebowania m.in. na lekarzy, badaczy, ubezpieczycieli, pracodawców i stróżów prawa.[7]

Kolektywizm: Rodzina czy państwo? Esej o obowiązkowych szczepieniach – dr Russell Blaylock

 

10. Zagrożenia dla zdrowia publicznego

 

„Paszporty odpornościowe” mogłyby też stworzyć niepożądane zachęty. Jeśli dostęp do niektórych swobód społecznych i ekonomicznych przysługiwałby tylko osobom, które przeszły COVID-19, wówczas paszporty te mogłyby sprawić, że ludzie zaczęliby celowo szukać sposobu na zarażenie się tym wirusem.[8] W takim przypadku naraziliby na ryzyko nie tylko siebie, ale i inne osoby. Trudności ekonomiczne mogłyby wzmocnić te perwersyjne zachęty, jeśli „paszport odpornościowy” stałby się jedynym sposobem na zarabianie pieniędzy. Co więcej, osoby fizyczne mogłyby uzyskiwać te dokumenty nielegalnie, uciekając się m.in. do łapówek, czy fałszerstwa. Mogłoby to powodować dalsze zagrożenia dla zdrowia, ponieważ osoby, które twierdziłyby, że są odporne, mogłyby nadal rozprzestrzeniać wirusa. Kryzys ma tendencję do wspierania nikczemnego handlu. Dobrym przykładem jest tutaj II wojna światowa, podczas której racje żywnościowe w Wielkiej Brytanii doprowadziły do powstania solidnego systemu podziemnego handlu.

Następne kroki


Strategie, które skupiają się na jednostce są sprzeczne z ideą zdrowia publicznego.[9] Odwracają uwagę od działań, które przynoszą korzyści wszystkim. Działania te obejmują finansowanie współpracy międzynarodowej, praktykowanie skutecznych środków w zakresie zdrowia publicznego i wyrównywanie nierówności w dochodach. W Ameryce Północnej, jak w wielu innych krajach, nierówności strukturalne powodują, że mniejszości rasowe umierają na COVID-19 znacznie szybciej niż ludzie rasy białej. Co więcej, sam wirus w nieproporcjonalny sposób wpływa na mieszkańców żyjących na terytoriach Pierwszych Narodów. Sukces zależy tutaj od solidarności, czyli od prawdziwego uznania tego, że ​​wszyscy tkwimy w tym razem. Etyka oparta na indywidualnej autonomii jest rażąco nieodpowiednia podczas kryzysu zdrowia publicznego. Nadrzędnym celem musi być promowanie wspólnego dobra.

Zamiast wprowadzania „paszportów odpornościowych” zarówno rządy, jak i firmy, powinny poświęcać swój czas, talent i fundusze na dwie następujące rzeczy:

Pierwszą jest wypróbowana i prawdziwa formuła na ograniczanie szkód pandemicznych. Składają się na nią trzy czynniki: testowanie, tropienie i izolowanie. Formuła ta sprawdziła się od Singapuru i Nowej Zelandii aż po wyspy Guernsey i Hanoi. Status zdrowia, dane osobowe i lokalizacja muszą być anonimowe. A priorytetem powinny stać się aplikacje, które umożliwią osobom podejmowanie bezpiecznych decyzji w kwestii własnego ruchu.

Drugą jest opracowanie, produkcja i globalna dystrybucja szczepionki przeciwko SARS-CoV-2. Jeśli powszechny, terminowy i bezpłatny dostęp do szczepień stanie się możliwy, wówczas uzyskanie certyfikatu o szczepieniu na udział w niektórych działaniach może być etycznie dopuszczalne. Aczkolwiek, jeśli dostęp do szczepionki będzie w jakikolwiek sposób ograniczony, wówczas niektóre z powyższych niesprawiedliwości mogą nadal obowiązywać, o czym świadczy literatura na temat przyjmowania innych szczepionek.[10]

Zagrożenia dla wolności, sprawiedliwości i zdrowia publicznego są nieodłącznym elementem każdej platformy mającej na celu segregację społeczeństwa na podstawie danych biologicznych. Wszystkie zasady i praktyki muszą opierać się na społecznej sprawiedliwości.

Źródło: Ten reasons why immunity passports are a bad idea

 

Zobacz na: W USA rejestruje się mniej niż 1% NOPów – Harvard Pilgrim Health Care
Szczepionka przeciw koronawirusowi i wzmocnienie odpowiedzi immunologicznej

Przypisy:

1. Olivarius, K. Am. Hist. Rev. 124, 425–455 (2019).
2. Fraser, B. Lancet 395, 1473 (2020).
3. Wajnberg, A. et al. Preprint at medRxiv https://doi.org/10.1101/2020.04.30.20085613 (2020).
4. Whitman, J. D. et al. Preprint at medRxiv https://doi.org/10.1101/2020.04.25.20074856 (2020).
5. Ienca, M. & Vayena, E. Nature Med. 26, 463–464 (2020).
6. Southall, A. The New York Times (7 May 2020).
7. Clayton, E. W., Evans, B. J., Hazel, J. W. & Rothstein, M. A. J. Law Biosci. 6, 1–36 (2019).
8. Phelan, A. L. Lancet https://doi.org/10.1016/S0140-6736(20)31034-5 (2020).
9. Baylis, F., Kenny, N. P. & Sherwin, S. Public Health Ethics 1, 196–209 (2008).
10. Bocquier, A., Ward, J., Raude, J., Peretti-Watel, P. & Verger, P. Expert Rev. Vaccines 16, 1107–1118 (2017).

Pin It on Pinterest

Share This

Share this post with your friends!

%d bloggers like this: