„Naukowy” bubel uzasadniający bezobjawowe rozprzestrzeniania się wirusa.

Z perspektywy ewolucji – prof. Bret Weinstein i prof. Heather Heying

bezobjawowe rozprzestrzeniania się wirusa - Kluczowe założenia i dowody potwierdzające te założenia

Prof. Heather Heying: Zakażanie przez osoby bezobjawowe w ujęciu porównawczym. Po raz kolejny mamy trzy odnośniki do materiałów źródłowych. Artykuł autorstwa S. Lee i współpracowników, [JAMA Netw Open. 2021;4(1):e2035057] to jest odnośnik numer 9.

Autorzy piszą, że zbadali 303 pacjentów i okazało się, że niemalże wszyscy byli nosicielami zakażającymi. Nieźle, naprawdę. Szacowana wartość referencyjna na poziomie 75 proc. wydaje się rozsądna.

Artykuł L. Chaw i współpracowników, rok 2020, to jest odnośnik numer 15, autorzy tego artykułu twierdzą, że przebadali 1701 osób, które miały kontakt z nosicielem i wykazali, że odsetek zakażonych poprzez kontakt z nosicielem bezobjawowym w porównaniu z nosicielem objawowym wynosi od 40 do 140 proc.

Czyli, że co? Według tego artykułu nosiciele bezobjawowi zarażają bardziej, niż osoby objawowe? To sygnał, by lepiej przyjrzeć się temu artykułowi.

Prof. Bret Weinstein: Ciekawe-nieciekawe.

Prof. Heather Heying: Ciekawe-nieciekawe, tak. Trzeci artykuł cytowany w tym artykule to artykuł D. Mc Evoya i współpracowników, skupia się on na modelowaniu, jest to artykuł przeglądowy proponujący pewien model teoretyczny.Autorzy podają odsetek na poziomie od 40 do 70 proc.

Na podstawie tych trzech liczb, autorzy tego artykułu skonkludowali, że 75 proc. to jest wartość najtrafniejsza. Sprawdźmy zatem, czy którakolwiek z tych liczb się obroni.

 

Kluczowe założenia i dowody potwierdzające te założenia - bezobjawowe rozprzestrzeniania się wirusa

Bezobjawowe rozprzestrzeniania się wirusa

 

W artykule autorstwa S. Lee i wsp. naukowcy przebadali 303 pacjentów z centrum medycznego w Korei Płd. Super. To były badania empiryczne. Badanie to pokazuje w sposób przekonujący, że miano wirusa w organizmie nosicieli bezobjawowych jest porównywalna z nosicielami objawowymi.

W porządku. To nie jest pierwsza praca, która pokazuje, że miano wirusa w przypadku nosicieli bezobjawowych i objawowych jest na podobnym poziomie. Ale zgadnij co. I tu ciekawostka. Miano wirusa to nie to samo, co zaraźliwość czy transmisyjność. Po prostu. To nie jest to samo.

Myślenie pojęciowe, a myślenie stereotypowe – Andrzej Wronka, Kazimierz Ajdukiewicz, Józef Kossecki

Autorzy tego artykułu, autorstwa Lee i wsp., na który powołuje się Johansson aby uzasadnić swoją absurdalną tezę odnośnie 100 proc. (zakażania bezobjawowego). Ten artykuł autorstwa Lee i wsp. jest podstawą twierdzenia przez Johanssona o 100 proc. stopniu zaraźliwości nosicieli bezobjawowych w porównaniu z nosicielami objawowymi. W artykule tym czytamy, tu cytat:

Choć stwierdzone duże miano wirusa u obserwowanych pacjentów może mieć wpływ na zwiększone ryzyko transmisji wirusa, nasze badanie nie miało na celu oszacowania takiego ryzyka”.

Autorzy odnośnie swojego badania piszą także, tu znów cytat:

„Nie badaliśmy w jakim stopniu uwalnianie się wirusa wpływa na zakażanie przez nosicieli bezobjawowych”.

Podsumowując. Jedno z cytowanych źródeł w pracy Johanssona i wsp. nie zawiera jakichkolwiek dowodów na transmisję przez osoby bezobjawowe, o rzekomych 100 proc. nie wspominając.

To był pierwszy artykuł. Pozostałe dwa załatwimy równie szybko. Odnośnik numer 15, artykuł Chawa i wsp. Artykuł empiryczny dotyczący przypadków zachorowań w Brunei jako konsekwencji wybuchu ogniska wirusa w Malezji.

Brunei to malutkie państewko. W Malezji miało miejsce duże wydarzenie o charakterze religijnym, w którym brało udział ok. 16 tys. osób. Uczestnicy z Brunei po wydarzeniu wrócili do swoich domów. Brunei to mały kraj, co pozwala łatwo wyśledzić osoby zakażone, stąd badacze ci mogli wygodnie prześledzić proces transmisji wirusa.

Kolejny artykuł o charakterze empirycznym, badanie jest bardzo fachowe, byłam pozytywnie zaskoczona. Jest to skomplikowana analiza z wieloma czynnikami i zmiennymi. Tak na marginesie, Johansson i wsp. wskazuje, że ten artykuł podaje wartości od 40 do 140 proc. przypadków. Od 40 do 140 proc. przypadków zakażania przez nosiciela bezobjawowego. Wróć.

Może inaczej: nosiciele bezobjawowi są źródłem zakażenia w 40 do 140 proc. przypadków w porównaniu z nosicielami objawowymi.

Tak to przedstawia artykuł Johansson. Ale co tak naprawdę pokazuje ten artykuł? Pokazuje, że w środowisku domowym, które było jedynym, gdzie udało się wykazać statystycznie istotne różnice, nosiciele objawowi wykazywali 2,7-krotne wyższe ryzyko transmisji wirusa SARS-CoV-2 w porównaniu z połączoną grupa osób bezobjawowych i na etapie przedobjawowym.

Co więcej, jest to bardzo zachowawcza estymacja.

Wybaczcie mi te liczby, ale mamy prawie 3-krotnie większa zaraźliwość przez osoby objawowe w porównaniu z połączoną grupą osób bezobjawowych i przedobjawowych.

Jeśli dalej zgłębiać się w ten artykuł to dowiemy się, że osoby przedobjawowe zakażają bardziej, niż osoby bezobjawowe, ale nijak nie znajdziemy dowodu na rzekomy stopień zaraźliwość od 40 do 140 proc. Nie ma w tym artykule niczego, co sugerowałoby, że pacjenci bezobjawowi zarażają bardziej, niż pacjenci objawowi. Skąd więc wzięto te liczby?

Szybciutko omówimy ostatni artykuł, artykuł przeglądowy. Jest to wnikliwy przegląd analityczny obejmujący kwiecień 2020 r., czyli dotyczy wczesnego stadium pandemii. Autorzy analizują oddzielnie grupy przypadków pacjentów bezobjawowych i przedobjawowych.

Jak wspomniałam, jest to staranny przegląd, który autorzy zamykają konkluzja, że nie da się jednoznacznie stwierdzić (większej zaraźliwości). Nie ma wystarczających dowodów, literatura nie jest jeszcze na tyle bogata, za mało mamy badań empirycznych, zwyczajnie nie jesteśmy w stanie definitywnie tego stwierdzić.

Autorzy również zwracają uwagę na różnorodność definicji zaraźliwości. Autorzy stawiają wstępną hipotezę, że na bazie danych możemy z ograniczoną pewnością stwierdzić, że pacjenci bezobjawowi wykazują zaraźliwość na poziomie od 40 do 70 proc. w porównaniu z pacjentami objawowymi. Te właśnie wartości przytoczył Johansson w swoim artykule.

Mamy więc te 3 artykuły, na których bazują Johansson i wsp. w swoim artykule, czyli artykuł Lee i wsp. z Korei Południowej, który nie dostarcza jakichkolwiek dowodów odnośnie transmisyjności, choć Johansson twierdzi, że jest ona na poziomie 100 proc.

Artykuł Chawa i wsp. dla przypadków w Brunei, który zdaje się wskazywać, że pacjenci bezobjawowi zakażają 3 lub mniej razy rzadziej, niż pacjenci objawowi. Natomiast w tej pracy autorzy cytują wartość od 40 do 140 proc., choć nie jestem w stanie dociec, skąd takie liczby.

Artykuł Mc Evoy i wsp., który jest bardzo powściągliwy odnośnie liczb, podaje zakres od 40 do 70 proc., co jest wartością zacytowaną w artykule Johanssona, co zresztą widać na ekranie. Liczby te owszem zabrano bezpośrednio z artykułu.

Mój wniosek odnośnie nowej publikacji Johanssona, który spodziewam się znajdzie oddźwięk w wytycznych CDC, w wielu zalecaniach ekspertów od polityki zdrowotnej i odnośnie restrykcji epidemicznych jest taki, że bazowa estymacja zaraźliwości na poziomie 75 proc. dla osób bezobjawowych w porównaniu z osobami objawowymi jest kompletnie bezpodstawna [tzn. dane źródłowe wzięto z Instytutu Danych z Dupy – przypis tłumacza]. Kompletnie niepoparta dowodami. Nie jest to niemożliwe, ale dosłownie nie posiadamy jakichkolwiek dowodów na poparcie tej tezy w cytowanych przez Johanssona i innych, w podanych przez nich artykułach źródłowych.

Mając na uwadze, że żaden fragment konkluzji tego artykuły nie powinien być traktowany poważnie, nie należy wdrażać na jego podstawie jakiejkolwiek propozycji odnośnie polityki zdrowotnej i powinniśmy poddawać w wątpliwość wszelkie przyszłe prace tych autorów, ponieważ to, co uczynili, jest niepoważne.

Prof. Bret Weinstein: Czy możesz wrócić do tytułu tego artykułu?

Prof. Heather Heying: Głównego?

Prof. Bret Weinstein: Tak.

Prof. Heather Heying: „Transmisja SARS-CoV-2 przez osoby bez symptomów COVID-19”

https://jamanetwork.com/journals/jamanetworkopen/fullarticle/2774707

Prof. Bret Weinstein: Otóż po pierwsze zastanawiam się, czy nasi wieloletni słuchacze nie przeżywają swoistego déjà vu, ponieważ jeśli spojrzeć na ten artykuł wnikliwiej przypomina mi to bardzo sytuację – co dotarło do mnie już po wejściu do studia – nie przypominam sobie tytułu tamtego artykułu, był to artykuł, który kategorycznie stwierdzał, że IDW (Intellectual dark web – Intelektualne podziemie) jest częścią szerszego medialnego zjawiska tzw. komory echa (ang, echo chamber effect).

Artykuł ten jest podobnej natury, czyli stworzono model, który pokazuje w sposób szokujący rzekome istnienie jakiegoś groźnego zjawiska, ale gdy przeanalizować podstawy tego modelu to okazuje się, że jest to model bazujący na błędnym kole rozumowania [łac. circulus in demonstrando], czyli zawiera wbudowany element, który pozwala wyciągnąć takie a nie inne wnioski.

W tym konkretnym przypadku mamy autora artykułu na podstawie, którego poczyniono założenia, a który zarzuca, że „hej, nadużywanie moją pracę”. Mamy tu do czynienia dokładnie z tym samym, co prowokuje pewne bardzo ważne pytanie. Dlaczego mamy do czynienia z epidemią tego typu „nauki”?

Prof. Heather Heying: Komu to służy? kto jest beneficjentem tego procesu? Nie wiem, dla kogo oni pracują, czy też dlaczego są tacy zagubieni, czy może po prostu są tak niekompetentni jeśli chodzi o zrozumienie procesu tworzenia modeli, które generują wyniki nie będące identycznymi z danymi wejściowymi? 

Prof. Bret Weinstein: Problemem jest, jak mi się wydaje, że mierzymy się z [de]ewolucją. To z czym mamy do czynienia w tym przypadku…

Prof. Heather Heying: Nie służy nam to, czyż nie?

Prof. Bret Weinstein: To powinno nas przerażać i dać do myślenia, ponieważ po pierwsze, to banał wprawdzie, ale fakt, że pewne stanowiska np. akademickie na uczelniach, są ograniczone i co za tym idzie walka o nie jest zacięta. Jednym ze sposobów na wygranie tej rywalizacji jest publikowanie w dużych ilościach i w obszarach, gdzie zdobędziesz mnóstwo cytowań.

Społeczne procesy poznawcze – Józef Kossecki

W pewnym więc sensie istnieje swoista nisza – jeśli jesteś w stanie przedstawić coś, co ludzie zaczną papugować, odniesiesz sukces. Zresztą mamy z tym do czynienia obecnie jeśli spojrzeć na statystyki cytowani i ich wpływ na szanse zdobycia konkretnego stanowiska na uczelni, który jest ogromny, nawet w przypadkach, gdy ktoś twoje badania krytykuje.Innymi słowy, gdy ktoś cytuje ciebie nawet w ramach obalania twoich wyników, niekoniecznie działa to na twoją niekorzyść.

Zmierzam do tego, że nie mam pojęcia, dlaczego ten artykuł pojawił się w czasopiśmie JAMA, co jest zaskakujące i przerażające zarazem, bo jak wspomniałaś, będzie stanowić podstawę wdrażania konkretnych rozwiązań w polityce zdrowotnej. Podejrzewam natomiast – to jest moja prywatna opinia, ale obserwowaliśmy już wiele przypadków w kontekście SARS-CoV-2 i COVID-19 – że istnieje zakulisowy konsensus odnośnie tego, jak powinna wyglądać rozsądna polityka zdrowotna, a fakty są tak manipulowane, aby wyglądało na to, że polityka ta jest również dobra dla ciebie jako obywatela.

Tak więc idea jakobyśmy mieli do czynienia z wysokim ryzykiem transmisji wirusa przez osoby, które nie wykazują objawów, oczywiście uzasadnia większość wprowadzonych drakońskich środków mających na celu zatrzymanie rozprzestrzeniania się COVID-19.

Oznacza to zatem, że poszukuje się dowodów potwierdzających zasadność stosowania takich środków.

Osoby, które doszły do takich wniosków, pozostawiając na boku czy jest to działanie odpowiedzialne czy nie, prowadzone w interesie publicznym czy wręcz przeciwnie, osoby, które te restrykcje nakładają poszukują argumentów uzasadniających swoje działania, a ten artykuł zdaje się potwierdzać ich światopogląd, jakkolwiek słuszny byłby bądź nie.

Mam na myśli to, że mamy do czynienia z autorami, którzy starają się dostarczyć to, czego domaga się publiczność, a jeśli zdefiniować politykę jako coś co stoi w sprzeczności z patriotyzmem, to poprzez analogię dawanie publiczności tego, czego się domagają stoi w sprzeczności z prawdziwą nauką.

Zadaniem nauki jest prezentowanie prawdy bez względu na to, co chciałbyś usłyszeć. To nie jest nauka, to jest błędne koło [rozumowania]. Wygląda na naukę, jest przedstawione w sposób pozornie naukowy i jest publikowane w medium naukowym, i to wystarczy, by stało się podstawą prowadzenie takiej, a nie innej polityki.

Zobacz na: Bezobjawowy nosiciel? Wywiad Dela Bigtree z dr Clare Craig
Dowody na bezobjawowe zarażanie się są niewystarczające, aby uzasadnić masowe testy na obecność Covid-19 – dr Clare Craig i Jonathan Engler [BMJ]
Omówienie badań przesiewowych na SARS-Cov-2 – Prof. Allyson Pollock [Operacja Moonshot]
Badania przesiewowe zdrowej populacji na covid-19 – nie wiadomo, jaką mają wartość, ale wprowadzono je w całym kraju – dr Angela E. Raffle
Plusy i minusy środków zaradczych przeciw pandemii grypy – dr Thomas Inglesby, prof. Jennifer Nuzzo, prof. Tara O’Toole i prof. Donald Henderson [listopad 2006]

 

„Naukowy” bubel uzasadniający bezobjawowe rozprzestrzeniania się wirusa – napisy PL

%d bloggers like this: