Inokulacja: pierwsze „cudowne” lekarstwo, które nim nie było – Roman Bystrianyk
25 styczeń 2026
Jak niebezpieczny zabieg, połączony ze śmiercionośnymi terapiami, ukształtował całe stulecie walki z ospą prawdziwą.
„Około pięć czy sześć dni po inokulacji została ogarnięta silnymi bólami wszystkich stawów. Ospa wyszła około 10. lub 11. dnia bardzo gwałtownie… Dziewięć tygodni po inokulacji, po najnędzniejszym cierpieniu, jakie kiedykolwiek zniósł biedny człowiek, zmarła, wyniszczona do samej skóry i kości.”[1] — Francis Howgrave, aptekarz, 1724
„Uważam nawet naturalną ospę za chorobę łagodną, która staje się złośliwa jedynie wskutek błędów w pielęgnacji, diecie i leczeniu oraz braku czystości… Nie byłoby zbyt śmiałe stwierdzić, że śmiertelne leczenie tej choroby przez dwa stulecia, poprzez ogrzewanie i zamykanie powietrza w komnacie oraz podawanie pobudzających i rozgrzewających mikstur, było przyczyną dwóch trzecich zgonów, które nastąpiły.”[2] — John Birch, 1814
„W latach 1764–1766 on i jego pomocnicy inokulowali aż 20.000 osób, co w ciągu dwóch lat przyniosło mu około 10.400 funtów. ‘Inokulacja… stała się w końcu popularna dzięki sztuczkom znachora. Daniel Sutton swoimi tajnymi metodami w pół tuzina lat uczynił więcej dla rozpowszechnienia inokulacji niż zdołano w pół wieku.’”[3] — dr P. Kübler, 1911

Czas ma tendencję do nadawania historii różowych barw, zwłaszcza gdy patrzymy na nią przez pryzmat współczesnej medycyny — przedsięwzięcia dziś postrzeganego jako nieustannie udoskonalający się cud, oparty na twardej nauce i triumfujących danych. Ta perspektywiczna jasność często jednak przesłania bardziej chaotyczną i kontrowersyjną prawdę: że wiele fundamentalnych praktyk medycznych narodziło się nie w spokojnych laboratoriach, lecz w burzach sporów, niezamierzonych konsekwencji i głębokiego ludzkiego cierpienia.
Żadna historia nie ilustruje tego lepiej niż XVIII-wieczne przyjęcie inokulacji przeciw ospie, zabiegu okrzykniętego przez zwolenników ratującym życie cudem, a przez krytyków potępionego jako śmiertelną lekkomyślność. Rzeczywistość była złożonym i niepokojącym rozdziałem, w którym lekarstwo mogło być równie niebezpieczne jak choroba, „terapia” często kończyła się śmiercią, a granica między środkiem ochrony zdrowia publicznego a iskrą epidemii była niebezpiecznie cienka. To zapomniana historia inokulacji — rewolucji medycznej, która cudem bynajmniej nie była.
Koncepcję wprowadzania materii chorobowej do skóry poprzez praktykę „wszczepiania” spopularyzowała w Anglii około 1717 roku lady Mary Wortley Montagu.[4] Później znana jako inokulacja (a dokładniej wariolizacja), polegała na podaniu zdrowej osobie materiału z ospy, aby wywołać łagodny przebieg choroby i uzyskać odporność. Argumentowano, że skoro nikt nie choruje na ospę dwa razy, to dlaczego nie wywołać jej sztucznie i przejść choroby w dogodnym momencie?
Niestety wywołany w ten sposób atak ospy bynajmniej nie zawsze był łagodny, szacuje się, że 2–3% osób poddanych zabiegowi umierało w jego wyniku.[5]
Podczas gdy wielu lekarzy chwaliło tę nową ideę, inni, jak Isaac Massey, z 40-letnim doświadczeniem medycznym, nie widzieli w niej potrzeby.[6] Przez ponad 20 lat w Christ’s Hospital gorąco pragnął, by jak najmniej pacjentów zgadzało się na inokulację, którą przemianował na „inkantację [klątwę]”. Z jego doświadczenia wynikało, że ospa „rzadko zabija”, chyba że przy bardzo złym prowadzeniu, a w ciągu tych 20 lat odnotowano jedynie 5 lub 6 zgonów przypisanych ospie.[7]
Jego opinia odzwierciedlała stanowisko dr Thomasa Sydenhama, znanego jako angielski Hipokrates i uważanego za Ojca angielskiej medycyny, który 40 lat wcześniej zauważył, że jeśli lekarze lub pielęgniarki nie leczą ospy błędnie, jest ona jedną z „najłagodniejszych i najbezpieczniejszych chorób”.[8] Dr Sydenham podzielił się swoimi metodami leczenia z kolegą, dr Williamem Cole’em, który podziękował mu za „lek” na ospę, zauważając, że choroba łatwo się goi, chyba że „gorący reżim i lekarstwa zabijają tak wielu przed czasem”.
Standardowe i powszechnie akceptowane procedury medyczne tamtych czasów obejmowały upuszczanie krwi aż do omdlenia, odmawianie choremu nawet kropli zimnej wody, pozbawianie go światła i świeżego powietrza oraz wywoływanie tzw. katarsis, czyli silnych i obfitych wypróżnień za pomocą środków przeczyszczających. W 1747 r. dr Charles Perry zalecał w przypadku ospy, by „upuszczać krew obficie” oraz stosować środki wywołujące przeczyszczenie i wymioty w celu „opróżnienia całego przewodu pokarmowego”.[9]
Inną uznaną metodą leczenia ospy był tzw. „gorący reżim”.[10] Polegał on na okrywaniu chorego licznymi, duszącymi kocami, aby wywołać obfite pocenie się i usunąć „nadmiar płynów ustrojowych”; alternatywnie zanurzano pacjenta w gorącej kąpieli. W tym podejściu światło i świeże powietrze uznawano za szkodliwe, dlatego chorych przetrzymywano w ciemności i przy minimalnej wentylacji. Z biegiem lat niektórzy lekarze zauważyli, że leczenie „kordialami i gorącym reżimem” zarówno u osób inokulowanych, jak i tych, które zachorowały naturalnie, prowadziło do cięższego przebiegu choroby, a „w wielu przypadkach do śmierci”.[11]
Ci, których leczono farmaceutykami, trzymano w „gorących komnatach” i „niemal duszono” pod rozgrzanymi kocami, cechowali się wysoką śmiertelnością, podczas gdy ubodzy, „pozostawieni naturze”, niemal zawsze zdrowieli.[12],[13] W 1814 r. chirurg John Birch stwierdził, że przez ponad dwa stulecia „dwie trzecie” zgonów z powodu ospy było skutkiem tych błędnych terapii.[14]
Isaac Massey, obserwując sytuację w Christ’s Hospital, zauważył, że „nieszczęsne biedne i parafialne dzieci” stanowiły co najmniej „połowę” odnotowanych zgonów.[15] Podkreślał, że osoby chore, które „ledwie miały środki do życia”, nie powinny być zaliczane do tej samej kategorii co ci, którzy byli dobrze pielęgnowani. Kwestionował uogólnienia w zestawieniach śmiertelności, gdzie przyczynę zgonu przypisywano wyłącznie chorobie — takiej jak ospa — jakby wszyscy umierali jedynie z jej powodu i z żadnej innej przyczyny. W 1888 r. dr French zauważył, że skrajna bieda, brud i przeludnienie prowadzą do „epidemii, plag i zaraz”, natomiast „świeże powietrze, czysta woda i higieniczny tryb życia” w znacznym stopniu im zapobiegają.[16]
Opierając się na tych historycznych obserwacjach, należy stwierdzić, że człowiek nie umiera wyłącznie z powodu pojedynczej, odnotowanej „choroby”, takiej jak ospa. Ciężkość i śmiertelność schorzenia są w istocie silnie uwarunkowane przez triadę czynników: wcześniejszy stan zdrowia i konstytucję pacjenta, jego warunki społeczne i środowiskowe oraz charakter i potencjalną szkodliwość zastosowanych interwencji medycznych. To one stanowią prawdziwe podłoże, na którym rozwija się choroba. Historycznie — i do dziś — popełniamy poważny błąd, przypisując zgon przede wszystkim konkretnemu patogenowi. Takie uproszczone, redukcjonistyczne podejście w statystykach śmiertelności błędnie izoluje „chorobę” jako jedyną przyczynę, często przesłaniając współudział — a nieraz kluczową rolę — ubóstwa, niedożywienia, niebezpiecznych terapii i systemowych zaniedbań.
Inokulacja nie zyskała szerokiej akceptacji społecznej aż do około 1748 roku, czyli ponad trzy dekady po jej wprowadzeniu, z powodu lęku społecznego i kontrowersji medycznych.[17] Jej status został umocniony w 1754 r., gdy Royal College of Physicians w Londynie oficjalnie zatwierdziło tę procedurę, nadając jej kluczową legitymizację instytucjonalną.[18]
Pierwotna metoda inokulacji ospy polegała zazwyczaj na wykonaniu dużego, głębokiego nacięcia na ramieniu i wprowadzeniu do niego materiału z pęcherzy ospy.[19] Pacjent następnie przechodził chorobę z gorączką i innymi objawami, mając nadzieję na łagodny przebieg. Stosowano różne środki, w tym podawanie substancji takich jak rzewień, aby utrzymać regularne wypróżnienia, dążono do dwóch lub trzech stolców dziennie. Dodatkowo zapewniano lekkie, pożywne posiłki, chłodne, świeże powietrze oraz napoje o działaniu ochładzającym w celu złagodzenia stanu zapalnego.[20]
W 1763 r. Daniel Sutton zapoczątkował nowe podejście do inokulacji ospy, które skutecznie zmniejszało objawy związane z zabiegiem.[21] Metoda ta bardzo szybko zdobyła ogromną popularność wśród społeczeństwa i szerokie poparcie środowiska medycznego. W efekcie Sutton oraz inni praktycy stosujący tę technikę cieszyli się powszechnym uznaniem. Pierwotna metoda inokulacji polegała na pobieraniu materiału od osoby, u której krosty ospy były w pełni dojrzałe i prawdopodobnie wypełnione ropą. Nowa metoda Suttona — jak opisywał dr Langton — wykorzystywała materiał z krost we wczesnym stadium, który najpewniej był jedynie łagodnym płynem.[22] Pacjenci „z reguły mieli niewielkie lub żadne dolegliwości” i bardzo mało krost, ponieważ stosowano jedynie słaby materiał zakaźny.[23] Właśnie dzięki brakowi poważnych objawów metoda ta stała się niezwykle popularna we wszystkich warstwach społecznych i została szeroko przyjęta.[24] Zastąpiła ona metodę pierwotną, mimo zarzutów, że nie zapewnia rzeczywistej ochrony, jest jedynie „powszechnym obłędem”[25] i stała się popularna „dzięki sztuczkom szarlatana [Daniela Suttona]”. Ostatecznie nowa metoda Suttona była inokulacją tylko z nazwy.
Dwa podstawowe problemy związane z inokulacją polegały na tym, że mogła ona prowadzić do śmierci — zwłaszcza w wersji sprzed Suttona — oraz że zabieg ten zdawał się „rozszerzać zasięg choroby poprzez mnożenie ognisk zakażenia”.[26] Już w 1764 r., gdy metoda Suttona zdobywała popularność, dostrzegano, że inokulację często przeprowadzano na obszarach, gdzie choroba jeszcze się nie rozprzestrzeniała, wprowadzając ospę tam, gdzie „w przeciwnym razie by się nie pojawiła”.[27] Tym samym medycznie sankcjonowany zabieg bywał równie zdolny do zapoczątkowania epidemii, jak do jej powstrzymania.[28]
Zgodnie z artykułem z 1764 r., śmiertelność z powodu ospy wzrosła w dekadach następujących po wprowadzeniu inokulacji. Przed jej zastosowaniem (1683–1720) na ospę przypadało 90 zgonów na 1000 urodzeń oraz 64 zgony na 1000 wszystkich zgonów. W ciągu 38 lat po rozpoczęciu inokulacji (1721–1758) liczby te wzrosły odpowiednio do 127 na 1000 urodzeń (wzrost o 41%) oraz 81 na 1000 wszystkich zgonów (wzrost o 27%). Dane te wykorzystano jako argument, że inokulacja pogorszyła problem ospy zamiast go złagodzić.[29]
Wzrost liczby zgonów z powodu ospy w epoce inokulacji został zauważony i udokumentowany przez dr Roberta Walkera w jego traktacie z 1790 r. An Inquiry into the Small-Pox, Medical and Political. Analizując londyńskie Bills of Mortality, wykazał on stały i niepokojący wzrost śmiertelności z powodu ospy, zbieżny z rozpowszechnianiem się inokulacji. W okresie od 1731–1742 do 1763–1772 wskaźnik śmiertelności wzrósł niemal o 50%.[30] Główny wniosek płynący z tych danych był taki, że powszechne stosowanie inokulacji wiązało się z „znacznym, corocznym wzrostem liczby zgonów”. Walker kończył pytaniem: „Czyż to ścisłe powiązanie między rozpowszechnieniem inokulacji a niszczycielskim wzrostem ospy nie prowadzi do podejrzenia, że jedno — przynajmniej w pewnym stopniu — wpływa na drugie?”
Historyczne wprowadzenie inokulacji ospy (wariolizacji) w XVIII-wiecznej Anglii nie spotkało się z powszechnym uznaniem, lecz z długotrwałą kontrowersją medyczną. Krytycy, w tym doświadczeni lekarze tacy jak Isaac Massey, od samego początku twierdzili, że zabieg ten jest zbędny i niebezpieczny, podkreślając, że sama ospa często miała łagodny przebieg, o ile nie była czyniona śmiertelną przez agresywne i szkodliwe standardowe terapie epoki, takie jak „gorący reżim” czy obfite upuszczanie krwi. Metody te później potępiono jako główną przyczynę śmiertelności.
Co więcej, krytycy utrzymywali, że praktyka inokulacji w istocie pogarszała stan zdrowia publicznego. Przedstawiali dane statystyczne — z artykułu z 1764 r. oraz z analizy Roberta Walkera z 1790 r. — pokazujące, że śmiertelność z powodu ospy znacząco wzrosła w dekadach po wprowadzeniu tej procedury. Argumentowali również, że inokulacja działała jak wektor choroby, celowo rozprzestrzeniając ją w zdrowych społecznościach i wywołując epidemie, którym miała zapobiegać. Popularna metoda „suttonowska”, wykorzystująca łagodniejszy materiał w celu ograniczenia skutków ubocznych, była przez niektórych lekarzy uznawana za nieskuteczną „szarlatanerię”, dającą fałszywe poczucie bezpieczeństwa.
Główny wniosek płynący z tego zapisu historycznego jest taki, że przypisywanie zgonów wyłącznie patogenowi — takiemu jak ospa — stanowi poważny błąd. Skutki śmiertelne były — i nadal są — w ogromnym stopniu determinowane przez stan zdrowia wyjściowego, warunki społeczno-ekonomiczne oraz szkody jatrogenne (spowodowane leczeniem). Mimo to, pomimo krytyki i danych, inokulacja pozostała zakorzeniona przez osiem dekad, a jej kontrowersyjne dziedzictwo stało się bezpośrednim, często bezrefleksyjnie przyjmowanym fundamentem kolejnej wychwalanej rewolucji medycznej: szczepień.
Źródło: Inoculation: The First “Miracle” Cure That Was Anything But
Zobacz na: Niedożywienie jest przyczyną ponad połowy wszystkich zgonów dzieci
Dieta oparta tylko na kukurydzy powoduje niedobór witaminy B3, co zagraża wyginięciu chomika europejskiego
COVID – dlaczego terminologia ma znaczenie? – dr Malcolm Kendrick
Pola śmierci Samoa – dr Ah Kahn Syed
Jatrogenia – choroby wywołane przez lekarzy
LEKI… trzecia przyczyna śmierci w XXI wieku
Wątpliwości związane ze szczepieniami – dr Charles Cyril Okell [1938]
Termin Szczepienia w 9 wydaniu Encyklopedii Britannica – Dr Charles Creighton
Fakty dowodzące, że SZCZEPIENIA są zbędne i niebezpieczne. Na przestrzeni czterdziestu pięciu lat prowadzenia statystyk rejestracji – Alfred R. Wallace
„Światowa Organizacja Zdrowia w swym raporcie z 2013 r. po raz kolejny wykluczyła Polskęz analiz porównawczych dotyczących umieralności według przyczyn. Powodem jest ponad 25% udział zgonów o „niedokładnie określonych przyczynach”. (…) Polska jest krajem o 100% kompletności rejestracji zgonów, jest jednak również krajem o bardzo niskiej jakości informacji o przyczynach zgonów. Z danych dotyczących 2012 r.wynika, że w przypadku ponad 28% zgonów (ok. 109 tys.) lekarze nieprawidłowo opisali ich przyczyny.Podstawowym problemem jest pominięcie chronologicznego opisu łańcucha przyczyn/chorób odpowiedzialnych za zgon chorego lub nieprawidłowe jego przedstawienie, a w konsekwencji niewłaściwe lub nieprecyzyjne wskazanie wyjściowej przyczyny zgonu.” – Na co umarł pacjent–czyli, co jest wpisywane na kartach zgonów? https://stat.gov.pl/files/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5746/1/1/2/l_na_co_umarl_pacjent.pdf
Przypisy:
[1] Francis Howgrave, apothecary, Reasons Against the Inoculation of the Small-pox, 1724, Printed for John Clark at the Bible under the Royal-Exchange, pp. 26–28.
[2] The Gentleman’s Magazine, July 1814, p. 24.
[3] Dr. P Kübler, History of Small-Pox and Vaccination, The Medical Officer, December 16, 1911, p. 33.
[4] Lady Mary Wortley Montagu, Letters of the Right Honourable Lady Mary Wortley Montagu, 1797, p. 195.
[5] Frederick F. Cartwright, Disease and History, 1972, Rupert Hart-Davis, London, p. 124.
[6] Isaac Massey, apothecary to Christ’s Hospital, A Short and Plain Account of Inoculation, 1722, London, pp. 20–21.
[7] Isaac Massey, Remarks on Dr. Jurin’s Last Yearly Account of the Success of Inoculation, 1727, London, p. 5.
[8] R. G. Latham, MD, The Works of Thomas Sydenham, MD, vol. I, 1848, London, pp. lxxii–lxxiii.
[9] Charles Perry, MD, An Essay on the Smallpox, 1747, London. pp. 17–20.
[10] John Gideon Millingen MD, Curiosities of Medical Experience, vol. 2, 1837, London, p. 356.
[11] John Mason Good, MD, The Study of medicine: Empyesis Variola Smallpox, vol 1, 1864, New York, Harper & Brothers, Publishers, pp. 639–640.
[12] William Job Collins, MD, Have You Been Vaccinated, and what Protection is it Against the Small Pox? 1869, London, pp. 13–14.
[13] John Gideon Millingen MD, Curiosities of Medical Experience, vol. 2, 1837, London, p. 356.
[14] The Gentleman’s Magazine, July 1814, p. 24.
[15] William White, The Story of a Great Delusion, 1885, London, E. W. Allen, p. 26.
[16] J. M. French, MD, “Infant Mortality and the Environment,” Popular Science, vol. 34, no. 10, December 1888, p. 228.
[17] George Gregory MD, “Vaccination Tested by the Experience of Half a Century,” The Medical Times and Gazette, June 26, 1852, pp. 633–636.
[18] William White, The Story of a Great Delusion, 1885, London, E. W. Allen, p. 43.
[19] James Burges, An Account of the Preparation and Management Necessary to Inoculation, 1754, London, printed for P. Vaillant, p. 41.
[20] William Woodville, The History of the Inoculation of the Small-pox, in Great Britain, 1796, printed and sold by James Phillips.
[21] Giles Watts, M.D., A Vindication of the Method of Inoculating the Smallpox, 1767, London, printed for Joseph Johnson, p. v.
[22] William Langton MD, An address to the public on the present method of inoculation: proving that the matter inoculated is not the small-pox. To which is added an inquiry into the nature of the confluent pox, and its cure, 1767, London, printed for R. Horsfield in Ludgate Street; E. Easton in Salisbury, pp. 9–10.
[23] Charles Creighton MD, Jenner and Vaccination. A Strange Chapter of Medical History, 1889, Swan Sonnenschein & Co., p. 139.
[24] Dr. P Kübler, History of Small-Pox and Vaccination, The Medical Officer, December 16, 1911, p. 33.
[25] William Langton MD, An address to the public on the present method of inoculation: proving that the matter inoculated is not the small-pox. To which is added an inquiry into the nature of the confluent pox, and its cure, 1767, London, printed for R. Horsfield in Ludgate Street; E. Easton in Salisbury, pp. 9–10.
[26] Frederick F. Cartwright, Disease and History, 1972, Rupert Hart-Davis, London, p. 124.
[27] “The Practice of Inoculation Truly Stated,” The Gentleman’s Magazine and Historical Chronicle, vol. 34, 1764, p. 333.
[28] Elizabeth A. Fenn, “The Great Smallpox Epidemic of 1775–82,” History Today, July 20, 2003, p. 12.
[29] “The Practice of Inoculation Truly Stated,” The Gentleman’s Magazine and Historical Chronicle, vol. 34, 1764, p. 333.
[30] Robert Walker MD, An Inquiry into the Small-Pox, Medical and Political, 1790, London, p. 455.